Jak Sergiej Bubka spędził sobotę w Szczecinie

Zanim car tyczki, gość honorowy sobotniego II nocnego mityngu skoku o tyczce, zasiadł, aby obserwować konkurs na pl. Zamenhofa, po kolei wypełniał wszystkie punkty w planie swojego pobytu
Do Goleniowa przyleciał w piątek przed północą. Czarnym, terenowym mercedesem pojechał prosto do szczecińskiego hotelu Atrium. W sobotę rano car tyczki pojawił się na stadionie lekkoatletycznym przy ul. Litewskiej. Tam uczestniczył w oficjalnym otwarciu integracyjnych mistrzostw Polski (niepełnosprawni i wieloboiści).

Ubrany na sportowo w towarzystwie swojego byłego trenera Witalija Pietrowa ruszył w kierunku zeskoku do tyczki, gdzie kilka minut po godz. 10 trening przeprowadzała Monika Pyrek (MKL Szczecin). Nasza rekordzistka Polski nie miała zbyt wesołej miny, bo jak tu dobrze wypaść przed Bubką, gdy po rozbiegu biega grupa fotoreporterów, kamerzystów, dziennikarzy i fanów przemieszczających się krok w krok za skoczkiem. Sześciokrotny mistrz świata każdemu dał autograf i pozował do zdjęć.

Kiedy po kilku minutach trenerowi Moniki Pyrek, Wiaczesławowi Kaliniczence udało się "oczyścić teren", przygotowująca się do pierwszego międzynarodowego startu w światowej obsadzie (8 marca w Ostrawie) zawodniczka mogła rozpocząć trening. W skupieniu słuchała porad Bubki i Pietrowa. Potem zgodnie z planem wykonała pięć skoków.

- Najważniejsze jest mocne wybicie. Musisz być bardziej dynamiczna w ostatniej fazie rozbiegu - dzielił się swoimi spostrzeżeniami mistrz.

Nasza zawodniczka z dużą uwagą przysłuchiwała się Bubce, a ten ją chwalił. - Monika to bardzo utalentowana zawodniczka. Przyszłość przed nią - stwierdził Bubka po treningu.

- Jest mi nawet trochę głupio przed zawodnikami, że tu taki tłum, chociaż to tylko trening, a oni tam walczą w mistrzostwach Polski - mówiła wyraźnie spięta Monika Pyrek. - Otrzymałam kilka rad, głównie na temat ostatnich kroków i założenia tyczki. Chętnie je przyjmuję, szczególnie od specjalistów.

W trakcie treningu Bubka nieoczekiwanie dla wszystkich zniknął. Po chwili pojawił się już w krótkich spodenkach i koszulce z logo zbliżającej się olimpiady w Atenach. Oświadczył, że idzie się rozgrzewać przed meczem w tenisa, czym nieco przestraszył swojego przeciwnika na korcie, Pawła Bartnika, prezesa Zachodniopomorskiego Związku Lekkiej Atletyki. Tymczasem Bubka rozpoczął kilkunastominutową przebieżkę po bieżni stadionu. Potem poszedł na siłownię, a tam wybierał urządzenia z największym obciążeniem. Podczas treningu nadal udzielał rad Monice i jej trenerowi.

Około południa wszyscy pojechali na mecz tenisa przy ul. Chopina. Spotkanie Bubka - Bartnik odbyło się na korcie nr 1. Zainteresowanie przechodzących obok osób wzbudzili fotoreporterzy, ale mało kto wiedział z kim gra Bartnik. Pierwszego seta wygrał Bubka 6:0, w drugim było 6:4.

- No dalej, Paweł - pokrzykiwał na swojego przeciwnika Bubka. W chłopca do podawania piłek wcielał się momentami sam Pietrow, a Monika Pyrek zamieniła się w fotoreporterkę.

Wielu pozazdrościłoby Bubce pewnego serwisu i dobrej gry przy siatce. Swoje umiejętności sportowiec na stałe mieszkający w Monako szlifuje na tamtejszych kortach, grywając z synem i księciem Monako.

- Mam pretekst, by tu wrócić za rok. W końcu czeka mnie mecz rewanżowy - mówi skoczek.

Po sportowej części dnia, już w garniturze spotkał się z uczestnikami Dni Ukraińskich w Polsce. Potem konferencja prasowa, na której zdradził, jaki jest jego ulubiony przysmak.

- Podczas jednego z obozów we włoskiej Formii, podano nam mozarellę. Wprowadziłem Włochów w niezłą konsternację, smarując plastry sera miodem. Bardzo dobre połączenie, polecam - zdradził Bubka. Kilka minut później w prezencie otrzymał słoiczek polskiego miodu.

Na otwarcie mityngu wjechał jak na gwiazdę przystało - na motorze. W towarzystwie Pietrowa i rekordzisty Polski w skoku o tyczce, Mariana Kolasy śledził nocny konkurs. Cała trójka nie mogła spokojnie usiedzieć i co chwilę udzielała porad zawodnikom biorącym udział w konkursie.

W niedziele przed południem Sergiej Bubka odleciał do Warszawy, skąd uda się na kolejny konkurs. Tym razem do Czech.