Dariusz Sztylka wracana boisko

- We wrześniu wreszcie powinienem wrócić do gry - zapowiada Dariusz Sztylka, pomocnik Śląska Wrocław, który od wielu miesięcy leczy kontuzje
Dariusz Sztylka, jeden z najlepszych piłkarzy wrocławskiego Śląska, nie zagrał w żadnym meczu ligowym aż od końca rundy jesiennej minionego sezonu. Zawodnik doznał wówczas urazu naderwania przyczepu mięśnia krawieckiego prawej nogi.

- Ta kontuzja wyłączyła mnie na kilka miesięcy z treningów, ale byłem przekonany, że w rundzie wiosennej minionego sezonu pomogę drużynie w walce o II ligę - opowiada Sztylka. - Przygotowywałem się już do powrotu na III-ligowe boiska, niestety, 14 kwietnia podczas meczu Pucharu Polski z jedną z A-klasowych drużyn doznałem zerwania mięśnia czworogłowego w tej samej nogi. Lekarz przyznał później, że wcześniejszy uraz mógł mieć wpływ na kolejną kontuzję, po prostu noga nie była w pełni wyleczona i nie wytrzymała obciążenia - tłumaczy zawodnik Śląska.

Sztylkę czekał kolejny okres leczenia i żmudnej rehabilitacji. Dopiero w sierpniu zawodnik zaczął wzmacniać mięśnie nogi, a potem lekko truchtać. Na razie trenuje indywidualnie, gdyż jeszcze nie jest gotowy do podjęcia ciężkich treningów. Piłkę uderza zdrową nogą i tylko lekko, na niewielkie odległości. Jednak w ciągu dwóch najbliższych tygodni powinien wrócić do normalnego obciążenia treningowego i pod koniec miesiąca wreszcie powinien zagrać w oficjalnym meczu. Pewnie na początku będą to pojedynki drużyny rezerw, ale wierzy, że później przyjdzie czas na powrót do pierwszego zespołu.

- Kiedyś trener Kowalski wspominał, że będzie próbował mnie ustawić na pozycji stopera, ale wiem, że zmienił zdanie i teraz znów widzi mnie na pozycji defensywnego pomocnika - opowiada piłkarza. - Ostatnio drużyna przeżywa ciężkie chwile, które zachwiały wizerunkiem Śląska. Wszyscy byli przekonani, że jesteśmy pewniakiem, jedynym głównym kandydatem do awansu, ale dwa słabsze mecze wprowadziły trochę niepokoju. Myślę jednak, że to przejściowy kryzys. Bardzo chcę wrócić do gry i wierzę że przydam się drużynie - kończy Dariusz Sztylka.