Dlaczego Widzew nie dostał licencji

Jestem zdziwiony, że nie otrzymaliśmy licencji. Wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator obiecywał mi, że dostaniemy ją warunkowo na osiem miesięcy - mówi Zbigniew Boniek, który próbuje uratować Widzew
W poniedziałek PZPN nie przyznał Widzewowi licencji na występy w II lidze. Powód? "Brak pełnego rejestru zobowiązań finansowych przejętych z mocy prawa przez RTS Widzew od SPN Widzew SSA, a także dokumentów określających termin spłaty zobowiązań wobec struktur PZPN, klubów sportowych i osób fizycznych".

- Stowarzyszenie może przejąć długi od spółki, ale jak je spłaci, skoro oba podmioty są bankrutami. Byłbym samobójcą, gdybym oficjalnie się na to zgodził. Moja umowa z Kolatorem była inna. Zapoznałem go z planem, w którym punkt po punkcie przedstawiłem wyjście Widzewa na prostą. I już zaczęliśmy go realizować. Chciałem, by PZPN pomógł mi renegocjować wielkość długów z członkami PZPN (około 2 mln zł - red.) i przez osiem miesięcy je spłacić. A żeby nie być gołosłownym, zobowiązaliśmy się na pierwszą ratę przeznaczyć pieniądze z praw telewizyjnych, a to 220 tys. zł - twierdzi Boniek.

Boniek skontaktował się z działaczami PZPN, by dowiedzieć się, jakich dokumentów zabrakło we wniosku licencyjnym. Powiedziano mu tylko tyle, że są to błahe sprawy. To zdenerwowało go jeszcze mocniej, tym bardziej że - jak sam stwierdził - dokumenty były kompletne.

- Widziałem je, bo przecież dałem pieniądze na opłatę licencyjną i wszystko było w porządku. Poza tym skoro są to mało istotne sprawy, to wystarczyło przyznać licencję i zobowiązać nas do przysłania brakujących dokumentów. Nie było jednak dobrej woli. W naszej sytuacji liczy się każda sekunda, bo jak mamy negocjować kontrakty z piłkarzami, jeśli nie wiadomo czy zagramy w II lidze - mówi Boniek.

Był selekcjoner kadry i członek prezydium PZPN krytykował także rygorystyczne przyznawanie licencji na występy w II lidze. - To nadgorliwość naszych działaczy. Bzdurą jest, że to wymóg UEFA. To tylko wewnętrzna sprawa federacji. Nie rozumiem także, że dopóki Widzew był w I lidze, mimo długów, nie było takich problemów. A zadłużenie wobec członków PZPN nie powstało w ostatnim sezonie, ale głównie w latach 90. Teraz, gdy klub spadł, pojawiły się ogromne kłopoty.

Mimo że Boniek jest pesymistą, postanowił spotkać się z zarządem RTS, a także pojechać do Warszawy, by wyjaśnić problemy w PZPN. Wczoraj był w Łodzi, gdzie rozmawiał z wiceprezydentem Włodzimierzem Tomaszewskim i wojewodą łódzkim Stefanem Krajewskim. - Trzymamy kciuki, by Widzew pozostał na rynku piłkarskim, oczywiście w II lidze. Miasto ma majątek w postaci stadionu przy al. Piłsudskiego i nie będziemy robili problemu, by wydzierżawiło go RTS, a później porozumiało się z panem Bońkiem - mówił prezydent Tomaszewski.