Widzew gra z Radomiakiem

W piłce nożnej nie zawsze wygrywa teoretycznie silniejsza drużyna - twierdzi Jan Makowiecki, trener Radomiaka
Teoretycznie faworytem dzisiejszego meczu jest Widzew. Radomiak jeszcze gorzej od łodzian zaczął tegoroczne rozgrywki: trzy kolejne mecze przegrał, nie zdobywając gola. Dopiero w ostatniej kolejce podopiecznym Makowieckiego udało się wywalczyć punkt i dwarazy trafić do siatki (w meczu z Jagiellonią Białystok).

Widzewiacy po trzech porażkach pokonali ówczesnego lidera Szczakowiankę Jaworzno 1:0 i - co najważniejsze - zaprezentowali bardzo dobrą formę. - Doskonale o tym wiemy - mówi Makowiecki. - Widzew bardzo dobrze poukładał wszystkie karty i ma teraz kilka asów w talii. Gra i wynik ostatniego meczu budzi nasz szacunek, ale przeciwstawimy temu naszą ambicję. Zagramy na 100 proc. możliwości i może to wystarczy. W piłce nie zawsze wygrywa teoretycznie silniejszy zespół.

Widzew jest faworytem także dlatego, że ma w swoim składzie więcej indywidualności i piłkarzy z większym doświadczeniem. W Radomiaku nie ma zawodników, których widzewiacy powinni się szczególnie obawiać. Najbardziej znany jest 33-letni pomocnik Jacek Kacprzak (wcześniej m.in. w Legia Warszawa i Ceramika Opoczno).

Widzew z dnia na dzień staje się coraz lepszą drużyną. W łódzkim zespole jest już dobry bramkarz - Boris Pesković, wreszcie poukładana obrona, pomoc z takimi indywidualnościami jak Michał Probierz i Radosław Michalski, a także atak na czele z Nathanem Caldwellem. - Czy jesteśmy faworytem? Nie wiem, bo nie analizowałem składu i dotychczasowej gry Radomiaka - twierdzi Probierz. - Dla nas najważniejsze jest zwycięstwo. Już po meczu ze Szczakowianką mówiłem, że chcemy rozpocząć udaną serię meczów w lidze, a do tego potrzebne są nam trzy punkty w Radomiu.

Do Radomia pojadą wszyscy piłkarze, którzy byli w składzie na mecz ze Szczakowianką. Za czerwoną kartkę nadal pauzuje tylko Rafał Pawlak.

Remis sukcesem, zwycięstwo sensacją

Dla Gazety

Grzegorz Stępień

dziennikarz Gazety Wyborczej w Radomiu

Zważywszy na to, co działo się w Radomiaku tuż przed rozpoczęciem sezonu, doprawdy trudno stwierdzić, czy piłkarze zawodzą, czy nie. Na trzy tygodnie przed startem ligi w klubie nie było pieniędzy, zespół nie miał trenera i do tego stracił najlepszego zawodnika - Konrada Gołosia, który odszedł do Polonii Warszawa, a nowych nie było na horyzoncie. W takich okolicznościach, pracy z zespołem podjął się Jan Makowiecki, ale dysponując ograniczonymi możliwościami finansowymi sklecił zespół z graczy, którzy najczęściej nie znajdowali miejsca w innych klubach. Radomiakowi na pewno nie można odmówić woli walki i determinacji. Niestety, cechy ambicjonalne nie idą w parze z formą sportową. Drużynie brakuje lidera z prawdziwego zdarzenia, zawodnika, który pociągnąłby zespół w trudnych chwilach, uspokoił grę i swą postawą pozytywnie wpłynął na pozostałych. Aż nadto widoczny jest też brak klasowego napastnika. Próbowani dotychczas: Marek Gołębiewski, Tomasz Zbrzeźniak, Daniel Barzyński i Maciej Lesisz, zawodzą z prozaicznego powodu - II liga po prostu ich przerasta. Trochę lepiej jest w defensywie, gdzie ostoją są doświadczeni: Zbigniew Wachowicz i Mirosław Siara. Najlepiej prezentuje się środek pomocy, gdzie prym wiodą: Dariusz Rysiewski i Jacek Kacprzak. Szkoda, że nie otrzymują wsparcia od skrajnych pomocników. Niestety, wartościowi gracze już się w Radomiaku raczej nie pojawią, bo klubowa kasa świeci pustkami. Dlatego "zielonych" czeka heroiczna walka o utrzymanie, a każdy punkt jest na wagę złota. W meczu z Widzewem, kibice liczą co prawda na zwycięstwo, ale moim zdaniem już remis będzie sporym sukcesem Radomiaka. Ewentualna wygrana gospodarzy, byłaby sporą sensacją.