Polskie tyczkarki walczą dziś w finale

Anna Rogowska i Monika Pyrek mają dużą szansę na medal. Brąz jest w zasięgu, ale tyczkarki nie uważają, że rekordzistki świata Rosjanki Swietłana Fieofanowa i Jelena Isinbajewa są nie do pokonania. - To są igrzyska i wszystko może się zdarzyć - mówi Anna Rogowska, rekordzistka Polski
Tylko cztery finalistki przekroczyły w tym roku wysokość 4,60. Są to tegoroczne rekordzistki świata Rosjanki Isinbajewa i Fieofanowa (odpowiednio 4,90 i 4,88) oraz dwie Polki Anna Rogowska i Monika Pyrek (4,71 - tym skokiem Rogowska ustanowiła w Iraklionie rekord Polski, i 4,67).

Konkurs będzie niezwykły. Z powodu bałaganu, jaki zapanował podczas eliminacji, do konkursu finałowego zakwalifikowano aż 15 zawodniczek. To o trzy więcej niż zwykle. Ale nawet nadzwyczajne rozszerzenie listy nie dało miejsca w finale mistrzyni olimpijskiej z Sydney Stacey Dragili. Amerykanka nie przeszła 4,40 m, choć dwa miesiące temu skoczyła 4,83 m. - To mnie wnerwia - powiedziała po eliminacjach, które trwały aż trzy godziny. - Bolały mnie ścięgna Achillesa. To przez buty - stwierdziła.

Sport potrafi zrobić kawał - dwa dni wcześniej Dragila prezentowała złote kolce zrobione dla niej przez firmę Nike. Złote dzięki resztce farby, która została z butów robionych dla Michaela Johnsona - brzmiała wersja koncernu. Okazała się tylko pozłotką. Szef wyszkolenia PZLA jerzy Skucha mówił zresztą wcześniej "Gazecie", że właśnie Amerykanka jest najsłabszym ogniwem z trzech najlepszych tyczkarek świata.

Czy wyeliminowanie Dragili da Polkom większe szanse w walce o medale? Amerykanka od wpisania konkurencji do programu mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich zawsze była na podium, więc chyba tak. Rosjanki wydają się być poza zasięgiem. Przed igrzyskami odbierały sobie nawzajem rekordy świata. Isinbajewa biła je już siedem razy, w tym trzy w ciągu pięciu tygodni tego lata. Na konferencji prasowej aktualna rekordzistka powiedziała "Gazecie", że - w przerwie między sesjami mody dla kobiecych miesięczników - zamierza dalej bić rekordy krok po kroczku, centymetr po centymetrze. Jak car tyczki Serhij Bubka. I że prawdopodobnie, aby zdobyć złoto, będzie musiała zrobić to po raz kolejny. Podczas eliminacji obydwie oddały po jednym skoku i oddały się kontemplacji. Tymczasem pozostałe tyczkarki męczyły się straszliwie. Pavla Hamackova niemal wpadła w histerię, kiedy w trzeciej próbie udało się jej zaliczyć 4,45, co dało jej awans do finału.

Polki zaczną konkurs od bezpiecznej wysokości 4,20 m. Obie uważają, że medal da skok skok 4,65 m w pierwszej próbie. Czy Rosjanki są poza zasięgiem? - Wcale nie. Na igrzyskach wszystko jest możliwe. Czy można było sobie wyobrazić, że w finale nie będzie Dragili? A jej nie ma - powiedziały.