Piłkarze Zagłębia Sosnowiec awansowali do II ligi

Zagłębie Sosnowiec jest od soboty drugoligowcem! Sosnowiczanie wrócili na zaplecze ekstraklasy po dwóch latach przerwy.


Wiadomo też, że III ligę opuszczą minimum trzy drużyny. Może ich spaść maksymalnie pięć, ale tylko w przypadku, jeśli Śląsk Wrocław nie awansuje, a Piast Gliwice (lub Ruch Chorzów) zagra w barażach o utrzymanie w II lidze i je przegra.

MK Górnik - Zagłębie 0:2



Piłkarze Zagłębia przypieczętowali awans, zwyciężając na boisku Górnika MK Katowice, a cieszyło się z nimi blisko 500 kibiców - niezorganizowanych rzecz jasna - bo tylko takich wpuszczali na trybuny porządkowi.

Mimo że policja legitymowała fanów Zagłębia już w Sosnowcu, ci tak dotarli do Kostuchny. Pierwsza grupa znalazła się na trybunach już przed dziesiątą, a wyszła z... lasu od strony Tychów. Policja spisała wszystkich "partyzantów", ale pozostawiła ich na miejscach.

Fani Zagłębia radzili na internetowym forum klubu, jak uniknąć zatrzymania przez policję. - Gdy będą was legitymować, mówcie, że jedziecie do Wyższej Szkoły Humanistycznej na Murckach, to niedaleko - radzili życzliwi. Pojawił się też pomysł, żeby na mecz jechać rowerami.

W konspirację zabawili się też sami piłkarze Zagłębia, którzy przyjechali na mecz autobusem z olkuskimi rejestracjami.

Jedyną zorganizowana grupą, która dostała się na stadion, było grono działaczy, z prezesem Ginacarlo Motto na czele. - Jest nas 11! Jakby trener Tochel miał problemy z wystawieniem składu, służymy pomocą - żartowała Anna Grodecka, członkini zarządu klubu. Pani Ania miała przed meczem złe przeczucia. - Fety chyba nie będzie. Śniło mi się, że przegramy 1:2 - wieszczyła. Piłkarze Zagłębie nie mieli jednak nocnych koszmarów i pewnie wypunktowali rywala.

- My już myślimy o drugiej lidze, w tej sytuacji ciężko zmobilizować zespół, żeby zagrał na sto procent. Widowisko na pewno na tym cierpi - mówił Krzysztof Tochel, trener Zagłębia.

Obie bramki sosnowiczanie zdobyli w doliczonym czasie gry pierwszej i drugiej połowy. Pierwsza bramka to zasługa Jakuba Dziółki, pomocnika MK, który nieporadnie zgrał piłkę głową wprost pod nogi Marcina Lachowskiego. Pomocnik Zagłębia uderzył z 16 m i było po sprawie. - Jedna z ładniejszych bramek, jakie strzeliłem. Cóż, czasami wyjdzie... Dziółka świetnie zgrał mi tę piłkę. W przerwie podziękowałem mu za to podanie i przybiłem piątkę - żartował Lachowski, który zaczął mecz jako napastnik, a skończył w linii pomocy. - Wolę grać w drugiej linii. Lubię zagrać do przodu, rozpędzić się - przekonywał.

Druga bramka to już zasługa Radosława Bugaja, który przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, ograł obrońców i wyłożył futbolówkę Mariuszowi Ujkowi przed pustą bramkę. Po zdobyciu gola sędzia zdążył jeszcze tylko wznowić grę i na murawę wbiegło kilkuset fanów Zagłębia.

Kibice w mgnieniu oka rozebrali piłkarzy z koszulek, getrów, ochraniaczy, niektórzy wracali do szatni tylko w majtkach, obowiązkowo mokrzy od szampana.

- Kibice zerwali ze mnie koszulkę. Prosiłem zostawcie mi chociaż spodenki. Posłuchali, oddali - uśmiechał się Lachowski, który trzymał sportowe spodenki w ręce. - Chcesz zapłacić karę?! W jakim stroju udzielasz wywiadów - pokrzykiwał na niego Tochel.

Zwycięstwo Zagłębia jednocześnie przesądziło o spadku zespołu z Katowic do czwartej ligi.

- Nie mieliśmy zawodników, którzy mogliby obronić trzecią ligę dla Kostuchny. Na ławce rezerwowych sami młodzieżowcy, a w meczach, które decydują o utrzymaniu, liczy się przecież doświadczenie - mówił Sebastian Stemplewski, libero MK.

Sebastiana pocieszał młodszy brat Patryk, który dla odmiany cieszył się z awansu. - Pierwszy raz zagrałem przeciwko bratu. To fajne uczucie, szkoda tylko, że na sam koniec. Brat awansuje, ja spadam. Takie życie. Ja przeżyłem z Zagłębiem trzy awanse, brat dopiero pierwszy - mówił starszy z braci.

Górnik MK Katowice 0

Zagłębie Sosnowiec 2 (1)

STRZELCY BRAMEK

Zagłębie: Lachowski (45.), 0:2 Ujek (90.).

SKŁADY

Górnik MK Katowice: Sławik - Gontarz (69. Orlik), S. Stemplewski, Czyżo Ż - Muszalik, (72. Markiewicz), Ostrowski, Dziółka Ż, Baucz, Bieroński Ż - Folga (75. Kukułka), Maroszek.

Zagłębie: Kurdziel - J. Rak (63. Bugaj), Studziński (69. Jajeśniak), Treściński, Antczak - Skrzypek (75. Gręda), P. Stemplewski (82. Twardawa), Malinowski, Łuczywek - Ujek, Lachowski.

Sędziował: Grzegorz Dubiel (Kraków), widzów: 500.



Dla Gazety

Dawid Skrzypek, pomocnik Zagłębia

Bardzo się cieszymy. Żałujemy tylko, że stadion Górnika jest taki mały i nie mógł pomieścić większej liczby naszych kibiców. To już mój trzeci awans z Zagłębiem, trzeci z trenerem Tochelem, to niesamowite uczucie. Trudno wyrazić słowami, co czuję. Radość narastała w nas od wygranego meczu ze Śląskiem Wrocław, dziś postawiliśmy kropkę nad i. Cztery lata temu, gdy pierwszy raz wchodziliśmy do drugiej ligi, radość była jednak większa. Wtedy wszystko było na styk, awans ważył się właściwie do ostatniego meczu.

Marcin Lachowski, pomocnik Zagłębia

To mój pierwszy awans w karierze. Smakuje wyjątkowo, a już najbardziej ten szampan (śmiech). Za rok trzeba będzie to powtórzyć. Cieszymy się bardzo, a to jeszcze nie koniec radości. Będziemy się bawić, dziś, jutro, pojutrze. Był czas na pracę, teraz przyszedł czas na zabawę. Każdy zespół po awansie trzeba wzmocnić. Znam wiele przykładów zespołów, które grały w wyższej lidze starym składem i albo ich nie ma, albo spadły.

Żaden zespół bez wzmocnień w wyższej lidze nie podoła. To, że jest dobra atmosfera, że się lubimy, to fajnie, ale wzmocnienia muszą być. To jest pozytywne. Jak jest konkurencja w drużynie, to tylko zwiększa się motywacja do gry, treningu. Jestem związany z Zagłębiem jeszcze dwuletnią umową, ale kontrakt podpisywałem na grę w trzeciej lidze. Propozycje z innych klubów? Może są, a może nie... Nie ukrywam jednak, że chcę zostać w Sosnowcu.

Wojciech Rudy, dyrektor klubu

To mój pierwszy awans w życiu. Jako piłkarz wszedłem do drużyny pierwszoligowej, z którą nigdy nie spadłem ani nie awansowałem. Gratuluję piłkarzom, bo to przede wszystkim ich zasługa. Działacze dbają o sprawną organizację, oni - o sukces na boisku. Druga liga to pewno nowe wyzwania. Nie boimy się ich, jesteśmy gotowi, żeby się z nimi zmierzyć. Powoli budujemy zespół na nowy sezon. Uzgodniliśmy warunki kontraktu z Dawidem Skrzypkiem, w poniedziałek podpiszemy umowę.

Cały czas rozmawiamy z Mariuszem Ujkiem. Szansa, że Ujek podpisze kontrakt, jest zawsze, dopóki jedna strona nie powie "nie". Ujek marzy o grze w pierwszej lidze, zresztą każdy piłkarz chyba o tym marzy. Jeżeli będzie miał propozycję z ekstraklasy, to my go nie będziemy trzymać na siłę. Jego odejście będzie dla klubu osłabieniem, ale rozwój zawodnika też jest ważny.

not. tod



Mówi Krzysztof Tochel

Na Ronaldo kasy nie ma

Wojciech Todur: Który to już awans?

Krzysztof Tochel, trener Zagłębia: Czwarty! Awansowałem z Zagłębiem w pierwszym, trzecim, piątym, a teraz w siódmym roku pracy. Był jeszcze awans z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, ale to był tylko przerywnik.

Awans był już pewny od kilku tygodni. Dlatego nie jest taki super, trochę odgrzewany. Czuję olbrzymią satysfakcję, pracowaliśmy na ten sukces dwa lata. Najważniejsze, żeby teraz nie zatrzymać się i pracować dalej. Żeby nie powtórzyło się to samo, co stało się z Zagłębiem po pierwszym awansie do drugiej ligi.

Czy ten zespół jest silniejszy od drużyny, która cieszyła się z awansu cztery lata temu?

- Trzon drużyny na pewno jest silniejszy. Jest więcej piłkarzy, którzy myślą na boisku. A w drugiej lidze trzeba nie tylko dobrze grać w piłkę, ale i myśleć.

Kiedy następny awans? Za rok?

- To nie jest takie proste. Można awansować, mieć wielkie ambicje, a w konsekwencji spaść niżej, rozpieprzyć klub. Do wszystkiego trzeba się przygotować. Pieniądze muszą być nie tylko na transfery, ale także na odżywki, badania, zgrupowania, sprzęt. Trener nawet jak bardzo dobrze przygotuje zespół, to jest to tylko 60 proc. sukcesu, reszta to sprawna organizacja.

Ponoć właściciel klubu Francesco Cimminelli pogratuluje drużynie sukcesu osobiście.

- Prezes przyjedzie do Sosnowca 14 czerwca.

Przywiezie walizkę pieniędzy?

- Nie ma szans. Budżet, tak jak zawsze, jest już określony. Prezes Motto zawsze powtarza: Tochel, możesz sobie kupić tego, tego i koniec. A potem chociażby Ronaldo przyszedł, to na niego już kasy nie ma. Nie działamy na wyrost. Muszę skrzętnie wybierać między zawodnikami.

Rozmawiał Wojciech Todur



Nieoficjalnie

Kontrakt z Zagłębiem podpisał już Wojciech Małocha, 31-letni środkowy napastnik, który grał ostatnio w Koronie Kielce. Trener Tochel cały czas zachęca do podpisania kontraktu w Sosnowcu Jacka Berensztajna z RKS Radomsko.





Promień - Polonia B. 0:1

Ostatnio piłkarze z Żar nie grali za dobrze, co sprawiło, że szybko zbliżyli się do strefy spadkowej. W tej sytuacji kibice Promienia oczekiwali, że w meczu przeciwko też nie do końca pewnej utrzymania Polonii Bytom podopieczni Wojciecha Drożdża zrobią wszystko, żeby wygrać. Gospodarze zrobili jednak wszystko, żeby nie zdobyć tych tak ważnych punktów.

Początek meczu należał do gości. Bytomianie dość łatwo przedzierali się przez obronę gospodarzy, w której w sobotę zabrakło pauzującego za żółte kartki Aleksandra Broniszewskiego. To właśnie po błędach obrońców Promienia na początku spotkania Mirosław Wania i Piotr Lasyk omal nie pokonali Tomasza Kowalczyka.

Po 20 minutach gospodarze uspokoili grę i również zaczęli zagrażać bramce rywala. Świetną sytuację miejscowi mieli w 26. min. Andrzej Tychowski dograł piłkę na pole karne do Łukasza Czyżyka. Ten bez namysłu uderzył na bramkę. Marcin Suchański najpierw wybił piłkę przed siebie, ale za chwilę miał ją w rękach.

Wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem. Tymczasem w 30. min, po błędzie Andrzeja Tychowskiego, Polonia przeprowadziła błyskawiczny kontratak. Piłka trafiła na prawą stronę boiska do Daniela Tukaja. Ten zagrał na pole karne, gdzie obrońcom uciekł Marek Szemoński, który nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem Promienia.

Jeszcze przed przerwą znakomitą okazję do wyrównania miał Łukasz Czyżyk, który strzelał głową z 5 m, ale piłka przeleciała obok bramki.

Na początku II połowy mecz nadal był wyrównany, ale od 65. min przewagę osiągnęli gospodarze, którzy raz za razem gościli na polu karnym bytomian. Tam jednak brakowało im dokładności i przede wszystkim zdecydowania w wykończeniu akcji. Drużyna z Żar nie wykorzystała również liczebnej przewagi. Od 71. min Polonia grała w osłabieniu, ponieważ drugi raz żółtą kartką ukarany został Paweł Byrski.

- Nie rozumiem, jak można było przegrać tak ważny mecz, tym bardziej że był rozgrywany na naszym boisku - dziwił się po spotkaniu szkoleniowiec gospodarzy. - Nieudolność i brak skuteczności moich piłkarzy była przerażająca - dodał.

Promień Żary0
Polonia Bytom1 (1)
Strzelec bramki

Szemoński (30.).

Składy

Promień: Kowalczyk - Tychowski, Kozioła, Kopernicki - Siemiński (58. Świdkiewicz), Jakubik Ż (71. Łabul), Dudek, Morawski, Kopczyński (46. Kocur Ż) - Giza (78. Dewo), Czyżyk.

Polonia B.: Suchański - Byrski Ż CZ (71.), Komar, Zajas - Brehmer (66. Osmulski), Brosz Ż, Lasyk Ż, Mużyłowski (82. Zachnik), Wania - Szemoński Ż (75. Marek), Tukaj.

CeKon



Odra - Walka 1:1

Już dawno na stadionie w Opolu nie było tak mało widzów jak w sobotę. Ci, którzy jednak przyszli na mecz Odry z Walką Zabrze, zobaczyli walczących z determinacją, grających w dziesiątkę gospodarzy, którym nie udało się odnieść kolejnego zwycięstwa na własnym boisku. Po 16 kolejnych meczach w Opolu, z który 14 wygrali gospodarze, a dwa razy zwyciężali goście, padł remis.

Słaba postawa w meczach wyjazdowych wiosną, mało atrakcyjny rywal i niepewna pogoda sprawiły, że na trybunach były takie pustki jakie w ostatnich latach się nie zdarzały na opolskim stadionie. Cóż, piłkarze Odry są sami winni takiej frekwencji. Sami są winni również tego, że nie wygrali w sobotę. Przeszkadzał im w grze sędzia Wiesław Piotrowicz z Wrocławia, ale faktem pozostaje, że ze słabym rywalem z Zabrza powinni sobie poradzić. Skoro się jednak nie wykorzystuje takiej okazji do strzelenia bramki, jaką miał w 5. min Piotr Sobotta, to trudno liczyć na trzy punkty. - Nie mogę mieć pretensji do moich zawodników, jeśli chodzi o zaangażowanie i grę. Szkoda wysiłku drużyny, bo skończyło się tylko remisem, a to absolutnie nie może nas satysfakcjonować. Walka grała antyfutbol i ich jedynym celem było kopanie po nogach moich piłkarzy. Zabrakło trochę szczęścia, które w tym sezonie sprzyjało nam na własnym boisku. Niestety, trzeba też przyznać, że sędzia swoimi dwiema decyzjami wypaczył wynik meczu - mówił trener Odry Dariusz Kaniuka.

On i kibice wzburzyli się już w 4. min meczu. Sędzia nie uznał wtedy bramki Tomasza Lisińskiego. Kwadrans później arbiter pokazał czerwoną kartkę bramkarzowi Odry Jakubowi Belli za faul poza polem karnym. Decyzje zupełnie niezrozumiałe, ale w przypadku czerwonej kartki Bella sam sprokurował tę sytuację. - Faulu absolutnie nie było, ale niepotrzebnie wychodziłem z bramki. Mogę tylko przeprosić kolegów z drużyny, trenera i kibiców za to, że osłabiłem zespół. Strasznie żałuje, że nie zagram ze Śląskiem we Wrocławiu. Tak czekałem na ten mecz - mówił smutno bramkarz Odry. Do bramki wszedł rezerwowy Mateusz Kall, który przez ostatnie dwa tygodnie nie trenował. Po operacji przegrody nosowej przebywał bowiem w szpitalu. Mimo to spisywał się przyzwoicie.

Mimo osłabienia to nadal opolanie dominowali na boisku. Bardzo dobry mecz rozgrywał Krystian Golec, aktywni byli Sobotta i Marcin Rogowski. Ten drugi wpisał się na listę strzelców po idealnym podaniu Daniela Rychlewicza. Prowadzenia piłkarzom Odry nie udało się utrzymać. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Marcina Szmieszka pięknym strzałem z ostrego kąta popisał się Krystian Sosna. Ten sam zawodnik mógł zdobyć jeszcze jedną bramkę, ale nieczysto trafił w piłkę po kolejnym dośrodkowaniu z rogu. Odra sytuacji do zdobycia bramki w II połowie miała kilka. Dobrze w bramce spisywał się jednak Daniel Piechota. W pięknym stylu obronił m.in. strzał głową Łukasza Ganowicza w końcówce meczu.

Liczba Odry

399 - tyle dni minęło od jej ostatniego remisu na własnym stadionie. Był to mecz z Nysą Zgorzelec w 23. kolejce poprzednich rozgrywek. W 16 kolejnych spotkaniach przy Oleskiej zwyciężała Odra 14 razy lub goście: Włókniarz Kietrz i Zagłębie Sosnowiec.

Odra Opole1 (0)
Walka Zabrze1 (0)
Strzelcy bramek

Odra: Rogowski (56.).

Walka: Sosna (65.).

Składy

Odra: Bella CZ (19.) - Jagieniak, Lisiński (80. Jacek), Ganowicz, Waga, Rogowski, Golec, Wodniok (69. Sieńczewski), Rychlewicz Ż (79. Kapolka), Tyc (20. Kall), Sobotta.

Walka: Piechota Ż - Gałecki (81. Woźny), Sieczka Ż (87. Świetlicki), Okoń, Kusiak Ż - Szmieszek Ż CZ (69.), Domagała (46. Kocur), Musiał (90. Kowalski), Sala - Sosna Ż, Dolny.

Marcin Sagan



Chrobry - Rozwój 1:5

W bardzo ważnym dla obydwu jeszcze niepewnych utrzymania drużyn meczu Rozwój wysoko wygrał w Głogowie. Nie wiadomo, czy po tej dotkliwej porażce piłkarzy Chrobrego w ostatnich dwóch spotkaniach poprowadzi trener Wiesław Pisarski.

Początkowo nic nie wskazywało na to, że gospodarze mogą przegrać. W pierwszych minutach głogowianie bowiem przeważali i co chwilę stwarzali sytuacje pod polem karnym gości. W 22. min udało im się nawet zdobyć gola. Po faulu na Sebastianie Tomasiaku w polu karnym gości sędzia podyktował jedenastkę, którą na gole zamienił Paweł Żmudziński. Wydawało się, że kolejne bramki dla gospodarzy będą kwestią czasu. Tymczasem już w 26. min było 1:1. Goście wyprowadzili szybki kontratak, piłka trafiła do Krzysztofa Buffiego, a ten mocnym strzałem po raz pierwszy pokonał Sławomira Cupera. Bramkarz Chrobrego dwie minuty później znów zmuszony był ponownie wyciągać piłkę z siatki. Tym gola dla Rozwoju strzelił... głogowski obrońca Bartosz Groffik, który tak niefortunnie próbował podawać do Cupera, że trafił do własnej bramki.

Po przerwie mecz miał już wybitnie jednostronny przebieg. Gospodarze grali fatalnie, nie potrafili stworzyć żadnej groźnej sytuacji pod bramką Rozwoju. Goście natomiast nie zamierzali bronić wyniku, grali bardzo ofensywnie, czego efektem były trzy kolejne gole.

Chrobry Głogów1 (1)
Rozwój Katowice5 (2)
Strzelcy bramek

Chrobry: Żmudziński (22., karny).

Rozwój: Buffi (26., 53.), Groffik (28., samobójcza), Polarz (50., karny), Wróbel (70.).

Składy

Chrobry: Cuper - Piróg, Smolin, Buczek (71. Opałacz), Groffik, Żmudziński (69. Pieniążek), Trznadel, Sybis (46. Węglarz), Tomasiak, Pojnar (65. Bukraba).

Rozwój: Kolonko - Will, Polarz, Witek, A. Bosowski - Skoczylas, M. Bosowski (69. Szybielok), Tomczyk, Rajman - Buffi, Wróbel.

dk



Lech - Carbo 5:2

Ostatnie mecze z udziałem piłkarzy Lecha to prawdziwy rarytas dla tych, którym piłka kojarzy się wyłącznie z dużą liczbą strzelonych bramek. W czterech ostatnich pojedynkach zielonogórzan kibice obejrzeli aż 20 bramek.

W sobotę ekipa Carbo Gliwice mocno "pomogła" Lechowi w zwycięstwie. W I połowie gliwiczanie ani razu nie zmusili do pracy Roberta Kitowicza. - W tej części graliśmy statycznie i asekuracyjnie - skomentował trener gości Zygmunt Kajda. Zielonogórzanie widząc, że gliwiczanie nie mają ochoty na zdobywanie goli, postanowili sami sobie... uprzykrzyć życie. Sporo niezrozumienia na boisku, wzajemne pretensje o niecelne podania - tak wyglądały pierwsze minuty. Swoich piłkarzy musiał z ławki uspokajać trener Marek Czerniawski. Trenerskie reprymendy przyniosły efekt. W 26. min gola zdobył Krzysztof Jutrzenka. Piłkarz Lecha dostał piłkę przed polem karnym, "wjechał" z nią na 15. m i strzałem lewą nogą nie dał szans bramkarzowi gości Michałowi Dyjasowi. Cztery minuty później było już 2:0. Po świetnej akcji Krzysztofa Cierniaka i Andrzeja Sawickiego gola zdobył ten drugi.

W II połowie przebudzili się przyjezdni. Zmiany w ekipie Carbo spowodowały, że gliwiczanie wyraźnie ożywili się. W tym samym czasie trener Czerniawski postanowił odmłodzić zespół. Od 52. min w Lechu panowała równowaga - pięciu młodzieżowców i pięciu seniorów w polu. Carbo tego meczu bez walki oddać nie chciało, już w 62. min powinna paść bramka dla gliwiczan. Dariusz Zawadzki był jednak na tyle zaskoczony dobrym dośrodkowaniem swojego kolegi, że przeniósł piłkę nad poprzeczką. To było pierwsze ostrzeżenie dla zielonogórzan. Ale gospodarze nie wzięli sobie tego do serca i dalej grali radosny futbol. W 69. min Krzysztofa Jutrzenkę ograł Michał Kołodziej, dośrodkował piłkę na pole karne, a tam obrońcy Lecha... wbili ją do własnej bramki. Zrobiło się nerwowo i - jak przyznał po spotkaniu trener Carbo - w tym momencie jego drużyna powinna była zwolnić i dać się "wyszumieć" Lechowi. Gliwiczanie nie chcieli jednak czekać, to się zemściło. Dwa błyskawiczne wyjścia do przodu zielonogórzan rozwiały wątpliwości, komu należą się trzy punkty. Raz jeszcze Andrzej Sawicki i dwukrotnie Wojciech Okińczyc zdobyli bramki dla gospodarzy. Carbo z honorem pożegnało się z Zieloną Górą po bramce Dariusza Zawadzkiego tuż przed końcem meczu.

Lech Zielona Góra5 (2)
Carbo Gliwice2 (0)
Strzelcy bramek

Lech: Jutrzenka (26.), Sawicki (30., 72.), Okińczyc (74., 85.).

Carbo: Jasiński (69., samobójcza), Zawadzki (89.).

Składy

Lech: Kitowicz - Jasiński, Adamczak, Jutrzenka - Pochylski, Zych (50. Świtaj), Wolak (46. Wierzbicki), Maślenik (46. Topolski), Gnatowicz - Sawicki, Cierniak (52. Okińczyc).

Carbo: Dyjas - Mirga, Staniek, Zawadzki - Chojnowski, Wolański (59. Morawski), Kołodziej (76. Krzywko), Czaja (32. Filipowicz), Grabowski Ż - Pielka (46. Pluta), Bieniaszewski.

Filip Czyszanowski



W pozostałych meczach:

Polonia Słubice2 (0)
Śląsk Wrocław1 (0)
Strzelcy bramek

Polonia S.: Kawczyński (50.), Dzwończyk (71.).

Śląsk: Kowalczyk (52.).



Włókniarz Kietrz2 (0)
Swornica Czarnowąsy0
Strzelec bramek

Jasiński (54., 60.).



W meczu rozegranym w czwartek:

Miedź Legnica2 (0)
Ruch Radzionków1 (0)
Strzelcy bramek

Miedź: Szewczuk (75.), Kupis (89.).

Ruch: Pajączkowski (85.).



1. Zagłębie287463:20
2. Śląsk286266:27
3. Włókniarz284642:31
4. Odra284633:28
5. Miedź284536:30
6. Lech284340:38
7. Ruch283929:28
8. Polonia B.283830:27
9. Rozwój283730:36
10. Walka283635:35
11. Chrobry283432:32
12. Promień283328:29
13. Polonia S.283130:53
14. Górnik MK282630:46
15. Swornica281818:50
16. Carbo281613:45