Lech Poznań - MKS Mława 1:3 (1:1)

"Kolejorz" zagrał w okrojonym składzie. W drugiej połowie po boisku biegali niemal wyłącznie juniorzy Lecha.
Ponieważ trener kadry narodowej Paweł Janas skompletował reprezentację na wczorajszy mecz z USA głównie z graczy Lecha (do Stanów poleciało ich aż siedmiu), poznański trener Czesław Michniewicz musiał wystawić przeciwko Mławie dość dziwaczny skład. Była to jednak świetna okazja do tego, by przejrzeć zaplecze.

W pierwszym składzie Lecha pojawili się np. Arkadiusz Czarnecki, Dariusz Stachowiak czy odkrywany dopiero tego lata 17-letni junior Dariusz Imbiorowicz. Ten blondwłosy obrońca, który swym wyglądem idealnie pasowałby do każdej drużyny skandynawskiej, spisywał się dzielnie, choć brakowało mu wyraźnie zimnej krwi. Za to ustawiony eksperymentalnie na skrajnej obronie Arkadiusz Czarnecki - rówieśnik Imbiorowicza, który jednakże w pierwszym zespole Lecha zdążył się już otrzaskać - pokazał, że to nie jest pozycja dla niego. Czarnecki lepiej czuje się na środku obrony. Na boku był niemiłosiernie ćwiczony przez rywali.

Zgranie, szybkość reakcji i zwrotność obrony były zresztą największą bolączką Lecha w tym meczu. Prostopadłe podania piłkarzy z Mławy łatwo rozcinały poznańskie szyki defensywne. - Bardzo proszę, aby nie wpadać w histerię i nie bać się - mówił po meczu trener Michniewicz. - Gramy składem folklorystycznym, to takie są efekty. Musimy się zgrywać w obronie, to jest bardzo ważne. Czekam na powrót naszej kadry z USA i boję się, żeby lechici nie przyjechali stamtąd zbyt rozbici i zmęczeni. Czeka nas bowiem zgrupowanie w Austrii.

Z nowych zawodników najlepiej wypadł Ariel Jakubowski. Postawa wypożyczonego z Wisły Płock piłkarza pozwala mieć nadzieję, że śmiało zastąpi on rozglądającego się po innych klubach Łukasza Madeja. Jakubowski potrafi znakomicie podać piłkę i jedyny gol dla Lecha w tym meczu padł właśnie po jego akcji. Asystę należy jednak zapisać Zbigniewowi Zakrzewskiemu, który trafił w bramkarza, i to dopiero jego strzał skutecznie dobił Dariusz Stachowiak.

Jakubowskiemu zdarzały się straty, ale wygląda na to, że będzie to piłkarz przydatny Lechowi. Podobnie jak Paweł Wojtala, który górował w Szamotułach nad resztą towarzystwa wzrostem niczym dźwig. - Paweł ma inklinacje do innej gry niż preferowana przez nas - tłumaczy Michniewicz. - On broni wysoko, wychodzi daleko od pola karnego. My tak grać nie będziemy. Po stracie piłki staramy się wycofać i zawęzić pole gry. Myślę, że Paweł z czasem do tego przywyknie.

Najsłabiej wypadł Adam Majewski. - Miał sporo strat, ale to wynik braku treningów - wyjaśnił Michniewicz. Szybko plac gry opuścił też kulejący Krzysztof Gajtkowski, któremu wyraźnie przeszkadza nadwaga. - Noga mnie boli - rzucił tylko, schodząc do szatni.

Stopniowo boisko w Szamotułach zaludniało się coraz mniej znanymi twarzami - bo oto do boju wchodzili kolejni juniorzy Lecha. Pod koniec mecz wyglądał jak zajęcia grupy uczniów z trzema profesorami, którzy zostali na murawie. Byli to Paweł Wojtala, Piotr Reiss i Zbigniew Wójcik. Wtedy Mława bezwzględnie wykorzystała okazję. Podopieczni doskonale znanego w Wielkopolsce trenera Mariana Kurowskiego, w szeregach których grali m.in. Maxwell Kalu czy Tomasz Nawrot, wbili dwa gole. - Dla wielu z juniorów to jednak za wysokie progi - uznał Michniewicz. - We wtorek, przed wyjazdem do Austrii, zagramy jeszcze w Swarzędzu z Unią Janikowo i tam zabiorę już mniejszą grupę młodych zawodników.

Michniewicz przyznał, że z grona juniorów, którzy zaprezentowali się w Szamotułach, największe szanse na dołączenie do zespołu mają wspomniany Imbiorowicz oraz Krzysztof Strugarek (rocznik 1985).

Lech Poznań - MKS Mława 1:3 (1:1)

Bramki: 1:0 Stachowiak (12. min), 1:1 Lubasiński (43.), 1:2 Wróblewski (83.), 1:3 Szmyt (89. z karnego)

LECH: Kotorowski - Imbiorowicz (70. Krakowski), Wojtala, Wójcik, Czarnecki (46. Plich) - Stachowiak (55. Strugarek), Reiss, Majewski (46. Mirosław Goliński), Jakubowski (76. Marciniak) - Zakrzewski (60. Wilk), Gajtkowski (30. Buzała, 75. Mazurek)