Agata Wróbel po raz trzeci najlepszym sportowcem naszego regionu w plebiscycie "Gazety Wyborczej"

Agata Wróbel jako jedyny sportowiec z naszego klubu zdobyła w tym roku medal olimpijski. Nic dziwnego, że w tym roku góralka z Żywca przełamała hegemonię Adama Małysza
Idol wszystkich Polaków wygrywał ostatnio trzy razy z rzędu, ale tym razem miał słabszy rok. Czytelnikom rozczarowanym brakiem Otylii Jędrzejczak przypominamy, że pływaczka reprezentuje AZS AWF Warszawa. Została wybrana na najlepszą sportsmenkę stolicy już w zeszłym roku, teraz pewnie będzie podobnie.

Na Śląsk przyjeżdża rzadko. Na pewno przyjedzie na święta. Już nie może doczekać się wigilii z rodzicami i zupy grzybowej, którą przygotowuje jej mama.

Udział w naszej ankiecie wzięło 11 przedstawicieli redakcji sportowych gazet, radia i telewizji z naszego regionu. Jurorzy byli tym razem mniej jednomyślni niż przed rokiem. Wtedy Adam Małysz był bezkonkurencyjny, teraz pannie Agacie kroku dotrzymywał Tomasz Sikora, który też miał świetny rok.

Zwraca uwagę silna grupa z Podbeskidzia, a zwłaszcza z Żywiecczyzny: tak mały region ma znakomitą sztangistkę, pięściarza i szybownika!

Ciekawostką jest fakt, że miejsca na podium zajęli sportowcy, którzy już wcześniej wygrywali w naszym plebiscycie.

Tym razem bardzo mocno reprezentowani są przedstawiciele sportów zimowych. Aż pięcioro znalazło się w pierwszej dziesiątce! Śląsk zimą stoi? Zobaczymy podczas olimpiady w Turynie w 2006 roku.

Po kilku latach zabrakło tym razem miejsca dla obcokrajowca. W żadnym klubie przybysz z zagranicy nie wykazał się tym razem niczym szczególnym. Najbardziej znany z nich - Anglik Mark Loram - nie pomógł Rybnikowi utrzymać się w żużlowej elicie.

No i fakt, który zaboli fanów piłki nożnej: rok temu w dziesiątce byli dwa futboliści, teraz ani jednego. Adrian Sikora i Marcin Radzewicz grają (bez powodzenia) w innym regionie Polski, a ich następców, niestety, nie widać. Szczytem marzeń naszych drużyn jest utrzymanie się w lidze i tak pewnie będzie przez najbliższych kilka lat.



1. Agata Wróbel (Czarni Góral Żywiec - podnoszenie ciężarów)

Cztery lata temu zwycięstwo w naszym plebiscycie zapewnił jej srebrny medal na igrzyskach w Sydney. Tym razem był brązowy. - Te łzy? Pół na pół, trochę ze szczęścia, trochę z żalu. Wynik mógł być lepszy. Ale nieee, cieszę się z brązu. Porażka byłaby wtedy, gdybym nie zdobyła medalu - mówiła Agata Wróbel po zejściu z podium w kategorii plus 75 kg.

Polka przegrała tylko z Azjatkami. Złoto zdobyła Chinka Gonghong Tang, srebro Koreanka Ran Mi Jang. Ale medal na olimpiadzie to niejedyny tegoroczny sukces sztangistki. Przepustkę do Aten zapewniła sobie dzięki zdobyciu złotego medalu na kwietniowych mistrzostwach Europy w Kijowie.

Ostatnie miłe wyróżnienie spotkało ją w październiku. Agata została najpopularniejszym sportowcem "Misji do Aten" - cyklu programów telewizji Eurosport. W internetowej sondzie wśród telewidzów otrzymała 41 proc. głosów i wyprzedziła niemieckiego tyczkarza Tima Lobingera oraz greckiego windsurfera Niklasa Kaklamanakisa. Na uroczystej gali w muzeum olimpijskim MKOl w Lozannie Agata, jak zwykle z ognisto rudą fryzurą, ale wyjątkowo w białej balowej sukni, udzielała wywiadów i fotografowała się z wiwatującymi kibicami i dziećmi. Widać było wyraźnie, że jest bardzo popularna. Teraz odpoczywa od sztangi. Brązowy medal Agata okupiła uszkodzeniem nadgarstka i musiała go wyleczyć. Ze sztangą pożegnała się na kilka miesięcy, trener Ryszard Soćko skarży się nawet, że nie ma z nią kontaktu. To dlatego, że Agata... zakochała się w Atenach. Wróciła tam do swoich nowych przyjaciół. Miejmy nadzieję, że wkrótce znów rozpocznie treningi. Zapowiedziała przecież , że wystartuje w Pekinie, a być może także jeszcze na kolejnej olimpiadzie. W przyszłym roku zamierza powalczyć o podium na mistrzostwach Europy. No i chce skończyć naukę: studiuje przecież agroturystykę w Akademii Podlaskiej. Krajanie Agaty są pewni, że na następnych igrzyskach uda się jej wreszcie stanąć na najwyższym stopniu podium. Chcieliby, żeby potem wróciła w swoje rodzinne strony.

- U nas utalentowanej sportowo młodzieży jest dużo. Miałem ucznia o niesamowitej wydolności fizycznej. Po przebiegnięciu kilometra nie był zmęczony. Chłopak gdzieś się jednak stracił, szkoda... Jeśli Agata wróci, zostanie trenerką, pociągnie tych zdolnych za sobą - sądzą.

fe, az, rl



2. Tomasz Sikora (Dynamit Chorzów - biatlon)

Po nieoczekiwanym zdobyciu mistrzostwa świata w 1995 roku Tomasz Sikora długo nie potrafił nawet się zbliżyć do podobnego sukcesu. Fatalne były dla niego igrzyska w Nagano i Salt Lake City. Nie potrafił się też dogadać z białoruskim trenerem kadry Jurijem Albertsem. Trzykrotnie chciał nawet skończyć karierę i rozpocząć pracę w zakładzie blacharsko-dekarskim swojego brata. Na szczęście kadrowicze otrzymali lepszy sprzęt, Albertsa zastąpił Ukrainiec Roman Bondaruk i Tomek wrócił do światowej czołówki. Wielki sukces odniósł w lutym podczas mistrzostw świata w Oberhofie. Przyszło na nie 100 tys kibiców! To jednak nic dziwnego - zawody w biatlonie są jednym z najchętniej oglądanych sportów zimowych. Widzom podoba się dramaturgia wydarzeń - jedno pudło na strzelnicy może zepchnąć zawodnika z medalowej pozycji.

Sikora został w Oberhofie wicemistrzem świata w biegu na 20 km! Wspaniały szturm na trasie i zimna krew na strzelnicy dały mu nieprawdopodobny awans, bo po pierwszym okrążeniu był dopiero 50. Podczas ostatniego strzelania Sikora nie tylko oddał pięć celnych strzałów, ale też zrobił to najszybciej w całym biegu - w zaledwie 30 sekund. Polak wyjeżdżał ze strzelnicy jako drugi. Tylko czy zdoła na ponad czterech kilometrach utrzymać 14,7 sekundy przewagi nad Bjoerndalenem, jednym z najznakomitszych biegaczy w biatlonie? Zdawało się, że Sikora gaśnie w oczach. W połowie drogi od strzelnicy do mety Norweg tracił już do Sikory niecałe 10 sekund. Na mecie wyczerpany Polak miał równe 5 sekund przewagi nad Bjoerndalenem i 55,5 sekundy straty do Francuza Poiréego. W marcu po dziewięciu latach przerwy Sikora znów stanął na podium zawodów o Puchar Świata. Był trzeci na 10 km i drugi na 12,5 km w biegu na dochodzenie w Holmenkollen. Zakończył sezon w PŚ na świetnym siódmym miejscu.

- Ten sezon przepracowałem bardzo ciężko, od czerwca zrobiłem ponad 4000 km na nartach. I są efekty - stwierdził. Początek nowego sezonu też był dla niego udany. W listopadzie wygrał bieg na 10 km w Pucharze Europy w norweskim Geilo, pokonując całą światową czołówkę. W grudniu zajął trzecie miejsce w PŚ w szczęśliwym już Holmenkollen.

pzaw, rl



3. Adam Małysz (KS Wisła Ustronianka - skoki narciarskie)

Długo wydawało się, że jedyne, co w tym roku wygra "król przestworzy", to Letnie Grand Prix. Pierwszą połowę roku miał nieudaną (z wyjątkiem pamiętnych zawodów Pucharu Świata w Zakopanem, gdzie dwa razy był drugi) i nic dziwnego, że został zdetronizowany w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W obecnym sezonie klasą dla siebie jest Janne Ahonen, który przegrał w PŚ tylko raz - właśnie z Adamem Małyszem w Harrachovie. Jak dotąd to największy tegoroczny powód do satysfakcji dla skoczka z Wisły. W Czechach Małysz rzeczywiście spisał się świetnie i pobił nawet rekord skoczni (na krótko - nazajutrz odebrał mu go niesamowity Ahonen).

Mimo że sukcesy już nie te, co w latach 2001-03, Małysz nadal jest bohaterem narodowym Polaków. Na każde zawody Pucharu Świata ciągną za nim pielgrzymki kibiców.Według raportu ARC Rynek i Opinia "Sponsoring Monitor 2004/05" ulubiona dyscyplina Polaków nadal nazywa się: Adam Małysz. W skali od 1 do 7 zainteresowanie skokami narciarskimi wynosi 5,25, a piłki nożnej 5,20! Małysz ciągle wygrywa też w kategorii najpopularniejszy polski sportowiec. Zna go 94,4 proc. Polaków, drugi jest Robert Korzeniowski (84,7), a trzecia - Otylia Jędrzejczak (81).

pacz, qbi



4. Marcin Koniusz (MOSiR Sosnowiec, AZS AWF Katowice - szermierka)

Chłopak z Sosnowca wspaniale kontynuuje rodzinne tradycje. Świetnymi szablistami byli ojciec Marcina Krzysztof oraz wujek Jarosław, który w 1989 roku został wicemistrzem świata. W maju 20-latek zdobył w Kopenhadze srebrny medal mistrzostw Europy w szabli. W finale przegrał po dramatycznym pojedynku z najbardziej utytułowanym zawodnikiem ostatnich lat - Rosjaninem Stanisławem Pozdniakowem 14:15. Trenuje szermierkę od ośmiu lat. - Na początku średnio mi się to podobało. Prawdę mówiąc, to do treningów zmusili mnie rodzice. Przekonałem się do tej dyscypliny, gdy przyszły pierwsze sukcesy - mówi szablista, który interesuje się też koszykówką, siatkówką i piłką nożną. - Chciałem zostać koszykarzem. Trener powiedział mi jednak, że jestem za niski - mówi. Jest także wicemistrzem Europy w drużynie. Po dramatycznej walce w finale Polacy (w składzie: Koniusz, Sznajder, Skrodzki, Tomczak) ulegli Rosjanom 44:45. Koniusz już w półfinale wygrał dla Polski, wydawałoby się, przegrany pojedynek z Ukrainą, dając lekcję szermierki mistrzowi świata Wołodymirowi Łukaszence. W finale sosnowiczanin znów jak równy z równym walczył ze Stanisławem Pozdniakowem. Prowadził 43:40, ale Rosjanin, częściowo dzięki kontrowersyjnym decyzjom sędziów, zdołał odrobić straty. W październiku młodziutki szablista zmienił klub. Wychowanek MOSiR-u Sosnowiec reprezentuje barwy AZS AWF Katowice, bo rozpoczął właśnie naukę na pierwszym roku katowickiej uczelni. - Trochę żal się żegnać ze starymi kątami, ale taka jest naturalna kolej rzeczy - mówi. Zastanawiał się też nad wyjazdem do USA. Wujek Jarosław pracuje jako trener w Massachusetts Institute of Technology. W Sosnowcu bardzo żałują odejścia zawodnika, który razem z Rafałem Sznajderem i Grzegorzem Dominikiem stanowił jeden z najsilniejszych zespołów w Polsce. W klubie mówią, że muszą poszukać zastępstwa, w kolejce czeka już jego dwóch młodszych braci.

tod

4. Janusz Krężelok (AZS AWF Katowice - biegi narciarskie)

Tyle lat pracy, wyrzeczeń i wydawało się, że nic z tego... Ale opłaciło się! Janusz Krężelok czekał na taki sukces całą karierę. W styczniu zwyciężył w zawodach o Puchar Świata. To największy sukces polskiego narciarstwa biegowego od czasów Józefa Łuszczka! Jednak nawet Łuszczek, który w 1978 r. zdobył w Lahti mistrzostwo świata na dystansie 15 km, nigdy nie triumfował w PŚ. 29-letni Krężelok wygrał w norweskim Trondheim bieg na dystansie 1600 m. - Do finału awansowali obok mnie Niemiec i dwaj Szwedzi. Skandynawowie chcieli rozegrać ten bieg taktycznie. Blokowali nas we dwójkę. Na drugim nawrocie obiegliśmy jednak jednego z nich. Gdy do mety było mniej niż 150 m, zaatakowałem. Fredriksson bronił się do samej mety. Ale udało się... [Polak wyprzedził Szweda o 0,2 s - przyp. red.]. Ze zmęczenia miałem ciemno przed oczami. Za zwycięstwo Krężelok dostał 12 tys. franków szwajcarskich. Przydały się, bo zawodnik buduje dom niedaleko Bielska. Krężelok już szkoli swoich następców. Synowie Tomek i Kacper, mimo że mają dopiero niecałe cztery i trzy lata, już maszerują na nartach po beskidzkich trasach. tod

6. Tomasz Adamek (Gilowice - boks zawodowy)

W tym roku mieszkający w Gilowicach koło Żywca bokser stoczył tylko dwie walki. Obie oczywiście wygrał. W połowie kwietnia Adamek (waga półciężka, 27 lat, 28 zwycięstw, 20 k.o.), pokonując przed czasem Rosjanina Gabraiła Gabraiłowa, zdobył mistrzostwo interkontynentalne WBO wagi półciężkiej. To wprawdzie mało znaczący tytuł, ale dzięki kolejnej wygranej nasz bokser awansował w rankingach. Tak naprawdę jest o nim głośno dlatego, że podpisał umowę ze słynnym promotorem Donem Kingiem. Dzięki temu już za kilka tygodni będzie walczyć o mistrzostwo świata! Stawką jest mistrzowski pas WBC, a rywalem - lider rankingu challengerów Australijczyk Paul Briggs. Tytuł mistrza świata w tej kategorii jest wakujący.

Warto podkreślić, że Adamek jest pierwszym polskim pięściarzem, który zdecydował się na wyjazd do USa z myślą o boksie. Inaczej niż Gołota, który uciekał przed aresztowaniem. Skok za Ocean to nie pierwsza trudna bokserska decyzja podjęta przez Adamka. W 1999 r., na rok przed Igrzyskami Olimpijskimi w Sydney, zdecydował się przejść na zawodowstwo. Jego koledzy z ówczesnej kadry albo już zapomnieli o boksie, albo wciąż czekają na sukcesy.

Bokserską karierę Adamek zaczynał jako dziecko w klubie Czarni Góral Żywiec - tym samym, który reprezentuje Agata Wróbel. Trenerzy od razu odkryli, że chłopak ma wielką smykałkę do boksowania. Pan Tomasz mieszka w Gilowicach z żoną Dorotą (jest pielęgniarką) i dwiema córkami: Roksaną i Weroniką. Gdy jest w domu, rano biega po górach, popołudniami ćwiczy w sali urządzonej w piwnicy. Dwa lata temu zdał maturę w Zespole Szkół Mechaniczno--Elektrycznych w Żywcu i zapisał się do Beskidzkiej Wyższej Szkoły Turystyki w Żywcu na administrację samorządową. Cała Żywiecczyzna będzie teraz trzymała kciuki za swojego boksera.

rl, fe



7. Robert Krawczyk (Czarni Bytom - dżudo)

Zdecydowanie najlepszy polski dżudoka. Przed rokiem był drugi w naszym plebiscycie. Wielu spodziewało się, że w tym roku będzie bezkonkurencyjny dzięki olimpijskiemu złotu. I rzeczywiście było blisko. W tak pechowy sposób szansy na złoty medal nie stracił w przeszłości żaden śląski olimpijczyk... Robert Krawczyk przegrał w Atenach półfinał w ostatniej sekundzie i załamany oddał brązowy medal właściwie bez walki.

Po pierwszych trzech zwycięstwach Krawczyka w jego rodzinnym Radzionkowie wrzało, ale nastrój prysł w ostatniej sekundzie walki z Ukraińcem Romanem Gontiukiem. Krawczyk prowadził na punkty. Nie musiał nawet kiwnąć palcem, by zapewnić sobie zwycięstwo, a w konsekwencji minimum srebrny medal olimpijski. Nasz zawodnik ruszył jednak do przodu, Ukrainiec resztkami sił złapał go wpół i równo z końcowym sygnałem rzucił na plecy. Medal olimpijski rozbił się o tatami...

- Po przegranej walce na olimpiadzie w Sydney, gdzie szybko odpadł, uciekł gdzieś na trybuny i długo nikt nie umiał go znaleźć. Wierzę, że dojdzie do siebie i wystartuje jeszcze w Pekinie. Jak to mówią: do trzech razy sztuka... - mówił nam jego ojciec Paweł Krawczyk. Ostatecznie jego syn zajął w Atenach piąte miejsce. Potem przez kilka miesięcy miał chandrę. Nie wznowił treningów, nie wiadomo było, kiedy stanie do walki na tatami. Ale już podjął decyzję: będzie walczył dalej i przygotowywał się do igrzysk w Pekinie. Chce się odegrać, odkuć. Udowodnić, że w Atenach przegrał przez przypadek, przez głupi błąd.

tod



8. Justyna Kowalczyk (AZS AWF Katowice - biegi narciarskie)

21-letnia zawodniczka jest największą nadzieją narciarstwa biegowego w Polsce. W lutowych mistrzostwach świata do lat 23 wywalczyła trzy medale. Na trasach biegowych w Salt Lake City Kowalczykówna dwa razy była najlepsza (w biegu łączonym: 5 km stylem klasycznym + 5 km stylem dowolnym oraz w biegu na 15 km techniką dowolną ze startu wspólnego), a raz przybiegła na metę trzecia (w sprincie na 1,3 km stylem dowolnym).

Nie jest Ślązaczką, pochodzi z Kasiny Wielkiej niedaleko Mszany Dolnej. Jej pierwszym trenerem był tata. Dziewczynka nie chodziła do przedszkola, w zamian tata zabierał ją do schroniska na Śnieżnicy, gdzie pracował jako kierownik. W zimie drogę z domu do schroniska pokonywała najczęściej na nartach. - Zawsze była bardzo ambitna i wytrzymała - mówi mama, która jest polonistką w szkole podstawowej w Kasinie Wielkiej. Od dwóch lat reprezentuje barwy AZS AWF Katowice. Transfer utalentowanej zawodniczki kosztował katowicki klub 10 tys. zł i dwie pary używanych nart biegowych. - Nasz klub ma obecnie najsilniejszą sekcję narciarstwa biegowego w Polsce. Oprócz Justyny mamy przecież jeszcze Janusza Krężeloka i Maćka Kreczmera. W Beskidach są świetne trasy biegowe. Godzina jazdy samochodem i już jesteśmy na Kubalonce - podkreślał Czesław Bzikot, sekretarz klubu. Coraz lepiej idzie jej na zawodach Pucharu Świata. Tydzień temu zajęła 12. miejsce w zawodach Pucharu Świata w sprincie na dystansie 1,2 km techniką klasyczną we włoskim Asiago.

tod



9. Piotr Gabrych (Ivett Jastrzębie - siatkówka)

Kiedy wszyscy biegną w prawo, on na pewno pomknie w lewo - taka opinia panuje w siatkarskim światku o Piotrze Gabrychu, najlepszym zawodniku ligowego sezonu 2003/04. W dużej mierze dzięki niemu klub z Jastrzębia pierwszy raz w historii zdobył mistrzostwo Polski. Niezbyt często zdarza się, że w kadrze debiutuje zawodnik, który ma 32 lata. Ale w przypadku Gabrycha nie mogło być inaczej. Wcześniej grał dobrze, ale nie wystrzałowo. Teraz w znakomitym stylu poprowadził Ivett Jastrzębie do mistrzostwa Polski. Znany z krnąbrnego charakteru został okiełznany przez trenera Igora Prielożnego. Szkoleniowiec potrafił dogadać się z zawodnikiem, a ten uznał autorytet trenera i skupił się na grze.

Niestety, potem nie było już tak dobrze. Podczas olimpiady skonfliktował się z kolegami z drużyny. Potem wyjechał do Iskry Odincowo, czołowej drużyny ligi rosyjskiej (grają tam tak znani siatkarze, jak Aleksiej Kazakow, Roman Jakowlew czy Holender Guido Goertzen), ale nie potrafił się tam przebić do składu.

pp



10. Paulina Ligocka (CCS Cieszyn - snowboard)

W lutym 20-latka została mistrzynią świata juniorów w snowboardzie w konkurencji big air, czyli w skokach, i wicemistrzynią w half-pipie. Ligocka zaprezentowała m.in. ewolucje z rotacjami 540 i 720 stopni. - Czekałam aż cztery lata na medale mistrzostw świata juniorów, ale się opłaciło. Złoto i srebro to jedne z moich największych sportowych sukcesów - przyznała potem. Teraz jej celem jest wyjazd na olimpiadę do Turynu.

Po raz pierwszy snowboardową deskę przypięła do nóg sześć lat temu. Dostała ją od starszego o kilka lat kuzyna Mateusza Ligockiego (również snowboardzisty). - Zrobiliśmy skocznię ze starych opon. Było niewiele śniegu, ale pozbieraliśmy go z ulicy i obsypaliśmy opony. Ze starego motoroweru Komar zrobiłem rodzaj wyciągu. Na linie nawijanej na silnik wyciągałem ich czwórkami na górę. To była frajda! W ciągu jednego popołudnia skakali nawet po 30 razy i nie chcieli skończyć - wspomina ojciec Pauliny. Paulinie kibicuje cała rodzina, nazywana w snowboardowym świecie żartobliwie "klanem Ligockich". Mama jest nauczycielką, uczy przedmiotów budowlanych w cieszyńskim technikum. Ojciec jest inżynierem budowlanym. Skończył kurs organizowany przez FIS i stał się także inżynierem od śnieżnych konstrukcji: jako jeden z nielicznych w Polsce buduje snowboardowe skocznie i tory do snowcrossu. Szczepan, starszy brat Pauliny, jeździ na desce i często bywa sędzią na snowboardowych zawodach. Specjalistą od budowy śnieżnych konstrukcji jest także wujek Pauliny - Tadeusz Ligocki, czyli brat Władysława. Kuzynów Pauliny: Łukasza, Michała i Mateusza także można spotkać na snowboardowych zawodach. Ten ostatni to wielokrotny mistrz Polski w różnych konkurencjach snowboardu. fe



10. Sebastian Kawa (szybownictwo - Aeroklub Bielsko-Biała)

Żaden inny ginekolog nie lata tak dobrze, jak Sebastian Kawa. Żaden ginekolog, ale też żaden szybownik. Pasją 32-letniego Kawy - ginekologa z Międzybrodzia Żywieckiego - jest latanie szybowcami. W czerwcu w norweskim Elverum zdobył tytuł mistrza świata w klasie club. W zawodach wzięło udział 57 pilotów z 23 krajów. Kawa pochodzi z rodziny o tradycjach lotniczych i lekarskich. Jego ojciec Tomasz jest pediatrą oraz szybownikiem.

fe



W zestawieniu wykorzystano teksty publikowane wcześniej w "Gazecie"





Wyniki tegorocznego plebiscytu

1. Agata Wróbel (Czarni Góral Żywiec - podnoszenie ciężarów) - 52 pkt.

2. Tomasz Sikora (Dynamit Chorzów - biatlon) - 42 pkt.

3. Adam Małysz (KS Wisła Ustronianka - skoki narciarskie) - 28 pkt.

4. Marcin Koniusz (MOSiR Sosnowiec, AZS AWF Katowice - szermierka) - 9 pkt.

5. Janusz Krężelok (AZS AWF Katowice - biegi narciarskie) - 9 pkt.

6. Tomasz Adamek (Gilowice - boks zawodowy) - 7 pkt.

7. Robert Krawczyk (Czarni Bytom - dżudo) - 5 pkt.

8. Justyna Kowalczyk (AZS AWF Katowice - biegi narciarskie) - 3 pkt.

9. Piotr Gabrych (Ivett Jastrzębie - siatkówka) - 3 pkt.

10. Sebastian Kawa (Aeroklub Bielsko-Biała - szybownictwo) - 2 pkt.

Paulina Ligocka (CCS Cieszyn - snowboard) - 2 pkt

12. Agnieszka Chlipała (Gwardia Bielsko-Biała - ju-jitsu) - 1 pkt

Przemysław Michalczyk (Ivett Jastrzębie/KS Jastrzębski Węgiel - siatkówka) - 1 pkt

Cezary Podraza (Superkick Sosnowiec - kick boxing) - 1pkt

Uwaga: przy równej liczbie punktów o miejscu decyduje liczba jurorów głosujących na zawodnika



Dotychczasowi zwycięzcy

1994: Marek Garmulewicz (zapasy)

1995: Tomasz Sikora (biatlon)

1996: Ryszard Wolny (zapasy)

1997: Andrzej Cofalik (podnoszenie ciężarów)

1998: Marek Garmulewicz (zapasy)

1999: Agata Wróbel (podnoszenie ciężarów)

2000: Agata Wróbel (podnoszenie ciężarów)

2001: Adam Małysz (skoki narciarskie)

2002: Adam Małysz (skoki narciarskie)

2003: Adam Małysz (skoki narciarskie)



Tak głosowali



"Dziennik Zachodni" (Jacek Sroka)

1. Wróbel

2. Małysz

3. Sikora

4. Adamek

5. Krawczyk

"Fakt" (Michał Zichlarz)

1. Wróbel

2. Sikora

3. Gabrych

4. Koniusz

5. Michalczyk



PAP (Piotr Girczys)

1. Wróbel

2. Sikora

3. Koniusz

4. Krężelok

5. Chlipała



Radio Katowice (Krzysztof Klepczyński)

1. Sikora

2. Wróbel

3. Krawczyk

4. Koniusz

5. Małysz



"Sport" (Adam Barteczko)

1. Wróbel

2. Sikora

3. Małysz

4. Ligocka

5. Krężelok



"Super Express" (Paweł Rassek)

1. Wróbel

2. Małysz

3. Sikora

4. Adamek

5. Kowalczyk



"Tempo" (Jerzy Mucha)

1. Wróbel

2. Sikora

3. Adamek

4. Małysz

5. Koniusz



"Trybuna Śląska" (ostatni numer ukazał się 4 grudnia) (Andrzej Grygierczyk)

1. Wróbel

2. Małysz

3. Sikora

4. Kowalczyk

5. Krężelok



TVP 3 (Bolesław Cader)

1. Wróbel

2. Sikora

3. Małysz

4. Krężelok

5. Podraza



Wydawnictwo GiA (Andrzej Gowarzewski)

1. Małysz

2. Wróbel

3. Sikora

4. Kawa

5. Krawczyk



"Gazeta Wyborcza" (Paweł Czado)

1. Sikora

2. Wróbel

3. Krężelok

4. Małysz

5. Koniusz