Wioślarzy czworo - medali pięć

Młodzi wioślarze z PTW SMS Płock trzykrotnie stawali na podium Mistrzostw Świata seniorów i juniorów w konkurencjach nieolimpijskich. Aleksandra Wojciechowska zdobyła brąz w ósemce. Tomasz Cichocki, Michał Grzelak i sternik Rafał Cholewiński wywalczyli medal w tym samym kolorze w dwójce. Ponadto sternik wypływał jeszcze srebro z seniorami Piotrem Bastą i Marcinem Wiką
Takie chwaty, no i chwatki, spotkać można w Płockim Towarzystwie Wioślarskim i ich Szkole Mistrzostwa Sportowego. Tym razem płocczanie mieli okazję wykazać się na olimpijskim torze Banyoles w pobliżu Barcelony, gdzie na igrzyskach po medale sięgnęli Wojciech Jankowski, Jacek Streich, Tomasz Tomiak i sternik Michał Cieślak. - Żeby wszystko się zgadzało, to należy jeszcze wymienić ostatniego członka naszej czwórki Macieja Łasickiego - zaznaczył Jankowski.

Okazje do wspomnień miał też Grzegorz Stellak, który właśnie w Banyoles, przed dwunastu laty podczas Mistrzostw Świata juniorów święcił jeden z największych swoich tryumfów szkoleniowych. Jego dwójka ze sternikiem - Piotr Olszewski, Artur Szachmytowski i st. Sławomir Malec - wywalczyła tu brązowy medal. I teraz do takiego samego medalu doprowadził kolejną juniorską dwójkę z Tomaszem Cichockim, Michałem Grzelakiem i sternikiem Rafałem Cholewińskim.

Płocczanie stoczyli fantastyczny pojedynek z osadami Włoch i Niemiec. - Zwycięska Ukraina była poza zasięgiem - przyznają nasi zawodnicy. - Już same parametry Ukraińców tzn. wzrost i budowa ciała budziły grozę - dodaje Stellak. - Poza tym płynęli na pierwszym, nieco osłoniętym od wiatru torze, co przy kapryśnej aurze miało kolosalne znaczenie.

Koniec końców Polska i czysto płocka osada zajęła trzecie miejsce, tracąc do srebrnych Włochów sekundę. Czwarta na mecie osada niemiecka straciła do naszej tylko 0,5 s. - Na tym poziomie rywalizacji tak małe różnice między osadami są normalne - tłumaczy Grzegorz Stellak. - Choćby na tych mistrzostwach w jednym z finałowych biegów wszystkie osady zmieściły się w jednej sekundzie. Gdyby nie fotokomórka, nikt by nie wiedział, kto zwyciężył.

Ale i Aleksandra Wojciechowska, pływająca w reprezentacyjnej ósemce, miała okazję do świętowania sukcesu. Przecież wywalczyła brąz. - Rozpoczęłyśmy tak jak zwykle, czyli bardzo wolno - opowiada Ola, nie mogąc ukryć łez wzruszenia, które zaczęły spływać po policzkach. - Już na starcie zaznaczyła się przewaga Rosjanek i Rumunek, odpłynęły nam Niemki. Na półmetku zajmowałyśmy dopiero piąte miejsce. Przyspieszyłyśmy dopiero wtedy, gdy do mety pozostał niecały kilometr. Potem okazało się, że przepłynęłyśmy ten fragment toru najszybciej ze wszystkich osad.

Mimo to dziewczęta nie wiedziały, jakie ostatecznie zajęły miejsce. - Na mecie sędziowie na wodzie powiedzieli nam, że jesteśmy na czwartym miejscu - dodaje Ola. - Zaczęłyśmy wszystkie płakać. Nagle ktoś zawołał, że mamy medal! Zauważyłyśmy, że teraz Niemki zaczęły ryczeć, a przecież szły z nami "kulka w kulkę". To mogło oznaczać tylko jedno, że mamy medal. Potem jeszcze dowiedziałyśmy się, że do srebra zabrakło nam zaledwie 0,09 s, ale to już nie miało znaczenia.

To jednak nie koniec. Błysnął jeszcze sternik Rafał Cholewiński, który zasilił osadę z doświadczonymi i potężnymi (obaj mają ponad 2 metry wzrostu) Piotrem Bastą (AZS AWF Gorzów) i Marcinem Wiką (Bydgostia Kabel). Przy takich seniorach drobny i zaledwie 18-letni płocczanin wyglądał jak mikrus. A mimo to rządził "łódką" jak stary wyjadacz. Tak skutecznie, że Polacy na mecie ulegli tylko Włochom.

Zakończone w niedzielę mistrzostwa były także próbą dla umiejętności szkutniczych Grzegorza Stellaka. Przed jednym z biegów musiał ekspresowo przebudować łódź, by spełniała wymagania komisji sędziowskiej. - Wszystko dlatego, że pływamy na bardzo starym sprzęcie, a on nie nadąża za zmianą przepisów - opowiada płocki trener. - Niektóre łodzie pamiętają moje starty. To wspaniałe zabytki, ale ich miejsce jest w muzeum, a nie na regatowym torze. Budżet klubu wystarcza na organizację treningów, starty i opiekę nad zawodnikami. Na kupno nowej łodzi, nie możemy sobie pozwolić. A na tym poziomie rywalizacji, sprzęt ma zasadnicze znaczenie. Już nawet wolę nie myśleć, jakie miejsce zajęłaby nasza juniorska dwójka ze sternikiem, gdyby płynęła na podobnym klasą sprzęcie co mistrzowie.