El. MŚ: Irlandia Płn. - Polska 0:3

Od efektownej wygranej w Belfaście z bardzo przeciętną Irlandią Północną zaczęli eliminacje do MŚ w Niemczech polscy piłkarze. Są liderem grupy VI, żeby nimi pozostać także po środowym meczu z Anglią w Chorzowie - muszą jednak zagrać o niebo lepiej. Dobrze, że sami zdają sobie z tego sprawę.
"Do boju Polsko, do..." - zaintonował, trochę żartobliwie, Michał Żewłakow, gdy około pierwszej w nocy samolot z Belfastu kołował na lotnisku w Katowicach, a ktoś odczytał SMSa, że Anglia zremisowała w Wiedniu 2:2. O tym, że Azerbejdżan zabrał w Baku punkty Walii, wiedziano już wcześniej. - Jak w środę nie pękniemy fizycznie, nie będzie źle - zapowiedział Jacek Bąk. - Psychicznie czujemy się dużo lepiej, jako drużyna. Choć ja akurat jestem wkurzony, bo nie grałem - stwierdził Tomasz Kłos.

Eliminacje - jeśli chodzi o wynik - nie mogły zacząć się lepiej. Słabi Irlandczycy na pewno nie wzbudzali tylu emocji, co Anglicy, niemniej jednak - jak mówił trener Paweł Janas - "po tym, jak trzy tygodnie temu dostaliśmy w pałę od Duńczyków, zdarzyć się mogło wszystko".

Nie zdarzyło, bo - jak się potem okazało - zdarzyć jednak nie mogło. Irlandia to zespół, który oprócz "bicia, rąbania i siekania" potrafi niewiele. A, że polskiej drużynie nie zabrakło zimnej krwi - wynik jest taki, jaki być powinien.

Najpierw jednak zaskoczeniem był skład. Marek Zieńczuk wywalczył sobie miejsce na lewej stronie występem w sparingu przeciwko Meppen. O tym, że zagra Jacek Krzynówek (w ubiegłą sobotę zmarł mu ojciec) trener - po indywidualnej rozmowie - zdecydował w piątek wieczorem. Skrzydłowy Bayeru Leverkusen wystąpił z prawej strony. - Lepiej się czuje na lewej - przyznał później.

Na trybunach usiedli m.in. Kamil Kosowski, Mariusz Kukiełka, Bartosz Bosacki i Euzebiusz Smolarek. Trzej pierwsi grali w podstawowym składzie przeciwko Danii. Na rezerwie Tomasz Kłos. - W piątek miałem jedną wątpliwość, co do składu. Baszczyński czy Żewłakow - mówił Janas. I wybrał zawodnika Anderlechtu.

Kiedy zaczął się mecz, nie minęło pięć minut, a już wszyscy przypomnieli sobie poprzednie eliminacje do MŚ i mecz w Kijowie. Wtedy Emmanuel Olisadebe w czwartej minucie poderwał polskich kibiców i dziennikarzy z miejsc - teraz zrobił to Maciej Żurawski.

Zrobił coś niezwykłego. Strzelił gola bezpośrednio z rzutu rożnego. - Pierwszy raz w życiu mi się to zdarzyło - powiedział później. - Uderzyłem idealnie, może nawet za bardzo idealnie. Dobrze powiało i wpadło.

- "Żuraw", postanowiliśmy już więcej nie chodzić pod bramkę rywali na stałe fragmenty. Po co mamy robić puste przebiegi, latać bez sensu w jedną i drugą stronę i tracić siły - żartował środkowy obrońca, Jacek Bąk. - Gdybyś takie piłki dawał w Wiśle, mielibyśmy z "Głową" przynajmniej po pięć goli w sezonie - dodawał ze śmiechem Tomasz Kłos.

Gol Żurawskiego rozluźnił polskich zawodników, ale dopiero po meczu. Na boisku w Belfaście wciąż wyglądali na spiętych i sparaliżowanych. Nieświadomych tego, co potrafią. Dyscyplina taktyczna, na którą tak narzekali, trochę pętała im nogi. Nie potrafili stworzyć kolejnej dobrej okazji. Dali sobie narzucić irlandzki styl. Długa piłka i walka.

Wyglądało to strasznie nudno i schematycznie - dalekie podania i jeden ze środkowych obrońców strącał piłkę do środka. Żurawski i Piotr Włodarczyk bardzo rzadko wygrywali powietrzne pojedynki. Kiedy po raz pierwszy drużyna Janasa wymieniła kilka podań po ziemi, okazało się, że irlandzcy obrońcy popełniają kompromitujące błędy.

Tak było w 13. min, kiedy po zejściu Krzynówka z prawej strony do środka (przełożenie piłki na swoją ulubioną, lewą nogę) z 18 m strzelał Sebastian Mila - w trybuny. Chwilę później swoją szansę mieli gospodarze - ale Johnston, już z pola karnego, strzelił bardzo niecelnie.

Przez następny kwadrans było nudno. Mecz przypominał przeciąganie liny i akurat w tym momencie oba zespoły twardo stały na swoich połowach, a środek liny niemal nie drgnął. W 30. min Mila miał kolejną szansę - znowu po akcji i graniu piłką po ziemi - ale z 18 m strzelił nad poprzeczką.

Wreszcie w 37. min padła druga bramka. - Gdyby w polskiej lidze środkowi obrońcy zachowali się tak, jak zrobili to Irlandczycy, natychmiast zostaliby posądzeni o sprzedanie meczu - żartowali później polscy dziennikarze. - Zapewniam, że my tego meczu nie kupiliśmy - śmiał się trener Janas. Akcja zapowiadała się standardowo. Michał Żewłakow zagrał z własnej połowy pod pole karne rywali. Idealnie, bo między dwóch środkowych obrońców, tam gdzie stał Włodarczyk. Legionista nie najlepiej przyjął piłkę, ale Stephen Craigan i Mark Williams rozstąpili się przed Polakiem jak Morze Czerwone i pozwolili mu dogonić piłkę. - Tak ją przyjąłem, że ten Craigan zwariował, nie wiedział jak się odwrócić - żartował potem Włodarczyk, który z zimną krwią strzelił w długi róg. To jego drugi gol w trzecim występie w kadrze.

Z Irlandczyków uszło powietrze. Ale nadal grali bardzo twardo i ostro. Nie mogąc stworzyć okazji, parę razy wręcz brutalnie potraktowali Jerzego Dudka (dostał kolanem w głowę i bark). - Dwa razy się rozgrzewałem, kiedy leżał Jurek. Jakbym musiał wstać po raz trzeci, chyba pękłyby mi Achillesy. Na szczęście nic się Jurkowi nie stało - żartował rezerwowy bramkarz Artur Boruc. Polacy nie bardzo umieli odpowiedzieć ostro grającym rywalom. Raczej odstawiali nogi od tnących równo z trawą rywali, niż szli na wymianę ciosów.

Druga połowa powinna rozpocząć tak jak pierwsza - od gola. Sebastian Mila został ewidentnie sfaulowany w polu karnym, ale sędzia nie zareagował. Jedenastkę wykonywałby Żurawski.

W 57. min wydarzył się najpiękniejszy moment meczu. O tym, że kontra Polaków (trzech na jednego obrońcę i bramkarza) została wykonana koncertowo powiedzieć oczywiście nie można. Ale najważniejsze, że w pewnym momencie Krzynówek minął dwóch rywali (jeden zdążył wrócić) i z linii pola karnego strzelił nie do obrony. Wzniósł oczy i wskazujący palec do góry - w ubiegłą sobotę zmarł jego ojciec, dzięki któremu tak naprawdę został piłkarzem. - To był najgorszy tydzień w moim życiu, ale zakończył się wspaniale. Tym golem oddałem tacie cześć - powiedział potem Krzynówek.

"Czekamy na Anglię" - zaśpiewało kilkuset polskich, wniebowziętych wynikiem, kibiców. Tymczasem ci z Irlandii, siedzący za polską bramką, co rusz obrażali Dudka. Kiedy tylko wybijał piłkę, robili niesamowity tumult, a potem krzyczeli: "fu... bastard". Nie zdeprymowali tym golkipera Liverpoolu, który pod koniec spotkania dwa razy świetnie obronił strzały rywali. Najpierw Davida Healy'ego z rzut wolnego z 18 m, potem Aarona Hughesa z 8. Dudek popisał się wspaniałym refleksem.

W 78. min, kiedy sędzia techniczny dostał już kartkę ze zmianą - Paweł Kryszałowicz miał zmienić Włodarczyka - ten drugi wdał się w przepychankę na środku boiska. Irlandzki obrońca trzymał go za koszulkę, wyrywając się napastnik Legii uderzył go otwartą dłonią w bark. Holenderski sędzia bez wahania wyjął czerwoną kartkę. - To była głupota - przyznali po meczu i trener Janas i piłkarz Włodarczyk, który zostanie teraz odsunięty przez FIFA na dwa mecze eliminacyjne. A miał zagrać z Anglią...

- Wiemy, jakie popełnialiśmy błędy. Wiemy, że to, co wystarczyło na Irlandię, na Anglików będzie za mało. Obiecujemy poprawę i walkę - przyrzekli polscy piłkarze i trener.

- Na meczu z Anglią też będę - rzucił z uśmiechem lecącym do Warszawy dziennikarzom Maciej Żurawski wysiadając z samolotu na lotnisku w Pyrzowicach.

Wyniki:

Irlandia Płn - Polska 0:3 (0:2)

Azerbejdżan - Walia 1:1 (0:0)

Austria - Anglia 2:2 (0:1)

Tabela

1. Polska 1 3 3-0

2. Anglia 1 1 2-2

. Austria 1 1 2-2

4. Azerbejdżan 1 1 1-1

. Walia 1 1 1-1

6. Irlandia Płn. 1 0 0-3

Następne mecze - 08.09.2004:

Austria - Azerbejdżan (20.30)

Polska - Anglia (20.30)

Walia - Irlandia Płn. (21.00)

Jak oceniasz grę Polski w meczu z Irlandią Płn.?