Afera korupcyjna Polaru - zatrzymano piłkarza Jacka S.

PIŁKA NOŻNA. Jacek S., kolejny piłkarz Polaru Wrocław, został zatrzymany wczoraj przez policję. Po południu za poręczeniem majątkowym zwolniono go oraz przebywającego w areszcie od środy Tomasza R. Obu postawiono zarzut korupcji. To pierwszy taki przypadek w polskim sporcie
Aferę korupcyjną w II lidze piłkarskiej ujawniliśmy w połowie maja, gdy jeden z piłkarzy Polaru przyznał klubowym działaczom, że niektóre ich mecze były sprzedane. Inni opowiadali, że otrzymywali korupcyjne propozycje od rywali, którzy chcieli kupić mecze od Polaru.

Podejrzane było spotkanie wrocławian z Zagłębiem Lubin, ale piłkarze informowali też o dziwnych telefonach dotyczących spotkań z Cracovią Kraków i Pogonią Szczecin. Niektórzy gracze sami oferowali sprzedaż meczu - tak miało być w przypadku Tłoków Gorzyce.

Jacek S. miał być zatrzymany już w środę, ale policji podano nieprawdziwy adres zawodnika i z zatrzymania nic nie wyszło. Z naszych informacji wynika jednak, że S. za pośrednictwem adwokata skontaktował się z prokuraturą i zapowiedział, że w czwartek sam się do niej zgłosi. Tak też się stało.

- Mogę jedynie potwierdzić, że zatrzymaliśmy do dyspozycji prokuratora kolejnego piłkarza Polaru - potwierdził nadzorujący śledztwo policji Tadeusz Potoka, szef Prokuratury Wrocław Psie Pole. - Nic więcej nie powiem, bo na tym etapie mogłoby zaszkodzić to śledztwu. Prawdą jest, że podobnie jak zatrzymanemu w środę podejrzanemu, tak i zatrzymanemu dziś przedstawiono zarzut korupcji w sporcie - podkreśla Potoka. - Nie wykluczamy kolejnych zatrzymań.

Jacek S. nie trenował z piłkarzami Polaru przez ostatnie dwa tygodnie. - Ta sprawa jest dla mnie za trudna. Żona cierpi z tego powodu - mówił nam pod koniec maja. Potem przyniósł do klubu zwolnienie lekarskie. W siedzibie Polaru zjawił się jednak w środę, już po tym, jak policja próbowała go zatrzymać. - Przyszedł po zaległą wypłatę. Był w fatalnym stanie. Mówił, że jest rozbity psychicznie i korzysta z pomocy psychologa - opowiada jeden z działaczy.

- Nie jestem zdziwiony, że akurat ci dwaj piłkarze znaleźli się w areszcie - mówi prezes Polaru Bogdan Ludkowski. - Tomasz R. był pewny siebie. Już po wyrzuceniu go z zespołu groził nawet trenerowi: "Chcesz jeszcze pracować w polskiej lidze?" - pytał. Wcześniej koledzy z wrocławskiej AWF przestrzegali mnie, że ci piłkarze będą handlować meczami. Nie uwierzyłem im. Mam nadzieję, że prokuratura będzie skuteczna, a z nas już idiotów nikt nie będzie robił - dodaje prezes. Wczoraj po południu za poręczeniem majątkowym w wysokości 10 tysięcy złotych wypuszczono z aresztu Tomasza R., a także Jacka S. Po badaniu lekarz stwierdził, że Jacek S. w takim stanie psychicznym nie może przebywać w izolacji. Obydwaj mają jednak zakaz opuszczania kraju. Zatrzymano też ich paszporty. Prokuratura nie zdecydowała się wystąpić do sądu o środek zapobiegawczy w postaci dłuższego aresztu. Nie zachodziła bowiem obawa, że podejrzany może się ukrywać. Nie zachodziła też groźba matactwa. Uznano, że jeśli do niego doszło, to już wcześniej, gdy piłkarze mieli nieskrępowaną możliwość kontaktowania się ze sobą i ustalania wersji zeznań.