Sport.pl

Euro 2004 a sprawa polska

Apostel chciałby więcej goli, Lenczyk tęskni za polskim Dellasem, a Piechniczkowi marzy się etos ciężkiej pracy. Takie są wnioski członków Wydziału Szkolenia i Rady Trenerów PZPN z Euro 2004.
Henryk Apostel, przewodniczący Wydziału Szkolenia PZPN:

Polska reprezentacja musi popracować nad motoryką. Euro pokazało, że konieczna jest żelazna kondycja i wytrzymałość. Bez tego taktyka i styl gry nie mają znaczenia. Ważna jest też dyscyplina taktyczna, a w szczególności współpraca pomiędzy formacjami. Najlepiej pokazali to Grecy i Czesi. Chodzi o to, aby piłkarze nie biegali bez celu po boisku, lecz wiedzieli, gdzie i jak się ustawić. Po trzecie skuteczność. Marzy mi się, aby polska reprezentacja, mając trzy-cztery sytuacje strzeleckie, potrafiła strzelić choć jedną bramkę.

Nie wydaje mi się, aby Euro dowiodło wyższości zagranicznych szkoleniowców. Scolari, który dotarł do finału, wcale nie był rewelacyjny. Portugalczycy zagrali kilka słabych meczów, w tym finał. Brazylijczyk zrobił kilka złych zmian. Nie zdjął beznadziejnego Figo, za długo trzymał na boisku Pauletę. Ja nie mówię, że to zły trener, tylko wyciągam wnioski. Rehhagel to inna sprawa. Ale po pierwsze, tacy trenerzy są kosztowni, a po drugie, postanowiliśmy, że dajemy jeszcze szansę Polakom. Zobaczymy, jak potoczą się eliminacje do MŚ, być może temat trenera obcokrajowca wróci. Inna sprawa, że czytałem gdzieś przed Euro wypowiedź Rehhagela, że "wygramy najwyżej jeden mecz". Nie wiem, czy to był dokładny cytat, ale widać Rehhagel też się myli...

Polska myśl szkoleniowa a sukces Greków? To było 30 lat temu, nie ma o czym mówić. Dziś polscy piłkarze potrzebują przede wszystkim zawziętości Greków.

Orest Lenczyk, Wydział Szkolenia PZPN:

Przed budową autostrad trzeba wziąć się do budowania stadionów i szkolenia młodzieży. Teraz w piłkę gra się szybciej niż kiedyś i aby dorównać do poziomu, trzeba mieć solidnie wytrenowanych piłkarzy. Zgoda, że to zajmie lata, ale tym bardziej trzeba o tym głośno mówić. Nie jest tak, że zmienimy coś w taktyce i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczniemy wygrywać ze wszystkimi.

Rehhagel? Odniósł sukces, bo lata spędził w Niemczech, gdzie bazę i organizację miał wyśmienite. Ma też charyzmę i potrafi mobilizować drużynę. Poza tym w Grecji spokojnie pracował dwa lata, a u nas jak ktoś prowadzi kadrę tyle czasu, to pojawiają się pytania: "Dlaczego jeszcze nie dostał kopa?".

W Polsce też są świetni trenerzy, mają wiedzę i umiejętności. Różnica polega na warunkach pracy: piłkarzach, infrastrukturze i poziomie naszej ligi. Czy zagraniczny trener to lekarstwo dla naszej piłki? Nie, bo nie mamy Dellasa, Zagorakisa i Charisteasa. Inny przykład: gdyby (teoretycznie) Chorwaci i Polacy mogli wymienić się zawodnikami, to polski trener wziąłby w ciemno wszystkich, a Chorwat? Obawiam się, że mógłby nie chcieć nawet najlepszego Krzynówka. Inna sprawa, że jak słyszę, że sukces Greków to zasługa polskich szkoleniowców, którzy pracowali tam 15 lat temu, to myślę, że to jakieś jaja. Przecież to, co działo się w Grecji lata temu, nie ma znaczenia dla ich sukcesu teraz.

Antoni Piechniczek, przewodniczący Rady Trenerów PZPN:

Triumf Greków pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czy Polacy mogą być na ich miejscu? Wątpię. W polskiej piłce nie ma atmosfery ciężkiej pracy. W lidze jeszcze nie zaczną na dobre grać, a już są zmęczeni. Na boisku panuje rewia mody, jeden ma czerwone włosy, drugi zielone. A czy na Euro ktoś miał czerwone włosy? Piłkarze wyjeżdżają za granicę, skąd wracają po roku z podkulonym ogonem. To też jest problem.

Kolejny wniosek kieruję do Pawła Janasa. Reprezentacji trzeba poświęcić się w całości. Janas powinien mieszkać w Warszawie, a nie we Wronkach i 24 godziny na dobę być do dyspozycji trenerów klubowych w siedzibie PZPN na Miodowej. Tak podchodzi do pracy szkoleniowiec Czechów Karel Brückner. Ale PZPN potrafi załatwić bilety lotnicze na wyjazd reprezentacji, a dyskutować z Janasem już nie.

Zagraniczny trener? Zgoda, ale pod warunkiem, że byłby to ktoś z najwyższej półki, jak Hitzfeld albo Rehhagel, bo tylko szkoleniowiec o takiej renomie daje gwarancję sukcesu. Ale im trzeba dać z pół miliona dolarów. Czech, który coś kiedyś wygrał z młodzieżówką, to nie jest rozwiązanie. Poza tym, jeśli nawet zatrudniono by np. Rehhagela, to w przypadku niepowodzenia w eliminacjach do MŚ i tak zaraz by wyleciał, bo prasa zrobiłaby wrzawę. A Niemiec na sukces z Grekami mógł pracować długo, bo takie było założenie. Zresztą największe sukcesy polskiej piłki i tak są dziełem naszych trenerów, a nie zagranicznych. Zgadzam się, że tzw. polska myśl szkoleniowa została trochę w tyle za resztą Europy, ale najważniejsze jest i tak szkolenie młodzieży, a na to u nas nie ma pieniędzy. No bo co z tego, że Wisła awansuje do Ligi Mistrzów? Dla reprezentacji nic to nie oznacza, no bo jacy wychowankowie Wisły grają w jej składzie? Szkolenie w Polsce leży. U nas jak coś nie jest gotowe, zrobione, załatwione na już, to w ogóle nie istnieje. Dopóki to się nie zmieni, na Euro nie zagramy. A kiedy się zmieni? To, niestety, kwestia lat.