Chrobry Głogów - Śląsk Wrocław 1:1

III liga piłkarska. Kryzys Śląska trwa - to trzeci remis z rzędu. Wrocławianie w tabeli są za Ruchem Radzionków i Polarem Wrocław. W Głogowie zagrali przeciętnie, choć na pewno lepiej niż w dwóch poprzednich meczach. Głogowianie zaś o punkt walczyli z ogromną determinacją. Mogą mówić o szczęśliwym remisie. Po przerwie głównie się bronili.


Gospodarze zasługują jednak na słowa uznania nie tylko za olbrzymią determinację. Przede wszystkim za styl gry w pierwszej połowie. Zespół Romualda Kujawy nie grał skomplikowanego futbolu - głogowianie próbowali przedostać się pod bramkę Radosława Janukiewicza dwoma-trzema podaniami i każdą akcję zakończyć strzałem na bramkę. Szczególnie groźny był grający po prawej stronie Paweł Żmudziński. Dwukrotnie w pierwszych minutach udało mu się uciec obrońcom Śląska i stworzyć zagrożenie pod bramką wrocławską, ale na przeszkodzie stawali obrońcy.

Natomiast wrocławianie grali pasywnie, w stylu, który w polskim futbolu zwykło określać się "krakowską piłką". Określenie powstało w latach 70., gdy ówczesny zespół Wisły Kraków potrzebował czasem kilkunastu podań, by podejść pod bramkę rywali. Śląsk grał podobnie, z tym że w tamtej Wiśle przydługie akcje kończono strzałami, a w Śląsku nie. Do przerwy wrocławianie oddali bowiem zaledwie dwa strzały na bramkę rywali. Być może spowodowane to było tym, że Krzysztof Ulatowski, najlepszy, najgroźniejszy i najskuteczniejszy zawodnik w poprzednich meczach, tym razem zagrał jako defensywny pomocnik. A Tomasz Kosztowniak, poprzednio stoper, od pierwszych minut wystąpił w ataku. Pierwszy był znów najlepszym graczem wrocławskiej drużyny - świetnie odbierał piłki rywalom i inicjował akcje ofensywne zespołu. Drugi, poza wzrostem, nie wyróżnił się niczym.

Jedyne dwa strzały Śląska do przerwy oddali właśnie dwaj wymienieni zawodnicy. Strzał Kosztowniaka w 36. minucie bez trudu złapał jednak Maciej Kijewski. Po uderzeniu Ulatowskiego Śląsk objął prowadzenie. Akcję zainicjował Jakub Małecki. Wrocławski pomocnik znakomicie podał do Ulatowskiego, który z głębi pola włączył się do akcji zespołu. Jego strzał po ziemi zza linii pola karnego nie był mocny, ale precyzyjny. Kijewski mógł go obronić, lecz rzucił się na piłkę jak w zwolnionym tempie, a ta wpadła do bramki.

Chrobry wyrównał po błędzie wrocławskiej obrony. W 22. minucie podana z głębi pola piłka trafiła do Henryka Cackowskiego. Krzysztof Wołczek i Rafał Lis uciekli przed nim zamiast próbować przerwać akcję. W efekcie zostawili rywalom mnóstwo czasu i miejsca do rozegrania piłki. A ci przeprowadzili wręcz treningową akcję. Cackowski zagrał na prawo do Adama Pojnara, ten dośrodkował wzdłuż bramki na lewe skrzydło, a akcję zamknął Marek Opałacz. Piłka po jego strzale z kilku metrów zmieściła się między słupkiem i nogą Janukiewicza.

Po przerwie Śląsk zagrał o wiele lepiej. Przede wszystkim agresywniej. Akcje wrocławian były wreszcie płynne, szybsze i z każdą minutą groźniejsze. Chrobry długimi okresami gry nie mógł wyjść z własnej połowy. Wrocławianie stworzyli też wiele sytuacji bramkowych, ale - jak w poprzednich dwóch meczach - grali bardzo nieskutecznie. O olbrzymim pechu może mówić Jakub Małecki. W 74. minucie po świetnej indywidualnej akcji Krzysztof Ostrowski wyłożył mu piłkę osiem metrów przed bramkę, a ten nieczysto w nią trafił i Kijewski złapał ją bez trudu. Chwilę później Małecki znów był w znakomitej sytuacji, ale w ostatniej chwili Żmudziński zablokował jego strzał. W dwóch kolejnych znakomitych sytuacjach piłkarze Śląska zachowali się jak juniorzy. Najpierw Tomasz Rudolf z bliska strzelił Kijewskiemu prosto ręce, a tuż przed końcem Dariusz Filipczak w fenomenalnej wręcz pozycji podał piłkę do bramkarza gospodarzy.

Remis w Głogowie nie jest sukcesem Śląska. Pozytywnie można ocenić jedynie lepszą, w porównaniu z poprzednimi meczami, jakość gry. Ale tylko w drugiej połowie. Ligowa arytmetyka jest nieubłagana - Śląsk traci punkty w meczach, w których zdarzać mu się to nie powinno. Rywale nie tracą, a wszyscy liczyli na to, że będą. Jest jednak odwrotnie. Nie ma co liczyć na to, że dobry jest rozkład spotkań, na to, że pięć z następnych sześciu meczów Śląsk gra u siebie. Już dziś w szatni Śląska powinno palić się czerwone światło dla remisów i porażek. Trzeba zacząć wygrywać. Inaczej rywale uciekną, a z nimi awans.

Chrobry Głogów - Śląsk Wrocław 1:1 (1:1)

Bramki: 0:1 - Ulatowski (11), 1:1 - Opałacz (23)

Chrobry: Kijewski - Mądrochowski, Cielewicz, Pacan - Opałacz (60. Niedźwiedź), Smolin (77. Tomasiak), Trznadel (85. Winniczuk), Cackowski, Żmudziński - Urbaniak, Pojnar.

Śląsk: Janukiewicz - Wołczek, Ignasiak, Lis, Rudolf - Ulatowski, Szewczyk - Szczot (68. Kowalczuk), Ostrowski, Małecki (82. Filipczak) - Kosztowniak (82. Kasprzycki).

Sędziował: Sebastian Jarzębak (Katowice). Widzów: 2000.

DWUGŁOS TRENERÓW

Grzegorz Kowalski

Śląsk Wrocław

To był trudny mecz. To prawda, że znów zremisowaliśmy, ale ja podchodzę do tego przede wszystkim przez pryzmat jakości gry. A ta była lepsza niż w poprzednich meczach. Była chęć zwycięstwa u piłkarzy, pasja w grze. Mieliśmy świetne sytuacje. W drugiej połowie gospodarze mogli mówić o szczęściu. W przekroju całego meczu zasłużyliśmy na zwycięstwo.

Romuald Kujawa

Chrobry Głogów

Oceniam postawę mojej drużyny w tym meczu w kategoriach walki. Zawodnicy pokazali, że mają charakter. Szczególnie w pierwszej połowie zagraliśmy dobrze. Śląsk nie stworzył groźnej sytuacji pod naszą bramką. Zgadzam się, że po przerwie już dominował, miał sytuacje, ale moi piłkarze do końca walczyli o remis. W moim zespole zabrakło Marcina Narwojsza, ale leczy kontuzję, nie był na sto procent gotowy do gry.