Rozpacz Roberta Maćkowiaka

Robert Maćkowiak, najbardziej utytułowany wrocławski lekkoatleta, najprawdopodobniej nie pojedzie na igrzyska do Aten. W sobotę przegrał walkę o miejsce w sztafecie 4 x 400 metrów z młodszym o 14 lat kolegą.


Maćkowiak walczył o wyjazd do Aten ponad rok. Chciał wystartować w biegu na 400 metrów i w sztafecie. Cztery lata temu, w Sydney, gdy był w szczytowej formie, jego błąd przekreślił marzenia o medalu polskiej sztafety. Biegnąc na ostatniej zmianie, potknął się o słupek startowy i przewrócił. Marzył o medalu igrzysk, którego brakuje mu w kolekcji. Wiosną 2003 roku przeszedł operację ścięgna Achillesa. Potem całkowicie odpuścił sezon halowy, by dobrze przygotować się do walki o Ateny. W kwietniu wyjechał na wysokogórski obóz przygotowawczy do Stanów Zjednoczonych. - Mogę biegać szybciej, niż kiedyś - zapewniał.

W serii startów po powrocie nie uzyskał jednak indywidualnego minimum olimpijskiego (45,54 sekundy), wyznaczonego przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Próbował więc zakwalifikować się do sztafety. W tym czasie dwukrotnie zmieniano jednak kryteria kwalifikowania do niej zawodników. I choć 26 czerwca Maćkowiak znakomicie pobiegł w Bydgoszczy w Pucharze Europy, walnie przyczyniając się do uzyskania przez sztafetę minimum olimpijskiego, to nominacji nie otrzymał. Nie uzyskał jej też na mistrzostwach Polski.

W sobotę podczas gdańskiego mityngu o Memoriał Józefa Żylewicza miał ostatnią szansę. W końcówce biegu dał się jednak wyprzedzić 20-letniemu Piotrowi Kędzi, o 14 lat młodszemu rywalowi z Łodzi. Po zawodach długo siedział na murawie, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Spiker wywoływał go, by stanął do dekoracji, ale nie reagował. Nie chciał z nikim rozmawiać.

- To wielki dramat dla Roberta, ale i dla mnie. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że może go zabraknąć w Atenach - mówi "Gazecie" Józef Lisowski, wrocławski trener 400-metrowców. - Robert jest załamany. Po igrzyskach miał zakończyć karierę, a tak człowiek, który jest historią polskiej sztafety, prawdopodobnie nie pojedzie do Aten.

Maćkowiak ma jeszcze cień szansy na wyjazd. Musi jednak liczyć na to, że ktoś z kadry dozna kontuzji i wówczas wskoczy na jego miejsce. W sztafecie są dwaj inni wrocławianie - Marcin Marciniszyn i Piotr Rysiukiewicz.