Rozmowa z trenerem polskich ciężarówców, Ryszardem Szewczykiem

Ani PKOl, ani polski związek nie wyśle na imprezę, nie obrażając nikogo, kelnerów czy statystów.
Arkadiusz Kuglarz: Mistrzostwa Polski w Ciechanowie miały być ostatnim sprawdzianem przed Igrzyskami Olimpijskimi w Atenach. Którzy z ciężarowców mają pewne miejsce w reprezentacji?

Ryszard Szewczyk, trener Budowlanych Opole i reprezentacji Polski:

- Pewni miejsca w samolocie do Aten mogą być: Marcin Dołęga, Paweł Najdek i Bartłomiej Bonk. Oczywiście pod warunkiem, że będą zdrowi. O pozostałe dwa miejsca rywalizuje aż czterech zawodników: Tadeusz Drzazga, Robert Dołęga, Grzegorz Kleszcz i Krzysztof Szramiak.

Cieszy nominacja Bonka. A jakie szanse na wyjazd ma drugi z opolan Krzysztof Szramiak?

- Cała czwórka ma równe szanse, zobaczymy, w jakiej będą formie. Już 2 lipca muszę podać skład. Niestety, przyjdzie czas wyboru i dwójka z nich będzie się musiała spakować i pojechać do domu.

Wśród wymienionych zawodników nie ma największej gwiazdy polskich ciężarów ostatnich lat, wicemistrza olimpijskiego z Sydney Szymona Kołeckiego.

- Na temat tego zawodnika wolałbym się już nie wypowiadać.

Jest Pan trenerem reprezentacji i Kołecki podlega przecież Pańskiej ocenie. W wypowiedziach prasowych Kołecki liczy jeszcze, że dostanie szansę, by walczyć o przepustkę do Aten.

- Facet od trzech lat nie był na żadnej imprezie mistrzowskiej. Na mistrzostwach Polski podszedł do śmiesznego ciężaru 165 kg i nie dał rady. W tej kategorii trzeba rwać od 175 kg w górę, inaczej nie ma czego szukać na pomostach, a zwłaszcza na olimpiadzie. Tyle mam do powiedzenia na ten temat.

Z jakimi szansami pojadą Polacy do Aten?

- Piątka, która tam się znajdzie, będzie miała za cel znalezienie się przynajmniej w ósemce. Oczywiście jeśli Bonk będzie na przykład dziewiąty, to nie będzie tragedii. Ma dopiero 20 lat, to jest zawodnik na olimpiadę w Pekinie. Ani PKOl, ani polski związek nie wyśle na imprezę, nie obrażając nikogo, kelnerów czy statystów.

Przed mistrzostwami mówił Pan, że Bonk powinien dźwignąć około 390 kg, zrobił dużo mniej, bo 377,5 kg.

- Bonk w kwietniu był na mistrzostwach Europy seniorów, w maju na mistrzostwach świata juniorów, w czerwcu na mistrzostwach kraju. Ten ostatni start musiał być słabszy. Jeśli będzie zdrowy i przepracuje solidnie okres przygotowawczy, to powinien podnieść około 385-390 kg. On jest wicemistrzem świata juniorów, ale do sukcesów w sporcie seniorów jest jak stąd do kosmosu.

Na wyniki w dwuboju powyżej 400 kg, jakie osiągał Kołecki, na razie nie ma szans.

- Możemy sobie tylko pomarzyć. Jednak jeśli Bonk popracuje solidnie, to w Pekinie za cztery lata stać go na walkę w ścisłej światowej czołówce o miejsca 1.-6. Na dziś jego kategorię wagową nazywa się kategorią śmierci, bo jest tam wielu świetnych zawodników.

Nie boi się Pan, że po Kołeckim i Grzegorzu Kleszczu odejdą z Opola kolejni?

- Wielu w kraju patrzy z zazdrością na to, co robimy. Na mistrzostwach Polski zdobyliśmy trzy złote medale na osiem możliwych. Gdybyśmy wysłali jeszcze dwóch juniorów, to i oni przywieźliby medale. Mamy potencjał. Nikogo na siłę trzymać nie możemy, jeśli ktoś dostaje w innym klubie więcej pieniędzy i jeszcze obiecuje się mu, że będzie więcej dźwigał przy mniejszym wysiłku, to trudno kogoś zatrzymać. A ja powtarzam: tylko praca i ciężkie treningi dają wynik.

To kolejna olimpiada, na której zobaczymy ciężarowca, a może dwóch, z Budowlanych Opole.

- Mam nadzieję, że nasze dobre wyniki pomogą nam w szukaniu kolejnych sponsorów, a ci, co z nami są, nadal pozostaną. Bez nich nie możemy istnieć. Mam nadzieję, że opolskie środowisko doceni wysiłek młodych sztangistów.