Dyskobolia Grodzisk - GKS Katowice 3:2 (1:2)

W Grodzisku Wlkp. mogło dojść do sensacji. Groclin przegrywał po pierwszej połowie z GKS Katowice, ale zdołał wygrać, bo fatalne błędy popełniał bramkarz rywali Dariusz Klytta
Kolejny zaciąg byłych piłkarzy Odry Wodzisław do Grodziska - tym razem prezes Drzymała ściągnął do swojego klubu Marcina Radzewicza, Marka Sokołowskiego i Jacka Ziarkowskiego - póki co nie poprawił przeciętnej gry grodziszczan z rundy wiosennej poprzedniego sezonu. W spotkaniu z GKS Katowice w ekipie trenera Radolsky'ego więcej było słabych punktów niż atutów.

Sto procent założeń

Goście - którzy zapewne mieli w pamięci 10 goli straconych w dwumeczu z Groclinem w poprzednim sezonie - od początku nie kwapili się z podjęciem próby ataku, raczej czekali na ruch gospodarzy. A że grodziszczanie też mieli problemy ze stworzeniem dogodnych sytuacji, mecz był nudny. Wydawało się, że cała nadzieja Groclinu będzie spoczywać w nogach najwaleczniejszego i najlepszego na boisku Sebastiana Mili, który już w 7. min strzałem z 20 m omal nie zaskoczył Dariusza Klytty. Wkrótce okazało się, że nadzieja Groclinu będzie spoczywać nie na Mili, ale na beznadziejnie grającym bramkarzu gości Dariuszu Klytcie.

Golkiper GKS pierwszy poważny błąd popełnił w 17. min - wypuścił piłkę z rąk po nie najlepszym dośrodkowaniu Marka Sokołowskiego, a stojący w polu karnym Jacek Ziarkowski dopełnił tylko formalności. 11 minut później Klytta znów minął się z piłką - tym razem strzelał Ślusarski, ale stojący na linii bramkowej napastnik (sic!) GKS Grzegorz Kmiecik wybił piłkę daleko przed siebie. Rozgrywający dopiero drugi mecz w ekstraklasie 20-letni piłkarz GKS był bohaterem pierwszej połowy. Dwukrotnie wykorzystał bowiem błędy słabo spisującej się obrony i bramkarza Groclinu - najpierw dobił strzał Pawła Brożka, a chwilę później po podaniu od swojego kolegi z ataku z bliska wbił piłkę do siatki. Radość w ekipie "Gieksy" była niewyobrażalna - piłkarze, działacze i trenerzy padali sobie w objęcia i byli bliscy wbiegnięcia na boisko. - Znaliśmy mocne i słabsze strony Groclinu i staraliśmy się je wykorzystać. Wiedziałem, że są szanse na zdobycie tutaj przynajmniej punktu - mówił trener GKS Wojciech Borecki. - W pierwszej połowie zrealizowaliśmy sto procent założeń. Trener mówił nam, byśmy grali tak samo - przyznał Kmiecik.

A trener miał żal...

Szanse katowiczan na zdobycie punktu rozwiał jednak... ich bramkarz. W 52. min z boku pola karnego - 5 m od linii końcowej boiska - sfaulowany został Sokołowski. Rzut wolny wykonał Mila - zagrał piłkę tak, jak to robiono podczas niedawnych Mistrzostw Europy, czyli mocno, ale w światło bramki. Sam Mila był jednak zaskoczony efektem - futbolówka leciała po ziemi w sam środek, a i tak przekulała się pod brzuchem Klytty. Trener Borecki nakazał rozgrzewać się rezerwowemu bramkarzowi Mateuszowi Sławikowi, który w ekstraklasie jeszcze nie grał. - Mam do siebie żal, że nie zrobiłem wtedy zmiany - narzekał katowicki szkoleniowiec.

W 63. min ostatniego gola w meczu zdobył marnujący wcześniej wszystkie sytuacje Bartosz Ślusarski, ale największą zasługę przy tej bramce miał Mila, który kapitalnie przyjął piłkę i odegrał ją do kolegi z zespołu na wolne pole. W sytuacji sam na sam Klytta był bezradny.

Groclin przestał atakować już z taką pasją - to się mogło zemścić w ostatniej minucie, gdy po strzałach Łukasza Gorszkowa i Dawida Plizgi piłka przeleciała tuż obok bramki Liberdy. Chwilę później piłkarze z Katowic ze zwieszonymi głowami zeszli z boiska. - Darek wie, że zawalił, ale co z tego? - stwierdził jeden z piłkarzy GKS. Trener Borecki: - Tak słaby występ Klytty przesądził o porażce. Dyrektor ds. sportowych GKS Jan Furtok: - Wiedziałem, że jest tutaj szansa na punkt, ale skoro graliśmy bez bramkarza, to co mogliśmy zrobić?

Dwóch to mało

Sporo do myślenia będzie miał też szkoleniowiec gospodarzy Dusan Radolsky. Słabo zagrali obaj lewi pomocnicy (Marcin Radzewicz i Marcin Nowacki), w końcówce spotkania na prawej obronie nie radził sobie Radosław Sobolewski, a postawa Roberta Górskiego w pierwszej połowie była daleka od oczekiwań. Ziarkowski strzelił gola, ale poza tym był mało widoczny, błędy popełniał Mariusz Pawlak. Świetna gra Sebastiana Mili i niezła Marka Sokołowskiego to może być za dwa tygodnie za mało, aby pokonać Wisłę w Płocku.

GROCLIN GRODZISK WLKP.3 (1)
GKS KATOWICE2 (2)


Strzelcy bramekDyskobolia: Ziarkowski (17., po dośrodkowaniu Sokołowskiego), Mila (52., z wolnego po faulu na Sokołowskim), Ślusarski (63., po podaniu Mili)

GKS: Kmiecik (34., dobitka strzału Brożka i 39., po zagraniu Brożka)



Widzów: 3 tys. (43 kibiców GKS)



Dyskobolia: Liberda - Sobolewski, Pawlak, Kriżanac, R. Górski (46. Vranjes) - Sokołowski, Kozioł Ż, Mila, Radzewicz (46. Nowacki Ż) - Ziarkowski (85. Sablik), Ślusarski

GKS Katowice: Klytta - Fonfara, Markowski, Widuch, Bartnik Ż - Andruszczak, Gorszkow, Agafon, Kęska (83. G. Górski) - Kmiecik Ż (68. Wróbel), Brożek (60. Plizga)



GROCLIN - GKS

16strzały8
6strzały celne4
1słupki i poprzeczki0
21faule18
10rzuty rożne1
4spalone1


Antybohater meczu

Dariusz Klytta

GKS mógł sprawić w Grodzisku sensację. Swojemu bramkarzowi "zawdzięcza" jednak to, że do niej nie doszło



Rozmowa z Grzegorzem Kmiecikiem

Andrzej Grupa: Czy rywale powinni bać się nazwiska Kmiecik?

Grzegorz Kmiecik: (śmiech) Nie, myślę, że nie. Mój ojciec już nie gra, ale ja pamiętam, że on zdobył w lidze 153 gole i był cztery razy "królem strzelców". Tyle że ja mam na imię Grzegorz i gram na własny rachunek.

Kiedy spodziewa się Pan telefonu od ojca z gratulacjami

- Za chwilę. Myślę, że jak wejdę do szatni, to Tata zadzwoni. Musi mi też powiedzieć, jak Wisła grała w pierwszej połowie, bo to mój ulubiony klub. Chciałbym w niej kiedyś zagrać.

Tyle że teraz jest Pan piłkarzem GKS Katowice i tu dostaje szanse gry.

- I cieszę się z tego, że gram, bo w Wiśle nie udało mi się zadebiutować w ekstraklasie. Każdy z nas chce utrzymać GKS w I lidze i to będzie naszym celem. Dziś byliśmy blisko sukcesu, ale zabrakło nam szczęścia. W każdym kolejnym spotkaniu będziemy walczyć o wygraną - nieważne, kto będzie rywalem.

Rozmawiał Andrzej Grupa