Piłkarska I liga: GKS Katowice - Górnik Łęczna 4:0

"Gieksa" rozegrała w sobotę najlepszy od wielu miesięcy mecz i zdeklasowała Górnika Łęczna. - Kilku piłkarzy zagrało nawet lepiej, niż tego od nich oczekiwałem - przyznał uradowany trener Wojciech Borecki




Przed sobotnim spotkaniem GKS był w ekstraklasie jedynym zespołem, który nie zdobył punktu. Nie brakowało opinii, że GKS jest najsłabszy w lidze i nie ma żadnych szans na uniknięcie degradacji. - Łęczna to drużyna w naszym zasięgu. Coraz bardziej odczuwamy presję i oczekiwania kibiców, więc najwyższy czas na zwycięstwo - podkreślał od kilku dni Wojciech Borecki, trener gospodarzy.

Działacze z Bukowej w ostatniej chwili potwierdzili do gry trzech nowych graczy: Ryszarda Czerwca, Łukasza Nawotczyńskiego i Romana Madeja. W sobotnim spotkaniu wystąpił tylko Czerwiec i to zaledwie kilkanaście minut. Doświadczony pomocnik już w 18. minucie doznał kontuzji i musiał zejść z boiska. - To uraz mięśnia dwugłowego prawej nogi. Chyba za bardzo chciałem pomóc drużynie i stąd taki efekt. Starałem się zagrać na 110 procent i przesadziłem. Teraz czekają mnie dwa tygodnie przerwy - kręcił głową piłkarz.

Zanim jednak Czerwiec zszedł z boiska, gospodarze przeprowadzili akcję, która przyniosła im prowadzenie. W 13. min doskonałym podaniem do Grzegorza Kmiecika popisał się najlepszy na boisku Paweł Brożek, który wcześniej ograł Mariusza Pawelca. Wspaniale zachował się również Kmiecik, który mimo asysty dwóch obrońców Górnika umieścił piłkę pod poprzeczką bramki Roberta Mioduszewskiego. - Piłka była zagrana tak dokładnie, że grzechem byłoby zepsucie tej akcji. Uderzyłem ze szpica i trafiłem tam, gdzie chciałem. Cieszę się, że rozwiązałem worek z bramkami, bo "Gieksie" to zwycięstwo było bardzo potrzebne - opowiadał Kmiecik.

Z czasem inicjatywę przejęli jednak goście, którzy w końcówce pierwszej połowy kilkakrotnie zagrozili bramce katowiczan. Najpierw z 20 metrów strzelał Paweł Bugała, jednak piłka minęła bramkę Mateusza Sławika. Chwilę później bramkarz Katowic niezbyt pewnie interweniował po rzucie wolnym wykonywanym przez gości, jednak w porę zdołał naprawić swój błąd. W 42. min groźnie strzelał głową Sławomir Nazaruk, jednak piłka po raz kolejny minęła bramkę gospodarzy. Piłkarze z Łęcznej najlepszą okazję do wyrównania mieli w 44. min, kiedy to po strzale Remigiusza Jezierskiego piłkę z linii bramkowej wybił Sebastian Kęska. - W końcówce pierwszej połowy niepotrzebnie oddaliśmy inicjatywę, ale na szczęście obyło się bez żadnych konsekwencji. Mamy wreszcie drużynę, tworzyliśmy już monolit - cieszył się Artur Andruszczak.

Prawdziwy popis katowiczanie dali jednak dopiero w drugiej połowie. - W szatni powiedzieliśmy sobie, jak mamy zagrać, i widać wszyscy załapali, o co chodzi - podkreślał Andruszczak.

Gospodarze rozpoczęli drugą część meczu od zdecydowanych ataków i szybko rozmontowali obronę Górnika. Już w 51. min solową akcję przeprowadził Brożek, który ograł w polu karnym Mirosława Budkę i Pawelca, a następnie strzałem z 10 metrów wpakował piłkę pod poprzeczkę. - Stadiony świata! Piękny gol! Paweł potrafi na kilku metrach zrobić z obrońcami, co tylko zechce. To wspaniale, że w końcu wszystko nam wychodzi - cieszył się Kmiecik. Kilka minut później katowiczanie zupełnie odebrali Górnikowi ochotę do gry. Po rzucie rożnym Kęski bez opieki pozostał Krzysztof Markowski, który płaskim strzałem z rogu pola karnego posłał piłkę do siatki. Radości nie krył prezes GKS-u Piotr Dziurowicz. - Z serca spadł mi nie kamień, ale wielki głaz. To zwycięstwo było potrzebne dla naszego zdrowia psychicznego. Nie pamiętam nawet, kiedy tak wysoko wygraliśmy. Chyba dwa lata temu ze Szczakowianką? - zastanawiał się Dziurowicz.

Goście, którzy w drugiej połowie byli już tylko tłem dla koncertowo grających gospodarzy, zupełnie nie potrafili zagrozić bramce Sławika. Za to kolejnego gola zdobyli katowiczanie. W 77. min solową akcją popisał się Andruszczak Pomocnik "Gieksy" ograł Bartosza Jurkowskiego i mocnym strzałem pokonał Mioduszewskiego.

Wysokim, w pełni zasłużonym zwycięstwem gospodarze pokazali, że nie są jednak najsłabszą drużyną w ekstraklasie. - Potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby to udowodnić. Teraz powinno być już tylko lepiej - mówił Pęczak. Zwycięstwo katowiczan w pewnym sensie ucieszyło też... Bogusława Kaczmarka, trenera gości. - GKS wygrał, więc może doczekam się po ponad trzech latach zaległych poborów za pracę w tym klubie - starał się żartować. Szkoleniowiec Górnika nie szczędził jednak słów krytyki swoim podopiecznym. - Moi piłkarze chodzili dzisiaj po boisku, zamiast biegać, ale jak można biegać, jeżeli ma się 7 kg nadwagi. Wiem, że w Ameryce kotlety są jak klapa od sedesu, a dobra whisky kosztuje zaledwie 17 dolarów, ale trzeba mieć odrobinę szacunku dla tego, co się robi, a niektórzy moi zawodnicy go nie mają - denerwował się Kaczmarek. - Nie mam zamiaru rezygnować ze swojej pracy. Mam dwuletni kontrakt i jeszcze sporo do zrobienia z tą drużyną - dodał. O wiele bardziej szczęśliwą minę miał debiutujący w tym sezonie w pierwszej lidze Borecki. - To moje pierwsze zwycięstwo w ekstraklasie. Teraz liczę na kolejne - uśmiechał się.

GKS Katowice4 (1)
Górnik Łęczna0
Strzelcy bramek

Kmiecik (13., po podaniu Pawła Brożka), Paweł Brożek (51., bez asysty), Markowski (59., po rogu Kęski), Andruszczak (77., bez asysty).

GKS: Sławik - Pęczak Ż, Markowski, Fonfara Ż - Kęska, Widuch, Gorszkow, Czerwiec (18. Wróbel Ż), Andruszczak Ż - Brożek (68. Plizga), Kmiecik Ż (80. Agafon).

Łęczna: Mioduszewski - Kościuk (46. Bożyk), Jurkowski Ż, Pawelec - Szałachowski Ż, Bronowicki, Budka Ż, Bugała (68. Sołdecki), Nazaruk - Jezierski, Czereszewski (60. Prasnal).

Widzów: 3 tys.

Gracz meczu: Paweł Brożek (GKS) - zdobył pięknego gola i zaliczył asystę.

GKSŁęczna
10strzały9
7celne3
0spalone1
3rzuty rożne7
5żółte kartki3
20faule16
0słupki i poprzeczki0






ZDANIEM TRENERÓW

Wojciech Borecki (GKS): - Wierzyłem w zespół i w zwycięstwo, ale jestem zszokowany jego rozmiarami. W moim zespole nie było dziś słabych punktów. Wszyscy zagrali wspaniały mecz, niektórzy nawet powyżej moich oczekiwań. To dla mnie wspaniały dzień.

Bogusław Kaczmarek (Łęczna): - Wynik mówi sam za siebie. Do przerwy jeszcze przypominaliśmy drużynę. Potem niektórzy z moich zawodników chodzili, zamiast biegać. Prezentowali totalny brak odpowiedzialności. Mecz można przegrać, ale trzeba zachować trochę godności. Jedynym pozytywem jest debiut 17-letniego Dawida Sołdeckiego. Uprzedzałem, że ten sezon może być najtrudniejszy dla tej drużyny. Jest wiele urazów i kontuzji. Dzisiejszy mecz to lekcja pokory i ważny sygnał. Trzeba przetrwać jesień.

not. rg



ROZMOWY POD SZATNIĄ

Artur Andruszczak (GKS): - Sporo czasu minęło od mojego ostatniego gola na Bukowej, bo było to podczas meczu z Ruchem Radzionków, który dzisiaj jest przecież w trzeciej lidze. Pamiętam, że to była bramka kolejki, bo cała liga wtedy strajkowała i tylko my zagraliśmy mecz. Trudno zatem się dziwić, że moja radość była dzisiaj olbrzymia. W końcówce pierwszej połowy zagraliśmy trochę asekuracyjnie, ale na szczęście szybko wróciliśmy do gry ofensywnej, która - jak widać - wychodzi nam całkiem nieźle.

Mirosław Budka (Łęczna): - Liczyliśmy, że osiągniemy w Katowicach przynajmniej remis. Dzisiaj nie byliśmy jednak w stanie osiągnąć przyzwoitego wyniku, ani nawet nawiązać walki z gospodarzami. Daliśmy sobie strzelić bramkę, a o stracie kolejnych zadecydowały indywidualne błędy. Trudno mi znaleźć usprawiedliwienie dla naszej gry.

Paweł Pęczak (GKS): - Mocno mobilizowaliśmy się na to spotkanie, bo zdawaliśmy sobie sprawę, jaki to ważny mecz. Powoli w GKS-ie wszystko zaczyna się dobrze układać i w końcu przypominamy zgraną drużynę. Cieszę się też, że gram coraz lepiej, bo w ostatnich latach najwięcej mówiło się o moich kontuzjach.

Tomasz Prasnal (Łęczna): - Trudno mi właściwie powiedzieć, co się stało. Może to niepoważnie zabrzmi w kontekście wyniku, ale przyjechaliśmy po zwycięstwo. Chcieliśmy się przełamać po ostatnich słabych meczach, jednak rzeczywistość zweryfikowała nasze plany. Głównym atutem katowiczan było to, że grali u siebie, zaatakowali odważnie, a po strzeleniu pierwszej bramki posypały się nasze plany taktyczne. Nie mogliśmy grać z kontrataku, a rywal spokojnie kontrolował przebieg gry, wykorzystując nasze błędy pod bramką.

not. rg, macz