Wioślarze z Kujaw i Pomorza płyną na igrzyskach

Cztery łodzie wioślarskie, a w nich ośmiu zawodników z klubów Bydgoszczy i Torunia. Są największą grupą sportowców z naszego regionu w Atenach i z największymi szansami na medale
W sobotę rano zacznie się na torze regatowym w Schinias 8-dniowy bój o olimpijskie laury. W tym gronie jest sześć polskich osad. W czterech wiosłują reprezentanci Kujaw i Pomorza. Dwaj z nich - 31-letni Robert Sycz (RTW Bydgostia-Kabel) i dwa lata młodszy Sławomir Kruszkowski (AZS/UMK/Optometria Karczewski/Filar Toruń) - startowali na poprzednich igrzyskach w Sydney 2000 (a Sycz nawet w Atlancie'96 - przyp. red.). To aktualni srebrni i brązowi medaliści mistrzostw świata i choćby z tego powodu to ci, na których liczymy najbardziej na greckim akwenie. Sycz to przecież jedyny wioślarz - wspólnie ze swym partnerem z dwójki podwójnej wagi lekkiej Tomaszem Kucharskim - który w historii tego sportu w Polsce sięgnął po olimpijskie złoto.

I oni, i inni obawiają się jednak ewentualnych anormalnych warunków do wiosłowania w Schinias. Tor leży bardzo blisko morza. Bardzo często od rana do wieczora wieje i jest wysoka fala. Takie warunki mogą wypaczyć sportową rywalizację, o czym przekonali się uczestnicy zeszłorocznych mistrzostw świata juniorów, gdy zatapiało łódki, regaty przerwano, skrócono (bez półfinałów) i trzeba było pływać o szóstej rano. Ponoć na jednym z bannerów obok toru widnieje hasło reklamowe: "To są znakomite warunki do surfowania". - Trochę wieje, fala jest, ale nie taka jak choćby nieraz na Malcie w Poznaniu - uspokaja Sycz. On i Kruszkowski swój przedbieg mają w niedzielę.



Złapać rytm

Dzień wcześniej na pierwszy ogień idzie m.in. czwórka bez sternika. Wiosłuje tam Mariusz Daniszewski z RTW Bydgostia-Kabel. Po wielu próbach trener Witold Sroga ustalił, że "Dana" siedzi w drugiej dziurze. Za szlakowym Arturem Rozalskim, który wskoczył two miejsca za wcześniej próbowanych Rafała Smolińskiego i Jarosława Godka (teraz za Daniszewskim wiosłują Godek i Smoliński). - Na ostatnim obozie Rozalski przesiadł się na szlak, a nigdy tego nie robił. Trener szukał bowiem optymalnego zestawienia, by łódka płynęła szybciej. Artur trochę odstaje stylem wiosłowania od nas, dlatego trener uznał, że nam łatwiej będzie dostosować się do niego - nie ukrywa bydgoszczanin. - I muszę powiedzieć, że pływamy coraz szybciej. Ostatnie przejazdy wykazały, że jest dobrze - dodaje. Osada ta weszła na igrzyska przed rokiem na MŚ. Na co ją stać teraz? - Nie lubię wyceniać swoich szans, wskazywać miejsca. Wiemy jedno: jak złapiemy rytm, osiągniemy to minimum, czyli finał - opowiada. - Na pewno wśród 13 osad najmocniejsi są Kanadyjczycy. Ale chyba do nich nie tracimy wiele: w dwóch tegorocznych biegach byliśmy gorsi od nich o 1,5 i 2 sekundy - wyjaśnia nasz zawodnik, który był już o krok o debiutu olimpijskiego w Sydney. Kilka tygodni przed tamtymi igrzyskami zdobył złoto z Rozalskim w Pucharze Narodów. Ta dwójka była wówczas "w sztosie", ale do czwórki bez st. na Australię udało się wskoczyć tylko Rozalskiemu.

25-letni Daniszewski, tak jak Sycz , nie jest wychowankiem klubu z regionu. Trafił do RTW przed kilku laty z Ełku. Będzie jednym z dwóch wioślarzy-olimpijczyków z tego miasta. W ósemce popłynie Sebastian Kosiorek - na co dzień... kuzyn Mariusza. A za sukces w Atenach kciuki będą trzymać przede wszystkim rodzice, dziewczyna i znajomi w Gdańsku, gdzie "Dana" zaocznie studiuje na AWF. - Kumple z akademika nastawili się na oglądanie olimpiady 24 na dobę. Będę miał z nimi kontakt przez internet, bo mam laptopa - kończy. A aby skoncentrować się przed startem i naładować, będzie słuchał nagrań klasyki rocka: Faith no More, Red Hot Chilli Peppers, Megadeth.



Nieobliczalna osada

Przysłowiową "większą połowę" w polskiej ósemce tworzą bydgoszczanie i torunianie. za tempo wiosłowania wprawdzie odpowiada na szlaku Bogdan Zalewski, ale kolejne cztery miejsca w łódce zajmują Pomorzanie. Jako drugi siedzi Mikołaj Burda. Pochodzi z Kruszwicy, wychował się w tamtejszym Gople. Pierwszy wielki sukces odniósł jednak już w RTW. Został mistrzem świata juniorów w ósemce, m.in. z wiosłującym za nim w olimpijskiej osadzie klubowym kolegą Wojciechem Gutorskim. Gdy starsi koledzy ze złotej osady odeszli do grona młodzieżowców, podopieczni Mariana Drażdżewskiego wsiedli do dwójki i sięgnęli po srebro MŚJ. Dziś mają po 22 lata i przed sobą debiut olimpijski. Obaj zgodnie awans na igrzyska podczas czerwcowych regat ostatniej szansy w Lucernie uznają za życiowy sukces. Weszli stamtąd jako druga ósemka, dołączając do siedmiu reprezentacji z zeszłorocznych MŚ. - Czuję, że mamy rezerwy. Będziemy starać się wypaść jak najlepiej, by spełnić swe kolejne, po starcie w igrzyskach, marzenie, czyli dopłynięcie do finałowej szóstki - uważa Burda. Wśród kibiców w Bydgoszczy będzie jego narzeczona i zarazem klubowa koleżanka z RTW Aneta Bełka.

- Najważniejsze, żeby nie spocząć na laurach. Zapewniliśmy sobie start w Atenach, teraz czas zrobić kolejny krok - przekonuje Gutorski. Razem z kolegami tworzą najmłodszą w stawce ósemkę. - I z tego powodu uważamy, że jesteśmy nieobliczalni i możemy innych zaskoczyć - dodaje Wojtek. Jaki jest klucz do sukcesu w ich konkurencji? - Nie potrzebujemy lidera, kogoś silniejszego od innych. W ósemce nie ma miejsca dla kogoś, kto się sam szarpie. Musi być ta sama moc wszystkich ośmiu przy wiosłowaniu. Równy rytm to podstawa. Dobrze o tym wiemy - opowiada Gutorski.

Jego plecy na wodzie ogląda Michał Stawowski. To wychowanek Bydgoskiego Towarzystwa Wioślarskiego, który po skończeniu dwóch klas w VIII LO przeniósł się do Torunia, do Szkoły Mistrzostwa Sportowego i zarazem do tamtejszego AZS. - Nie widziałem możliwość, by dalej wybić się w BTW. Ale mam sentyment do tego klubu, może kiedyś wrócę - przyznaje 21-letni Michał. Do kadrowej ósemki wskoczył niejako w ostatniej chwili, w miejsce Pawła Rakowskiego, który wyjechał do Stanów. - Trener Wojciech Jankowski postawił na mnie i za to jestem mu wdzięczny - nie kryje. Uważa, że m z kolegami szansę o to szóste finałowe miejsce, obok dwóch osad zza oceanu, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.

Tak samo myśli 24-letni Rafał Hejmej, wiosłujący za Stawowskim (Dalej są już tylko Dariusz Nowak, Kosiorek i Piotr Buchalski). To jedyny prawdziwy zawiszanin-olimpijczyk, bo strzelec Wojciech Knapik i Paweł Baumann przyszli do WKS z Opola i Poznania. Hejmej czuje się jak Stawowski wielkim szczęściarzem. Bo jeszcze w zeszłym sezonie próbował zdobyć przepustkę olimpijską w dwójce bez st. - Wróciłem dzięki Bogu do ósemki - śmieje się. Tak jak Burda i Gutorski ma za sobą już spory sukces: zdobył przed czterema laty srebro MŚ juniorów w czwórce bez st. - Wierzę, że w Atenach jesteś

my w stanie pokazać, że ten sukces w Lucernie to nie był jeden wyskok - kończy.

On i pozostali koledzy "pracujący" wiosłami będą przez tydzień słuchać okrzyków filigranowego Daniela Trojanowskiego. 22-letni wychowanek AZS/SMS/UMK to sternik ósemki. Waży zaledwie 55 kg. - I jeszcze zejdę dwa kilo, by ulżyć kolegom. Robię to z własnej inicjatywy - żartuje. Nie musi tak jak koledzy "zaiwaniać" na obozach. Dotrzymuje im kroku tylko w bieganiu. "Cieć od kluczy i sprzętu" - żartują sobie z niego wioślarze. - No tak, bo pilnuję kluczy do hangaru w Wałczu i skrzynki z cennymi rzeczami,a przed wejściem na wodzie sprawdzam wiosła - wyjaśnia z lekką chrypka w głosie. Ta chrypka to efekt podniesionego głosu podczas treningów siłowych, gdy nadaje tempo ćwiczeń i czasami na wodzie, gdy okrzykami koryguje błędy kolegów, dopinguje do wysiłku. - Nie martwię się o swe struny. Bo normalnie na wodzie mam mikrofon i głośnik. Ale ponoć czasami ostatni w łodzi wioślarz i tak mnie nie słyszy - zdradza. Kilka lat temu sterował ósemką z Burdą i Gutorskim, która zdobyła złoto juniorskich MŚ. Teraz marzy, by awansować z nimi do finału. Ten sukces na pewno skończyłby się kąpielą w greckim akwenie. Bo choć ten rytuał przynależy do złotych medalistów, dla naszej ósemki miejsce w najlepszej szóstce igrzysk będzie można odebrać jako wielki sukces.

Jarosław Dąbrowski





MÓWIĄ FAWORYCI DO MEDALI OLIMPIJSKICH Z NASZEGO REGIONU

Bez kalkulacji

Jarosław Dąbrowski: Kłopoty zdrowotne za wami, cały cykl treningowy także. Jesteście gotowi do obrony olimpijskiego złota?

Robert Sycz: Zrobiliśmy wszystko, co byliśmy w stanie wobec przeciwności losu - kontuzji Tomka, bólów mego kręgosłupa, deszczowej pogody przez połowę lipca w czasie ostatniego zgrupowania w Wałczu. Jestem zbudowany ostatnimi przejazdami na wodzie. Czasy były porównywalne z tym z poprzednich lat, gdy stawaliśmy na podium mistrzostw świata. Ostatni tydzień obozu poświęciliśmy już spokojnej, ciągłej jeździe. Tuż przed odlotem mieliśmy, jak to się u nas mówi, okres wypuszczenia: odpoczynku, by zregenerować się przed samym startem w Atenach, czasem nabrania świeżości. Dlatego treningi były już mniej intensywne, krótsze, podczas których przepływaliśmy za jednym zamachem już nie 18 a tylko 12 kilometrów. Na siłownię nie wchodziliśmy w ogóle w ostatnich dziesięciu dniach. Tradycyjnie przed zejściem na wodę biegaliśmy w formie rozruchu jakieś 45 minut. I, odpukać, od miesiąca nie narzekam na zwyrodnienie kręgów lędźwiowych. Jeśli czasem przyszedł jakiś ból, masażysta aplikował ćwiczenia rozciągające i rozluźniające kręgosłup.

Ten wspomniany bieg to zawsze podstawa do zrzucenia zbędnych kilogramów. Zawsze mieliście problem z nadwagą. Ile więc brakuje wam do regulaminowych średnio 140 kg na dwójkę podwójną wagi lekkiej?

- To już kosmetyka: jakieś 1,-1,5 kilograma każdy. Tyle, co na dobry ranny rozruch, by wypocić. Ale dobrze wiem, że gdyby nam się noga powinęła w Atenach, winna będzie waga...

Gdybyś dziś miał wytypować medalistów w waszej konkurencji...

- Nie typuję, bo jestem przesądny. Po co jakieś rzeczy wygadywać? Na wodzie wydarzy się coś innego, a później ktoś pamiętliwy zechce rozliczać mnie z każdych słów.

Pamiętam, jak przed Sydney też nie chciałeś mówić nic o swych szansach, od razu obruszałeś się na słowa, że choć kwalifikację zdobyliście w ostatniej chwili, jesteście faworytami do medalu. Wtedy nie zapeszyłeś i "wyszło" złoto. Zapytam więc inaczej: na kogo musicie uważać, kto się powinien liczyć? Pewnie przede wszystkim niepokonani od trzech lat Elia Luini i Antonio Pettinari.

- Włosi oczywiście, poza tym bardzo groźni wydają się Irlandczycy, do tego dochodzą Niemcy, Francuzi, Amerykanie i Węgrzy. Włosi są trochę zagadką. Cały zeszły sezon byli poza zasięgiem. W tym niespodziewanie mieli przedbiegi, które przegrywali, a w finale wygrywali z niewielką przewagą. Może w Grecji okaże się, że coś przekombinowali, a może trochę przystopowali, by wystrzelić z formą na igrzyska?

Czy te igrzyska będą dla ciebie trudniejszym startem niż te w Sydney?

- Na pewno. Ten sezon nie był w naszym przypadku dopięty na ostatni guzik. Nie ma się co oszukiwać: przez te przerwy we wspólnych przygotowaniach, spowodowane zapaleniem płuc, kontuzją łokcia i barku Tomka, narosły braki i zaległości w treningach. Staram się jednak nie myśleć o tym, że coś się złego może wydarzyć. Nasze problemy to historia. Szczerze mówiąc, zamierzamy ładować się udanymi startami.

Wygrany przedbieg to uniknięcie repesażu, czyli w takim przypadku - w drodze do walki o medale - startuje się w waszej licznie obsadzonej konkurencji (18 osad) trzy a nie cztery razy. To wasz cel?

- Chcielibyśmy ominąć repesaże, bo to zawsze oszczędzenie sił. Na pewno nie będzie żadnych kalkulacji. Tu każdy się ściga, nie ma sztuczek technicznych, nie da się kogoś czymś oszukać - po prostu liczy się zdrowie. Na kalkulacjach można się przejechać. Nie można sobie powiedzieć: dziś będę drugi, a jutro wygram. To jest olimpiada - każdy może nagle ci zagrozić.

Wioślarze mają trzy poważne szanse na podium: waszą dwójkę, kobiecą dwójkę wagi lekkiej i męską czwórkę podwójną. Jak Ty oceniasz szanse wioślarskiej reprezentacji?

- Jak dojdzie do powtórki z zeszłorocznych mistrzostw świata, czyli zdobycia dwóch medali, uważam, że to byłby duży sukces.

Na co stać inne - poza twoją - osady z wioślarzami regionu?

- Czwórka Sławka Kruszkowskiego pływa na poziomie światowej czołówki. Są w formie i jeśli nie przydarzy się coś niespodziewanego, powinni mieć medal. Wielka niewiadoma to czwórka bez sternika Daniszewskiego. Tej osadzie brak kilku lat opływania. Mają potencjał, ale trochę kuleje technika wiosłowania i psychika. Tam każdy zawodnik ma inny charakter. U nich często odbywa się burza mózgów. Mieli już trzech szlakowych, a to nie sprzyja stabilizacji. Jak wejdą to finału, będzie się można cieszyć. A ósemka? Teoretycznie weszła na igrzyska jako ostatnia i każde miejsce powyżej dziewiątego będzie sukcesem. Wierzę po cichu, że dzięki ułańskiej młodzieńczej fantazji, mogą wpłynąć do finału i być w szóstce.

Rozmawiał Jarosław Dąbrowski



Zamknąć oczy i zasuwać

Joachim Przybył: Przygotowania zakończone, walizki spakowane. Czujesz się pewnie na kilka dni przed olimpijskim startem?

Sławomir Kruszkowski: Nigdy nie można czuć się pewnym. Może trudno w to uwierzyć, ale na razie to jest wielki spokój. Sam jestem tym lekko zaszokowany, że tak do tego podchodzimy. Wiele rozmawialiśmy na ten temat z psychologiem. Jedyna droga do sukcesu to potraktować Ateny jak normalne regaty. Trzeba do tego tak podejść, choć na pewno trzeba także zachować świadomość, o co się walczy.

Tak samo spokojni byliście rok temu przed mistrzostwami świata. Wtedy wygrywaliście wszystkie regaty po kolei, a na najważniejszej imprezie jednak zajęliście trzecie miejsce. W tym sezonie problemów było chyba więcej?

- Czasami one bardzo się przydają. Człowiek uczy się ich rozwiązywać, hartuje się w zmaganiach z przeciwnościami losu i to się potem bardzo przydaje w trudnych chwilach. Faktycznie jednak, ubiegły rok był zupełnie inny. Ale czy byliśmy wtedy bardziej pewni siebie? To trudno powiedzieć. Trzeba każde zawody bez względu na rangę traktować tak samo. Nie można mówić, że jedziemy po medal, bo to tylko sport. Trzeba zamknąć oczy, zasuwać do mety, a jak będziemy w pierwszej trójce to będzie super.

Czyżby to była asekuracja na wypadek niepowodzenie?

- Ależ skąd, znamy swoją wartość. Obozy i zgrupowania bardzo nas podbudowały. Czasy poszczególnych przejazdów były lepsze niż nasze rekordy życiowe. Mamy świadomość, że jest dobrze i ona daje nam ten wewnętrzny spokój. Może sobie powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko co trzeba, teraz tylko czekamy na pierwszy wyścig w Atenach.

Nie sprawia wam kłopotu presja w ekipie wioślarzy? Właśnie wasza czwórka oraz dwójka Sycz-Kucharski to pewniacy do olimpijskich medali...

- Wszyscy o tym wiedzą w naszym środowisku, ale presji nikt na nas nie wywiera. Różnie może być, na podium przecież może stanąć zupełnie ktoś inny. Nikt nie chodzi, nie ględzi, że trzeba, że coś musimy. Zresztą wszyscy jesteśmy profesjonalistami. Wiemy, co możemy zyskać.

Możesz przejść do historii miasta. Wcześniej żaden torunianin nie zdobył medalu na olimpiadzie.

- Nie myślę o tym. Pewnie we wiosce olimpijskiej to się zmieni. Tam się pewnie nie da od tego uciec. Jeśli sportowiec mówi, że opanował stres, że niczego się nie boi, to po prostu nie mówi prawdy. Bo tego nie da się opanować. Od dawna zmagam się z nieprzespanymi nocami. Mam już nawet wypróbowane tabletki, żeby przespać kilka godzin. Nie chcę przewracać się z boku na bok i wymyślać coraz to nowe problemy. To tylko zaśmieca głowę. Chwałę i zaszczyty wolę zostawić sobie na potem.

Kto będzie waszym najgroźniejszym przeciwnikiem w Atenach?

- Na pewno Niemcy, nasi odwieczni rywale. Australia zmontowała bardzo mocno osadę, nasi sąsiedzi Czesi i Białorusini. Nie wiadomo, co prezentuje Ukraina, która zakwalifikowała się do igrzysk dopiero w Lucernie. Zresztą co tu dużo mówić. Wszystkie dwanaście osad liczy na dobry wynik. Nie ma powodu, by w ocenie szans pomijać którąkolwiek z nich. Olimpiada to specyficzne regaty, w finale może dojść do wielu niespodzianek. Ważne, żeby uniknąć repasaży. Przyda się jak najwięcej odpoczynku, bo może w finale będą decydowały ułamki sekund...

To nie będzie dla ciebie debiut olimpijski. Co najbardziej zapamiętałeś w igrzysk w Sydney?

- Chyba medal Roberta Sycza i Tomasza Kucharskiego. To było fantastyczne wydarzenie, chciałbym je powtórzyć. Wielkim przeżyciem dla mnie była sama ceremonia otwarcia, cała otoczka. Było chyba tego za dużo, żeby wtedy wszystko poukładać. Teraz jednak jadąc do Aten, wiem czego mogę się tam spodziewać. Dzięki doświadczeniom sprzed czterech lat nic mnie raczej nie zaskoczy, ani nie oszołomi.

Rozmawiał Joachim Przybył



NA CZYM PŁYNĄ

Większość wioślarzy pływa na łódkach niemieckich firm "Empacher" i "BBG" lub włoskiej - "Filippi", (w zależności od konkurencji, łódka - na przykłądzie "Empachera" - kosztuje od 2,5 do jedynki, aż do 19 tys. euro w przypadku ósemki).

Długość łodzi waha się od 6,5 m (jedynka) do 17,5 m (ósemka). Waga od 29 kg (jedynka), przez 85 kg (czwórka) do 150 kg (ósemka).

Wiosła są wykonane zwykle z włókna węglowego (i dlatego bardzo lekkie). Krótkie wiosła (do jedynek, dwójek i czwórek podwójnych) mają długość 2,90 m; tzw. długie (dwójka bez i czwórka bez st., ósemka) - 3,74 m. Na końcu wiosła jest tzw. pioró, z powodu kształtu nazywane siekierką.

Do burt łodzi przykręcone są pałąki z rurek w kształcie trójkąta, tzw. odsadnie. W odsadni mieści się wykonana z plastiku dulka, przez którą przechodzi wiosło i w której to wiosło obraca się podczas wiosłowania.

Zawodnik siedzi w łodzi na tzw. wózeczku (wykonanym z aluminium) z drewnianym siedziskiem. W trakcie wiosłowania zawodnik na wózku - za pomocą łożysk (dawniej kółek) - przesuwa się po szynach, zamontowanych wzdłuż łodzi.

Każdy wioślarz ma przed sobą uchwyt na nogi, w który - wsiadając do łódki - wkłada stopy





JAK STARTUJĄ W SCHINIAS

Sobota

10.50 - przedbieg czwórek bez sternika (Mariusz Daniszewski)

Niedziela

8, 9.30 i 10.20 - przedbiegi dwójek podwójnych wagi lekkiej (Robert Sycz), czwórek podwójnych (Sławomir Kruszkowski) i ósemek (Wojciech Gutorski, Mikołaj Burda, Rafał Hejmej, Michał Stawowski, sternik Daniel Trojanowski).

Poniedziałek

10.10 - repesaż czwórek bez st. (ewentualnie Daniszewski)

Wtorek

8, 9 i 9.20 - repesaże dwójek podwójnych wagi lekkiej (ew. Sycz), czwórek podwójnych (ew. Kruszkowski) i ósemek (ew. Gutorski, Burda, Hejmej, Stawowski, st. Trojanowski).

Środa

9 - półfinał czwórek bez st. (ew. Daniszewski)

Czwartek

7.50, 8.30 i 10.10 - półfinały dwójek podwójnych wagi lekkiej (ew. Sycz), czwórek podwójnych (ew. Kruszkowski) i finał B czwórek bez st. (ew. Daniszewski)



20 sierpnia

dzień wolny

21 sierpnia

9.30, 10.20, 10.50, 11 i 11.20 - finał czwórek bez st. (ew. Daniszewski), finał B dwójek podwójnych wagi lekkiej (ew. Sycz), czwórek podwójnych (ew. Kruszkowski) i ósemek (ew. Gutorski, Burda, Hejmej, Stawowski, st. Trojanowski) i finał C dwójek podwójnych wagi lekkiej (ew. Sycz)

22 sierpnia

7.50, 8.50 i 9.30 - finał dwójek podwójnych wagi lekkiej (ew. Sycz), czwórek podwójnych (ew. Kruszkowski) i ósemek (ew. Gutorski, Burda, Hejmej, Stawowski, st. Trojanowski)



Relacje w TVP1, TVP2 i Eurosporcie