Chorwacja - Francja 2:2. Blisko sensacji

To były cztery minuty, które wstrząsnęły wielką Francją. W porywającym spektaklu faworyt ocalał, ale supersensacja była tuż-tuż. W ostatnich sekundach Ivica Mornar chybił o włos z czterech metrów!
Kiedy Dado Prso wykorzystał kolejny błąd Marcela Desailly'ego, kiedy uderzył piłkę z całej siły, jakby chciał, żeby się rozpadła, chwile grozy przeżyli porządkowi. Chorwaccy kibice, chyba najgłośniejsi i najbardziej zwariowani na Euro, z obłędem w oczach rzucili się do barierek. Kilkunastu chciało wtargnąć na boisko. W ich sektorze na koronie stadionu zrobiło się pusto. Rozentuzjazmowany tłum zsunął się kilkanaście metrów w dół. Przed chwilą Chorwaci wyrównali, teraz już prowadzili 2:1! Ci sami Chorwaci, którzy zaczęli mecz na miękkich kolanach, których trzeba było po przerwie liczyć. A nuż ktoś ze strachu został w szatni?

Francuzi wygrywali wtedy ledwie 1:0, bo Zinedine Zidane jednego nie potrafi - podać do Zinedine'a Zidane'a. To był w czwartek długo fundamentalny problem Francji. Zidane uczestniczył w każdej akcji, Zidane każdą organizował, Zidane nie miał do przerwy jednego nieudanego kopnięcia, Zidane uparcie szukał wśród kolegów tego, który wziął sobie do serca słowa bodajże Tony'ego Cascarino: "Kiedy dostawałem od niego piłkę, truchlałem, że coś mi nie wyjdzie. Spaliłbym się ze wstydu".

Rodakom "Zizou" pewnie wybacza, bo wczoraj wstydu nie mieli. A to skiksował Sylvain Wiltord, a to nie zdążył Henry, a to pogubił się Trezeguet. Najbardziej żal niecelnego uderzenia głową Gallasa z kilku metrów. Zidane podawał mu piętą, odwrócony plecami. Już nikt na mistrzostwach nie miałby piękniejszej asysty.

Nie pomagali Francuzi, wyręczył ich Chorwat. Zidane uderzył z rzutu wolnego, piłka odbiła się od stopy Igora Tudora i wpadła do siatki. Zidane miał tyle kontaktów z piłką, że gdyby prowadzono taką statystykę, pobiłby wszelkie rekordy. Tylko Bobby Robson musiał kręcić głową. - Futbol musi przypominać tenis. Niech piłka nieustannie fruwa między jedną a drugą bramką, niech fruwa z szybkością światła, niech ludzi bolą szyje, niech przez 90 minut wyginają je to w lewą, to w prawą stronę. Nie dajmy im chwili wytchnienia! - mówił, a właściwie krzyczał w portugalskiej telewizji obecny na Euro angielski trener. W pełnym pasji wywiadzie wytykał kolegom po fachu nadmierną ostrożność, krytykował modne ustawienie z jednym napastnikiem, żałował, że mecze zbyt często rozstrzygają rzuty wolne i karne.

To jest jednak niemożliwe, gdy jednemu z zespołów nogi pęta strach. Kto pamięta butne wypowiedzi trenera Miroslava Blazevicia z mundialu w 1998 roku, kto pamięta, jak trąbił o Chorwatach jako faworytach (i miał rację, zdobyli brąz!), jak wytykano mu nacjonalistyczny ton, przed meczem mógł zbaranieć. Otto Barić chciał chyba odebrać piłkarzom ochotę do jakiegokolwiek oporu w starciu z trójkolorowymi, bo ogłosił, że pewnych graczy... oszczędzi, by uniknęli kontuzji i kartek przed decydującym spotkaniem z Anglią. - To nie będzie tragedia, jak przegramy - powtarzał, a jego piłkarze już w trakcie rozgrzewki sprawiali wrażenie kompletnie wyluzowanych. Wygłupiali się, zaprosili do gry "w dziada" maskotkę turnieju, niektórzy pozwolili jej nawet zakładać sobie "siatkę".

I w pierwszej połowie, nawet jeśli nacierali, to zbyt mizernymi siłami, by cokolwiek zdziałać. Trójkolorowi to widzieli i grali truchtem. Chyba czuli, że mit wielkiej Francji jest nieśmiertelny, kto wie, czy nie przerósł nawet klasy jej gwiazd.

Wystarczyła jednak pojedyncza akcja, by dr Jekyll zmienił się w Mr Hyde'a, by Chorwaci przeobrazili się w drużynę zdeterminowaną, walczącą z furią o każdą piłkę, odpowiadającą ciosem na cios. Robson musiał zacierać ręce. Natarcia z obu stron, szaleńcze chwilami tempo, ani chwili nudy. To było to!

Trener Santini chyba się spodziewał, że będzie łatwo. Od końca passy 19 meczów bez porażki uratowała go tylko kardynalna pomyłka Igora Tudora, dzięki której wyrównał Trezeguet. W końcówce Barthez nie wytrzymywał, nerwy gnały go aż do linii środkowej.

Santini i jego piłkarze dostali nauczkę. Na Euro nie wygrywa się na stojąco.



CHORWACJ - FRANCJA 2:2 (0:1)

BRAMKI:

Chorwacja: Rapaic 48. karny, Dado Prso 52.

Francja: Igor Tudor 22. samobójcza, David Trezeguet 64.

Składy

Chorwacja (4-4-2)

12-Tomislav Butina - 13-Dario Simic, 21-Robert Kovac Ż, 3-Josip Simunic, 22-Nenad Bjelica (68. 15-Jerko Leko Ż) - 20-Giovanni Rosso Ż, 5-Igor Tudor Ż, 10-Niko Kovac, 7-Milan Rapaic (87. 19-Ivica Mornar)- 9-Dado Prso, 11-Tomislav Sokota (73. 18-Ivica Olic).

Francja (4-4-2)

16-Fabien Barthez - 5-William Gallas (81. Willi Sagnol), 15-Lilian Thuram Ż, 8-Marcel Desailly, 13-Michael Silvestre - 4-Patrick Vieira Ż, 17-Olivier Dacourt Ż (79. 19-Benoit Pedretti), 11-Sylvain Wiltord (70. 7-Robert Pires), 10-Zinedine Zidane - 12-Thierry Henry, 20-David Trezeguet.

Sędzia

Kim Milton Nielsen (Dania)