Zagłębie Sosnowiec - RKS Radomsko 0:2

Po meczu Krzysztof Tochel, trener Zagłębia żartował, że goście wygrali w Sosnowcu "spacerkiem". - Przyjechaliście na luzie, jak na sparing. Zgarnęliście trzy punkty, liga zacznie się dla was za tydzień - mówił do Czesława Palika, szkoleniowca RKS
- To był bardzo trudny mecz, zakończony szczęśliwym zwycięstwem. To była brzydka wygrana - odpowiedział Palik.

Przed meczem z RKS gospodarze mogli się pochwalić serią 18 kolejnych spotkań bez porażki i 15 kolejnych zwycięstw na własnym boisku.

Na początku zaatakowali piłkarze Zagłębia i już w 3 min Marcin Lachowski potężnie uderzył z woleja, ale Krzysztof Kozik zdołał odbić piłkę na róg. Bramkarz RKS rozegrał w sobotę świetne spotkania, a do końca nie było pewne na kogo postawil trener Palik. Szczególnie mogła imponować jego gra nad przed polu, gdzie z łatwością wygrywał powietrzną rywalizację z napastnikami Zagłębia.

Sosnowiczanie atakowali skrzydłami, a goście środkiem. Lepsza okazała się taktyka RKS. Dwa razy Zagłębia skarcił Tomasz Żelazowski. Po meczu trener Tochel pogratulował skuteczności napastnikowi z Radomska. - Znamy się z pracy w KSZO. Stąd wiem jak trudno gra się przeciwko drużynom prowadzonym przez trenera Tochela. Ułożył nam się ten mecz, a zaważyła pierwsza bramka. Jarek Lato świetnie dograł mi piłkę. Za drugim razem miałem wiele szczęścia. Piłka odbiła się od obrońców i potoczyła się gdzie chciałem - opowiadał Żelazowski, który dwa razy znalazł się sam na sam z Grzegorzem Kurdzielem.

- Pierwsza bramka podcięła nam skrzydła. To było jak uderzenie obuchem w głowę. Zagotowaliśmy się i źle rozgrywaliśmy piłkę. Zabrakło nam tego, co było naszym znakiem firmowym czyli werwy i zadziorności - żałował Marcin Lachowski, pomocnik Zagłębia.

Sosnowiczanie mieli jednak okazje do wyrównania. Groźnie główkował Tomasz Stolpa. Piłka przechodziła tuż obok słupka po strzałach Arkadiusz Kłody i Bartłomieja Chwalibogowskiego.

- Zabrakło kropki nad "i". Mieliśmy dwie sytuacje gdy centymetry dzieliły nas od zdobycia bramki. Pierwsze koty za płoty. To był zimny prysznic, mam nadzieję, że od kolejnego meczu się pozbieramy - podsumował Kłoda.