I liga piłki nożnej: Górnik Zabrze - Górnik Łęczna 0:1

W ten sposób kibiców nie zaprosimy na nasz stadion - zdegustowany mówił po wtorkowym meczu w Zabrzu trener gospodarzy Werner Liczka. Jego zespół przegrał z Górnikiem Łęczna 0:1
Ostatni mecz zabrzan przed własną publicznością był wyjątkowo kiepskim widowiskiem, ciekawiej było w stadionowych kuluarach i w loży honorowej. Na Roosevelta pojawili się m.in. Edward Lorens i Waldemar Fornalik. Niewykluczone, że obserwowali zespół z Łęcznej, bo tam po sezonie zmiana szkoleniowca jest przesądzona. Na trybunach był też Marek Kostrzewa, który według plotek miałby poprowadzić zespół z Łęcznej wspólnie z Bogusławem Kaczmarkiem.

Przed pierwszym gwizdkiem odbyło się uroczyste pożegnanie Michała Probierza, który po siedmiu latach gry w Zabrzu zdecydował się na rozstanie z klubem. - Czasami trzeba coś zmienić w swoim życiu. Z Zabrzem jestem jednak związany na dobre i na złe - powiedział doświadczony pomocnik. Od kierownictwa klubu Probierz otrzymał wielki bukiet, a kibice wręczyli mu szalik, kwiaty, a w trakcie meczu rozwinęli ogromny transparent: "Są ludzie, którym należy się szacunek - Michał Probierz".

Mecz w Zabrzu oglądali też m.in. prof. Zbigniew Religa, były prezydent miasta Roman Urbańczyk oraz grupa dziennikarzy z Anglii. Ci ostatni co chwila ziewali, bo spotkanie było nudne, pełne błędów i niedokładnych zagrań. O dziwo, goście z Łęcznej, którzy przegrali sześć poprzednich spotkań, radzili sobie lepiej. Na polu karnym gospodarzy co jakiś czas dochodziło do niebezpiecznych sytuacji, obrońcy zupełnie się nie rozumieli. Debiutujący w pierwszym składzie Tomasz Laskowski był w tej sytuacji czołowym graczem zabrzan. W pierwszej połowie tylko znakomite interwencje 20-latka uratowały Górnik przed stratą gola. Gospodarze atakowali rzadko, bez większego przekonania. Najlepszą okazję miał Michał Chałbiński, który pod koniec pierwszej połowy strzałem przewrotką zagroził gościom. W drugiej części gra była podobna, z tym, że goście objęli prowadzenie. Paweł Wojciechowski zagrał ręką w polu karnym, a przy jedenastce ambitny Laskowski nie miał nic do powiedzenia. - To już mój drugi mecz w lidze i drugi gol puszczony z karnego. Będę musiał poćwiczyć te jedenastki - kręcił głową.

W ofensywnych poczynaniach zabrzan brakowało ognia (zawodził zwłaszcza Bułgar Dymitar Makriew), jedynie Brazylijczyk Joao Paolo próbował odmienić losy meczu. Jego potężne uderzenie z rzutu wolnego tuż przed końcem desperacką obroną wybił nieźle spisujący się Robert Mioduszewski. Trener gości odetchnął. - Ten wynik to dla nas balsam po serii poprzednich porażek - cieszył się Jacek Zieliński.

W innym nastroju był czeski szkoleniowiec Górnika. - Co tu mówić o grze. Brakowało przede wszystkim ambicji, zaangażowania i serca - żałował Liczka.