MKS Mława - ŁKS Łódź 1:0 (0:0)

Beniaminek idzie za ciosem. Po środowym zwycięstwie 3:0 nad Górnikiem Polkowice, w sobotę przy ogłuszającym dopingu swoich fanów, mławianie bez większych problemów pokonali Łódzki KS
Własny stadion, no może poza inauguracyjną wpadką z Piastem Gliwice (0:2), jest wielkim atutem podopiecznych Mariana Kurowskiego. Pierwsze wygrane tej jesieni i to zaledwie w odstępie trzech dni, mławianie odnieśli właśnie przy ulicy Kopernika. Znakomicie czuje się tu zwłaszcza Maciej Rogalski, który pewnie tak jak w III lidze i w wyższej klasie chciałby być najlepszym strzelcem. To dlatego w 75 min spotkania na nic zdała się asysta łódzkiego defensora. "Rogal", po znakomitym dośrodkowaniu Jarosława Szmyta z rzutu rożnego, fantastyczną główką pokonał Bogusława Wyparło. - Skakaliśmy obaj, ale ja wybiłem się w powietrze znacznie szybciej - relacjonował szczęśliwy snajper. - Obrońca ŁKS-u stracił równowagę i to mi dodatkowo pomogło, bo piłka odbiła się jeszcze od jego nogi, co kompletnie zmyliło bramkarza.

Łodzianie rozpaczliwie próbowali odrobić stratę, ale w ich akcjach trudno było się dopatrzyć jakiejś myśli. Na oślep wrzucali futbolówkę w pole karne gospodarzy, licząc pewnie, że w końcu ktoś ją wepchnie do siatki. Prawie się udało w 88 min, kiedy rezerwowy Ireneusz Goliński, bliski był uciszenia publiczności wiwatującej już na cześć gospodarzy. Ale może także dzięki temu dopingowi nie potrafił z 5 m trafić do pustej bramki. - Trochę nie rozumiem swoich graczy - irytował się trener łodzian Marek Chojnacki. - Dopiero gdy straciliśmy bramkę, zaczęli się szybciej ruszać po boisku. Może wcześniej podświadomie uznali, że remis wywalczony na trudnym terenie to już sukces. Ale z takim nastawieniem trudno cokolwiek wywalczyć.

Chojnacki pewnie byłby w lepszym nastroju, gdyby jego podopieczni nie pudłowali tak fatalnie przed przerwą. Tymczasem aż dwa razy kompromitowali się doświadczeni zawodnicy Maciej Nuckowski i Rafał Niżnik, którzy w dogodnych sytuacjach posyłali piłkę obok bramki Macieja Wiśniewskiego. To także dzięki nim widowisko nie było specjalnie emocjonujące.

- W pierwszej połowie byliśmy więcej czasu przy piłce, ale to łodzianie mieli więcej szans na zdobycie bramki - mówi Marian Kurowski, trener MKS-u. - Po zmianie stron goście nie wiedzieć czemu zupełnie oddali nam inicjatywę. Dzięki temu mogliśmy im w końcu poważnie zagrozić.

Skończyło się na jednym golu, choć szczęścia próbowali także Adrian Woźniczka i Szmyt. Znacznie bliższy pokonania Wyparły od nich był jego klubowy kolega Radosław Kardas. Tylko ogromne doświadczenie i refleks pozwoliły byłemu mistrzowi Polski wyłapać futbolówkę, po tym zagraniu.

MKS Mława - ŁKS Łódź 1:0 (0:0)

Bramki: Maciej Rogalski (75. głową po rogu Szmyta)

Widzów ok. 1,5 tys

MKS: Wiśniewski - Woźniczka, Mikłowski, Rogoziński, Brzozowski (81. Leszczyński), Szmyt, Butryn, Nawrot (46. Lubasiński), Rogalski, Kalu (63. Karpiński);

ŁKS: Wyparło - Golański Ż, Kardas, Kłus, Leszczyński, Mysona, Niżnik, Nuckowski (58. Goliński), Sierant (81. Słowiński), Szwajdych (70. Kamiński), Wachowicz Ż.