Rozmowa z Radosławem Rybakiem

Pobudka przed świtem

To mój najszczęśliwszy rok w sportowej karierze. Najpierw tytuł mistrza Polski, a teraz olimpiada - mówi Radosław Rybak, siatkarz reprezentacji Polski i KS Jastrzębski Węgiel

Polscy siatkarze wygrali kwalifikacyjny turniej w Portugalii i dzięki temu będą jedynymi przedstawicielami naszych sportów drużynowych na igrzyskach. Kluczową rolę w olimpijskim awansie odegrał 31-letni atakujący zespołu z Jastrzębia. Przypomnijmy jednak, że na skutek proceduralnych nieporozumień Rybak nie mógł uczestniczyć we wszystkich przygotowaniach naszej reprezentacji.

Piotr Płatek: Nie mógł Pan wystąpić w żadnym meczu Ligi Światowej, co pewnie odbiło się na zgraniu z kolegami?

Radosław Rybak: Niewątpliwie nie ułatwiło mi to przygotowania do olimpiady. Koledzy rozegrali kilkanaście spotkań, a ja w tym czasie mogłem tylko kibicować im z trybun bądź sprzed telewizora. Myślę jednak, że szybko nadrabiam tamte straty i do Aten wszystko będzie dobrze.

Przed ośmiu laty w Atlancie nasi siatkarze Ameryki nie zawojowali. Czy obecna reprezentacja ma szanse na większy sukces?

- Bardzo o tym marzymy. Niedawna wygrana nad Rosjanami bardzo nas podbudowała i teraz chyba mocniej wierzymy, że sukces jest możliwy.

Które mecze w grupie będą zatem kluczowe?

- Myślę, że te z teoretycznie słabszymi rywalami, jak Tunezja i Grecja. Te mecze po prostu trzeba wygrać i nie możemy sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. A jeśli wyjdziemy z grupy, wtedy jeden mecz zadecyduje o awansie do najlepszej czwórki i wtedy wszystko się może zdarzyć...

Pierwszy mecz w Atenach rozgrywacie o dość nietypowej porze...

- Gramy już o 9 rano, przyznam, że tak wcześnie jeszcze nie grałem. Zapowiada się wczesna pobudka. Trzeba się będzie wcześniej położyć, bo inaczej będzie kłopot z rannym wstawaniem.

Olimpiada to największy sukces sportowy Radosława Rybaka?

- Zdecydowanie tak. W tym roku tych sukcesów nie brakuje, najpierw wywalczyłem z Jastrzębiem tytuł mistrza Polski, potem z reprezentacją olimpijski awans. Teraz przydałoby się zakończyć start w Atenach jakimś konkretnym sukcesem.

Dużo bagażu zabiera Pan ze sobą do Aten?

- Samego sprzętu, reprezentacyjnych strojów mam dwie solidne torby, nie za bardzo wiem, jak się z tym zabiorę. To akurat wziąć jednak trzeba. Ponadto zabieram laptop, bo to dla mnie jak druga ręka, często jedyny łącznik ze znajomymi i bliskimi.

Jeden z bokserów zapowiedział, że zabiera ze sobą żonę i córkę. Pana rodzina zostaje w domu?

- Jestem w trakcie załatwiania wczasów dla żony i niewykluczone, że będzie mogła być w tym samym czasie w Atenach. Oczywiście nie będziemy w tym samym pokoju, ale zawsze będzie mi łatwiej, mając rodzinę w pobliżu.

To Pański pierwszy pobyt w Grecji?

- Jeszcze tam nie byłem i chciałbym trochę zobaczyć. Wiem jednak, jak wyglądają takie sportowe starty, więc wielkich nadziei na zwiedzanie sobie nie robię. Wszystko skończy się pewnie na oglądaniu miasta z... okien autokaru. Muszę pożyczyć jakiś aparat i porobić w ten sposób trochę zdjęć.

Czy w Atenach są jakieś dyscypliny, które chętnie Pan zobaczy?

- Skupiam się na siatkówce, ale jeśli czas pozwoli, chętnie bym zobaczył lekkoatletykę. Zwłaszcza mam nadzieję na wejście na stadion, gdy będą rywalizować najlepsi sprinterzy świata.