Rozmowa z Piotrem Gabrychem

Dla jednych Piotr Gabrych, dla innych "Gary". Ekscentryczny, enfante terrible polskiej ligi, wciąż zaskakuje. W wieku 32 lat były gracz Czarnych Radom zadebiutował w reprezentacji Polski
Jacek Bednarczyk: Widzę, że trzymasz w ręku 200 dolarów. To chyba kasa za przegrany mecz z Bułgarią?

Piotr Gabrych: W piątek dostałem 500. Zapewniam, że zwitek wyglądał znacznie lepiej. A poza tym miałem znacznie lepsze samopoczucie.

Pieniędzy może dużych nie zrobiłeś, ale są tacy, którzy myślą, że pracujesz systematycznie nad tym, by zostać liderem reprezentacji.

- Miło by było... Nie ukrywam, że przejawiam cechy przywódcze i może mógłbym je wykorzystać. Poczekajmy jednak z tym trochę. Koledzy muszą się do mnie przekonać. Dzisiaj dużo ważniejsze od szukania lidera jest dążenie do tego, by grać coraz lepiej. Musimy się więc skupić na poprawnym wykonywaniu poszczególnych elementów - ataku, przyjęciu, zagrywce, a przede wszystkim realizowaniu założeń taktycznych. Jest jeszcze druga strona medalu. W kadrze jestem nowy. Są zawodnicy legitymujący się stażem zagranicznym, którzy mają większe od mnie doświadczenie. Szukanie lidera na siłę to dziecinada. Niech każdy robi więc swoje.

Rozdajesz autografy na lewo i prawo. Dużo się o Tobie mówi i czyta. Jesteś gwiazdą?

- Cieszy mnie to, że kibice potrafią docenić moje umiejętności. Niezbędna w tym wszystkim jest powściągliwość i trzeźwa ocena sytuacji. W sporcie liczy się przede wszystkim wynik. Z Bułgarią wyszliśmy na remis, a graliśmy przecież u siebie. Nie wyglądało to więc najlepiej. Co do mojej postawy, to wiele zależy od rozgrywającego. Paweł Zagumny zaufał mi, dostałem wiele piłek.

Byłeś najskuteczniejszym graczem dwumeczu z Bułgarią. Trener Krzysztof Kowalczyk mówił, że byłeś w rewanżu najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny. W sumie nazbierałeś aż 38 punktów!

- O, tego nie wiedziałem...

Zadebiutowałeś w reprezentacji w wieku 32 lat. Nie jest to chyba najlepszy okres w karierze sportowca, by snuć jakieś wielkie plany?

- Ja nie myślę o wieku. Uważam, że mogę osiągnąć coś w tej materii i zagrać jeszcze kilka niezłych spotkań. Oczywiście, zastanawiam się często nad swoją wydolnością, możliwościami organizmu. Nie jest chyba z tym tak źle. A co do debiutu? Myślę, że moją postawą w ostatnim sezonie ligowym wywalczyłem sobie miejsce w reprezentacji.

Jak z perspektywy czasu oceniasz lata gry w Radomiu?

- Od tego miasta rozpoczęła się promocja mojej osoby. Z Czarnymi zdobyłem Puchar Polski. Występowałem w rozgrywkach europejskich. W Radomiu rozpocząłem grę na pozycji przyjmującego. Było to dla mnie nowe doświadczenie, które dziś procentuje. Nie był to więc stracony okres.

Nawet jeśli przypomnimy Twoje naganne zachowanie wobec trenerów i kolegów w Olsztynie i Częstochowie?

- To były śmieszne i złe momenty, do których nie chcę dziś wracać.

Wszyscy wiedzą, że w każdej chwili emocje mogą wziąć u Ciebie górę. Z drugiej jednak strony trenerzy i kibice rzeczywiście nie chcą chyba pamiętać Twoich złych stron?

- Miałem w życiu parę zakrętów, pojawiały się też dołki. Leżało to chyba gdzieś w psychice. Udowadniałem sobie wielokrotnie, że potrafię grać. Problemy jednak wracały. Myślę, że dziś jest we mnie więcej luzu i spokoju wewnętrznego. Chyba przynosi to efekty.

W Portugalii ropoczęły się ME w piłce nożnej. Komu kibicujesz?

- Mam kilku faworytów, ale prawdę mówiąc jestem zbyt pochłonięty tym, co dzieje się wokół mnie, kadry i nie mam zbyt wiele czasu interesować się szczegółowo imprezą. Prawdę mówiąc nawet nie wiedziałem, że rozpoczęły się mistrzostwa. Powiem tylko tyle, że z piłką nożną mam miłe wspomnienia z ostatnich dni. Wracając z turnieju kwalifikacyjnego w Porto, w samolocie lecieliśmy wraz z piłkarzami FC Porto. Mam wspaniałą pamiątkę z tego spotkania. Piłkę z podpisami wszystkich zawodników. Ma ona dla mnie szczególną wartość.

Pojedziesz na olimpiadę do Aten?

- Będę walczył i udowadniał trenerom, że powinni mnie tam zabrać. Grając przed laty w Czarnych Radom walczyliśmy w pucharze Europy z AEK Ateny. Grecja to piękny kraj i chciałbym tam pojechać nie tylko jako turysta.