Trener Marek Cieślak i klub WTS Atlas odwołali się od kar

Trener Marek Cieślak i klub WTS Atlas odwołali się od kar, jakie nałożyło na szkoleniowca Atlasu prezydium GKSŻ. - Nie czujemy się winni. Poza tym nie ma podstaw prawnych, by karać Marka - mówi prezes WTS-u Andrzej Rusko
Przypomnijmy. Trener Cieślak został ukarany przez prezydium GKSŻ za - zdaniem komisji - spreparowanie toru na mecz Atlas - Apator. Szkoleniowcowi Atlasu unieważniono licencję kierownika zawodów, ponadto musi zapłacić do kasy związku 3,5 tys. złotych. - Nie czujemy się winni. Poza tym nie ma podstaw prawnych, by w ten sposób karać Marka - mówi prezes WTS-u Andrzej Rusko. - Przecież w przepisach jest wyraźnie napisane, że za stan toru odpowiadają kierownik zawodów [Lucjan Korszek - red.] i toromistrz [Jan Choroś - red.], a nie Marek. Ukaranie naszego trenera świadczy tylko o prowincjonalizmie szefa sędziów Jerzego Kaczmarka. Inna sprawa, że to właśnie pan Kaczmarek przed meczem z Apatorem utrudniał nam przygotowanie toru, na dwie godziny przed jego rozpoczęciem nakazał przerwanie prac torowych. A teraz wnioskował o kary dla Marka.

WTS napisał jedno odwołanie, drugie wysłał do związku sam Cieślak. Strona wrocławska ma prawo odwołać się od decyzji prezydium do plenum GKSŻ (tworzą je prezydium i przedstawiciele wszystkich klubów). - Termin najbliższego plenum wypada na początek lipca, więc na ostateczne rozstrzygnięcia jeszcze poczekamy - tłumaczy Rusko. - Ponieważ jednak odwołaliśmy się w terminie, Marek nadal może być kierownikiem drużyny. Zresztą pełnił tę funkcję na ostatnim meczu z Włókniarzem. Nie zamierzamy też płacić kwoty 3,5 tysiąca złotych. W całej sprawie najbardziej dziwi mnie fakt, że tylko my dostajemy kary z klauzulą wykonalności, a inni dostają w zawieszeniu. Czekam teraz na protokół zebrań prezydium. Wtedy będę mądrzejszy. Dowiem się, który klub i w jaki sposób był karany. Bo na razie wychodzi, że to tylko Atlas karany jest surowo - kończy Rusko.