Kalu Uche: Idę do silnej ligi

Od niedzieli Nigeryjczyk, który przez długi czas był podporą Wisły, jest piłkarzem francuskiego Girondins Bordeaux. Kibice nie żałowali straty, bo w ostatnim sezonie Kalu był daleki od formy, którą prezentował chociażby w starciu z Lazio Rzym.
Michał Białoński: Pewnie jest Pan zadowolony z przeprowadzki do League 1?

Kalu Uche: Oczywiście, że tak. Idę do silnej ligi. Liga francuska należy do czołowych w Europie, jest o wiele mocniejsza od polskiej. Choć w Wiśle źle mi nie było, we Francji będę mógł się szybciej rozwinąć.

Podpisał Pan już kontrakt?

- Jeszcze nie zdążyłem. Na razie przeszedłem badania lekarskie i uzgodniłem szczegóły rocznej umowy. Czekam na telefon z Francji. Klub ma załatwić mi bilet na samolot. Wtedy podpiszę.

Czy menedżerowie Bordeaux wypatrzyli Pana w rozgrywanym w lipcu sparingu [Wisła przegrała 1:4 - przyp. red.]?

- Tego nie wiem. Po raz pierwszy skontaktowali się ze mną w zeszłym tygodniu. Zapytali, czy chcę u nich grać. Wyraziłem taką chęć. Nie wiem, skąd mieli mój numer, pewnie Wisła im podała, bo wcześniej między klubami było wszystko ustalone.

Na inaugurację francuskiej ekstraklasy Bordeaux wygrało u siebie ze słabym Sochaux 2:0 i na pewno nie zachwyciło. Na prawym skrzydle grał Juan Pablo Francia. Wygra Pan z nim konkurencję?

- Jestem dobrej myśli. Nie widziałem tego meczu, nie jestem w stanie wymienić żadnego piłkarza Bordeaux. Nie znam nawet trenera, nie rozmawiałem jeszcze z nim. Widziałem stadion, szatnie i inne obiekty klubowe. Są na najwyższym poziomie. Resztę poznam teraz. Wszystko będzie dobrze.

Jakim cudem przeszedł Pan testy medyczne, skoro dopiero co miał Pan kłopoty z pachwiną?

- Jest już coraz lepiej. Prawie nie czuję bólu i będę mógł wznowić treningi.

Pożegnał się już Pan z kolegami z Wisły?

- Jeszcze nie. Jeśli nie uda mi się tym razem, bo sporo chłopaków wyjechało na kadrę, to przyjadę kiedyś z Francji i pożegnam ich.