Dlaczego tak mało ludzi oglądało mecz reprezentacji Polski?

W mieście żyjącym koszykówką na spotkaniu reprezentacji Polski z silną Słowenią hala świeciła pustkami. Czy po spodziewanej porażce we Francji ktokolwiek zechce przyjść na kolejny mecz z Czechami? Na razie zdecydowano o obniżce cen biletów - najtańsze będą po 5 złotych
W sobotę w mogącej pomieścić nawet cztery tysiące ludzi Orbicie większość miejsc była pusta. Widzów było może około tysiąca, z czego jeszcze spora część weszła za darmo (koszykarze z rodzinami, działacze itd.). To szok, bo przecież Wrocław od lat żyje koszykówką i nie wiadomo, czy prędko kibice będą jeszcze mieli okazję zobaczyć gwiazdy takiego kalibru. W Orbicie po raz pierwszy zagrało aż sześciu koszykarzy związanych z klubami NBA (dwóch Polaków), a kilku pozostałych Słoweńców to uznani i cenieni koszykarze w Europie, czołowi gracze drużyn euroligowych. Co się zatem stało, że na towarzyski turniej rozgrywany w sierpniu, a więc w okresie urlopowym, przyszło ponad dwa razy więcej ludzi niż na mecze o punkty?

n Najważniejszy powód to oczywiście fatalny występ polskiej reprezentacji trzy dni wcześniej w Czechach. Porażka w żałosnym stylu z teoretycznie najsłabszym rywalem w grupie, i to aż 57:82, sprawiła, że już mało kto wierzył w sukces w spotkaniu ze Słowenią. Najprościej byłoby zatem stwierdzić, że koszykarze sami są sobie winni. Ograliby Czechów, wówczas mieliby doping w spotkaniu ze Słowenią. Ale to niejedyne powody, zawiodła bowiem też tzw. organizacja.

n Przede wszystkim stanowczo zbyt późno wprowadzono do sprzedaży bilety, które powinny być do nabycia przynajmniej na tydzień przed meczem, a już na pewno przed spotkaniem z Czechami. Wówczas zapewne część ludzi dałaby się "nabrać" na dobry występ Polaków i zakupiła wejściówki wcześniej. - Dzięki temu chociażby 20 moich znajomych nie dało się sfrajerować i zaoszczędzili - zauważył jeden z dziennikarzy.

n Ceny też chyba zostały lekko zawyżone, biorąc pod uwagę poziom polskiej reprezentacji - 20, 30 i 45 złotych to nie jest mało, zwłaszcza jeżeli ktoś chciałby się wybrać do Orbity z rodziną, i to na wszystkie mecze. A miał jeszcze do wyboru bezpośrednią transmisję telewizyjną.

n Transmisja telewizyjna zatrzymała część ludzi w domach, ale sprawiła też, że spotkanie rozgrywano o dość egzotycznej godzinie. W sobotę o 13.30 robi się wiele rzeczy, ale rzadko gra w koszykówkę, i to w ważnych meczach o punkty. Oczywiście coś za coś. Późniejsza godzina rozpoczęcia meczu zapewne oznaczałaby brak transmisji (choć były też prowadzone w tej sprawie rozmowy z TVN-em, na co naciskała Era - sponsor reprezentacji), a także możliwy konflikt terminów z rozgrywanymi tego samego dnia Mistrzostwami Świata Juniorów na Żużlu (choć to było do ułożenia). Fakty są jednak takie, że również kolejne mecze zostaną rozegrane o 13.30 właśnie ze względu na telewizję.

n I pamiętając o godzinie, przedmeczowe zabiegi medialne zostały źle rozegrane, choć chęci były słuszne. W czwartek po spotkaniu z Czechami miał być otwarty trening i konferencja prasowa. Wszystko najpierw odwołano, a następnie przeniesiono na piątek. Po części można zrozumieć, że reprezentanci nie chcieli się tłumaczyć z blamażu w Czechach, ale z punktu widzenia medialnego konferencja prasowa dzień przed meczem zaczynającym się bardzo wcześnie nie miała już większego znaczenia. Również po spotkaniu o wiele łatwiej było złapać reprezentantów Słowenii niż Polski. Tych drugich czym prędzej upychano w autokarze, dając niewielką szansę dziennikarzom na rozmowę.

Niestety, poprawienie "błędów organizacyjnych", obniżenie cen biletów czy nawet wpuszczenie kibiców za darmo może nie sprawić, że na kolejne spotkanie przyjdzie więcej ludzi. I rywale bowiem będą mniej atrakcyjni (najpierw Czechy, w ostatnim meczu eliminacji Francja), i spotkania - wszystko na to wskazuje - o coraz mniejszym znaczeniu. Jedyna szansa jest w rękach samych koszykarzy, którzy tylko dobrym występem i przede wszystkim zwycięstwem we Francji mogą ściągnąć kibiców do hali i sprawić, że następne mecze będą miały jeszcze jakiekolwiek znaczenie (liczą się tylko dwa pierwsze miejsca, trzecie oraz czwarte już nie mają na nic wpływu, podobnie jak liczba zwycięstw). Problem w tym, że po dotychczasowych występach naszej reprezentacji trudno być optymistą. W takim przypadku być może kibiców przyciągną ceny biletów - już od 5 złotych.

DLA GAZETY

Dariusz Kowalczyk

prezes Dolnośląskiego Związku Koszykówki

Nie wiem, czy liczba widzów na tym meczu to dużo, czy mało, to kwestia względna, bo w Jaworznie na spotkaniu kobiecej reprezentacji było 300 osób, u nas około 1400. Oczywiście wszyscy liczyliśmy na więcej.

Co się na to złożyło? Kilka spraw, m.in. godzina meczu, transmisja telewizyjna, to, że bilety w sprzedaży były dopiero od czwartku i w ogóle impreza była mało wypromowana.

Na sierpniowy turniej o Puchar Rektora, który nie dość, że był rozgrywany w okresie urlopowym i to jeszcze w czasie olimpiady, przyszło 2000 ludzi na mecz, i tego się spodziewałem. Wówczas na pierwszym spotkaniu też było ok. 1400 osób, ale na ostatnim z Rosją już ponad dwa tysiące. Tyle, że wtedy to my, z Dolnośląskiego Związku Koszykówki mieliśmy wpływ na wszystko i będąc na miejscu, odpowiednio reagowaliśmy oraz promowaliśmy imprezę. Na promocję spotkań eliminacyjnych już nie mieliśmy wpływu, to zależało wyłącznie od PZK-osz. My z nimi jedynie współpracowaliśmy i wykonywaliśmy poszczególne zadania, jak dystrybucja biletów, transport, zakwaterowanie czy inne sprawy logistyczne. Wszystkie decyzje zapadały jednak po stronie PZK-osz.

Teraz przewiduję, że na meczu z Czechami może być jakieś 600 osób, a z Francją 300, wszystko zależy od wyników, jeżeli pojawią się optymistyczne sygnały, zapewne i ludzi będzie więcej. Na razie umówiłem się na spotkanie z sekretarzem PZK-osz panem Grzegorzem Bachańskim, aby zaproponować pewne rozwiązania. Po meczu bowiem nikt z PZK-osz się ze mną nie kontaktował, sam zatem zadzwoniłem, bo mam kilka pomysłów, jak poprawić sytuację. Jeżeli będziemy mieli podobne spojrzenie na to, powinno być nieźle.

Po spotkaniu ze Słowenią nie byłem może załamany, ale na pewno zaskoczony. Sądziłem, że we Wrocławiu zawsze przyjdzie dwa tysiące ludzi na mecz, obojętne co by się działo i kto by nie grał. Przeczytałem gdzieś w internecie, że bilety były za drogie. Nie wiem, czy jeżeli najtańszy bilet kosztował 15 złotych, to można uznać, że było za drogo. Nie chcę jednak w to wnikać, ale przy takie promocji imprezy to ile by bilety nie kosztowały, to by się nie sprzedały.

Adam Greczyło

odpowiedzialny za biuro prasowe meczów eliminacyjnych

Powiem szczerze, że byłem zaskoczony liczbą widzów. Spotkanie rozegrane zostało w dużym mieście żyjącym koszykówką, z drużyną, która grała w Eurolidze. Było około 1500 widzów, liczyliśmy, że hala bardziej zostanie wypełniona. To trochę dziwne, że wrocławscy kibice, koneserzy koszykówki, nie przyszli zobaczyć tak silnego zespołu, jak Słowenia, w której składzie jest aż czterech koszykarzy NBA.

Wpływ na to miała zapewne porażka w Czechach, fakt, że był to weekend i ładna pogoda, a tego samego dnia była także impreza żużlowa. Jeżeli część osób wybierało między koszykówką a żużlem, to zdecydowało się na imprezę rangi mistrzostw świata i na otwartym powietrzu.

Zdajemy sobie sprawę, że teraz może być ciężko przyciągnąć kibiców, ale właśnie dlatego zdecydowaliśmy, że mecze będą rozgrywane we Wrocławiu. Tu kibice nigdy nie odwracali się od swojego zespołu, nawet jak zespół przegrywał. Liczymy, że nie opuszczą także reprezentacji. Będziemy także robić wszystko, aby zachęcić ludzi do przyjścia na mecz. Już zdecydowaliśmy, że na Czechy najtańsze bilety będą już za pięć złotych.

not. jaw