Festiwal w muszli

Z Andrzejem Maciejewskim, prezesem Lubelskiego Związku Karate Tradycyjnego, rozmawia Wiesław Pawłat
W sobotę muszla koncertowa Ogrodu Saskiego w Lublinie zapełni się przedstawicielami różnych sportów walki. Odbędzie się tam II Festiwal Sztuk Walki połączony z obchodami XXV-lecia istnienia karate tradycyjnego na Lubelszczyźnie. Pomysłodawcą imprezy jest najbardziej utytułowany karateka w naszym regionie Andrzej Maciejewski.

Wiesław Pawłat: Skąd się wzięła idea zorganizowania festiwalu?

- Andrzej Maciejewski: Inspiracją była chęć integracji środowisk sztuk walki. Wśród tych, którzy zajmują się tymi dyscyplinami sportu, jest wielu ludzi mających znakomite pomysły, ale nie zawsze potrafiących się z nimi przebić. Poza tym w grupie zawsze raźniej i jesteśmy poważniejszym partnerem dla różnych instytucji, mediów i sponsorów. Ponadto uważam, że na doskonalenie własnej dyscypliny duży wpływ ma zapoznanie się z ideą innych systemów walki. Najlepszym przykładem jest tu lider światowego karate tradycyjnego Hidetaka Nishiyama, który swoją karierę zaczynał od kendo. Potem ten jeden z największych autorytetów sztuk walki na świecie, dynamicznie rozwijając karate, współpracował z mistrzami różnych dziedzin, korzystając z ich wiedzy i spojrzenia na samą walkę. Wydaje się, że wychwycił uniwersalne wartości, które są wykorzystywane tam, gdzie dwóch ludzi toczy ze sobą pojedynek. Zresztą będąc częstym gościem i jego instytucie w Los Angeles, widziałem u niego wielu przedstawicieli zupełnie innych dyscyplin sportu. Byli tam szermierze reprezentacji USA, a także sam Michael Jordan.

Czy promowanie innych sztuk walki nie jest konkurencją dla karate tradycyjnego?

- Ja nie postrzegam tego w tych kategoriach. Karate i wszystkie inne sztuki walki stały się w Polsce dyscyplinami masowymi. Na Lubelszczyźnie uprawia je nie więcej niż jeden procent mieszkańców, czyli tak naprawdę powinna nas interesować nie konkurencyjność, ale dotarcie do tych pozostałych 99, nic niewiedzących na temat judo, karate czy taekwondo.

Kto wystąpi w festiwalu?

- Organizatorem jest Lubelska Unia Sportu, która prowadzi szkolenie dzieci i młodzieży także w części sportów walki. W imprezie wystąpią przedstawiciele boksu, judo, zapasów, sumo, kick boxingu, taekwondo, karate tradycyjnego i karate kyokushin. Dodatkowo jako akademia karate chcemy promować sztuki walki nieuprawiane na Lubelszczyźnie bądź mniej znane. Teraz zaprosiliśmy Czesława Stankiewicza, który jest mistrzem walki mieczem i samoobrony.

Mija właśnie 25-lecia istnienia karate na Lubelszczyźnie. Jaka drogę przeszliście?

- Myślę, że nie zmarnowaliśmy tego ćwierćwiecza. Z grupki zapaleńców przekształciliśmy się w poważne środowisko sportowe. Jesteśmy obecni we wszystkich większych miastach w regionie. Wychowaliśmy wielu mistrzów Polski i Europy. Stanowimy po Łodzi drugą potęgę w kraju. Będzie o czym powspominać w gronie weteranów.

Ale największy mistrz - czyli Andrzej Maciejewski właśnie schodzi z planszy...

- To prawda. W sobotę odbędzie się moje pożegnanie, ale w życiu każdego sportowca musi przyjść taka chwila. Na planszy spędziłem 21 lat. Od 1982 roku nie schodziłem z podium. Z każdej imprezy, nawet najważniejszej, wracałem z medalem. Na pewno największym moim sukcesem było zdobycie w 1992 roku złotego medalu na mistrzostwach świata w Montrealu. Mam IV dan, ale sensei Ilie Jorga twierdzi, że to stopień młodego instruktora. Dlatego myślę, że przygoda z karate dopiero się dla mnie zaczyna. Chciałbym poświęcić się studiowaniu tej sztuki walki i przekazywaniu wiedzy moim uczniom. Mojego wyczynu z Kanady nikomu nie udało się powtórzyć, więc mam nadzieję, że uczyni to któryś ze szkolonych przeze mnie utalentowanych lubelskich zawodników.