ATENY 2004. We wtorek konkurs skoku o tyczce kobiet

Faworytkami są Rosjanki Jelena Isinbajewa i Swietłana Fieofanowa, które w tym roku kilka razy odbierały sobie rekord świata. Szanse na podium mają Anna Rogowska i Monika Pyrek. - Przy sprzyjającym zbiegu okoliczności obie mogą na nim stanąć - mówi Edward Szymczak, trener kadry polskich tyczkarzy
W sobotnich eliminacjach, by zakwalifikować się do finału, trzeba było skoczyć 4,45 metra. Anna Rogowska (SKLA Sopot) i Monika Pyrek (MKL Szczecin) pokonały wymaganą wysokość, podobnie jak Czeszka Pavla Hamackova. Pozostałe zawodniczki - w tym faworytki Jelena Isinbajewa i Swietłana Fieofanowa z Rosji - zaliczyły 4,40 i dalej nie skakały, ponieważ już na tej wysokości wyłoniono finalistki. Sensacją było niezakwalifikowanie się Amerykanki Stacy Dragilli, obrończyni tytułu mistrzyni olimpijskiej, która skoczyła tylko 4,30. - Odpadnięcie Dragilli nie jest dla mnie niespodzianką. W telewizyjnym wywiadzie w Eurosporcie wypowiadała się, że będzie walczyć o złoto. A takie gadanie jest natychmiast karane - mówi Edward Szymczak, trener kadry, który w przeszłości pracował z obiema polskimi tyczkarkami.

Do konkursu finałowego nie zakwalifikowały się też trzecia z Rosjanek Anastazja Iwanowa i Caroline Hingst z Niemiec, która w tym roku skakała już prawie 4,70. Do Aten w ogóle nie przyjechała kontuzjowana Niemka Annika Becker, wicemistrzyni świata sprzed roku. Czy w tej sytuacji Rogowską stać na medal? - Nie wiem, czy teraz. Bardziej za cztery lata w Pekinie, tam będę silniejsza, pewniejsza siebie, bardziej doświadczona - mówiła jeszcze przed wyjazdem do Grecji.

Optymistą jest Szymczak. - Szansa na medal w przypadku Ani i Moniki była od samego początku, chociaż nikt nie chciał o tym głośno mówić. Nie umiem powiedzieć, która ma większe szanse na podium. Chciałbym, żeby dwie gwiazdy z Rosji były tak zajęte rywalizacją między sobą, aby którejś z nich coś nie wyszło. Wtedy mielibyśmy obie Polki na podium.

Rogowska od 19 lipca jest rekordzistką Polski. Wtedy w Salonikach przegrała tylko z Rosjankami. Skąd taki postęp u 23-letniej zawodniczki, która skakaniem o tyczce zajmuje się dopiero od 1999 roku, a jeszcze rok temu jej rekord życiowy był gorszy od aktualnego o ćwierć metra? - Isinbajewa i Fieofanowa mają znakomite przygotowanie gimnastyczne, też postanowiliśmy spróbować - wyjaśniała Rogowska, której trenerem jest Jacek Torliński, prywatnie narzeczony. - Od jesieni ubiegłego roku wprowadziliśmy do treningów wiele gimnastyki i akrobatyki, które opracował dla nas trener Andrzej Kaśkow. Ćwiczyłam na poręczach, kółkach, drążku, batucie. Efekty chyba widać.

Największe dotychczasowe sukcesy Rogowskiej to szóste miejsce w halowych mistrzostwach świata w Birmingham 2003 oraz brązowy medal podczas Młodzieżowych Mistrzostwach Europy w Bydgoszczy 2003.

W sobotę Rogowska 4,45 m pokonała dopiero za trzecim razem. - Było już gorąco, ale wytrzymałam. Nieważne, że w trzeciej próbie, ważne, że się udało. Jestem w finale olimpijskim - mówiła po eliminacjach.

- Wierzę w Anię i Monikę, widziałem je, są dobrze przygotowane - mówi Szymczak. - W końcu już czas najwyższy, by Polacy przestali robić w majtki, nie dawali się ciągle popychać [aluzja dotyczy postawy sopocianina Jakuba Czai w biegu na 3 tys. m z przeszkodami, który zajął ostatnie miejsce. Zawodnik słaby start tłumaczył kuksańcami i łokciami, które otrzymywał od jednego z rywali - red.]. W końcu to my musimy stawiać warunki.



TAK SKACZE ROGOWSKA

rokstadionhala
19993,402,60
2000 3,603,60
2001 3,903,81
2002 4,404,30
2003 4,454,47
2004 4,714,52


LICZBA TYCZKI

490

tyle centymetrów wynosi rekord świata należący do Jeleny Isinbajewej