Mityng w Bydgoszczy. Sposób najlepszy na świecie

Grzegorz Sposób najlepszym skoczkiem wzwyż na świecie. Tydzień temu skoczył 2,32, a w sobotę 2,34 m!
- W Polsce mamy najlepszą grupę skoczków. Jestem przekonany, że w trójkę z Alkiem Waleriańczykiem i Robertem Wolskim pojedziemy na olimpiadę - mówił Sposób, który wynikiem 2,34 pobił rekord życiowy. Próbował jeszcze walczyć o poprawienie rekordu Polski Artura Partyki, ale trzy próby na 2.39 były już nieudane. - Alek jeszcze pokaże, na co go stać, on dopiero zaczyna sezon. Musi się trochę wyciszyć, zrzucić wagę. Na pewno nie stracił umiejętności - powiedział Sposób. Waleriańczyk w zeszłym sezonie również miał najlepszy wynik sezonu - 2,36 m, ale na mistrzostwach świata w Paryżu zajął ostatnie miejsce w finale.

Sposób już po raz drugi w ciągu tygodnia uzyskał minimum (2,30 m) wymagane przez Polski Związek Lekkiej Atletyki na olimpiadę w Atenach.

Podczas bydgoskiego mityngu kwalifikację na igrzyska zdobyło jeszcze czterech innych lekkoatletów. Wśród nich było aż trzech zawodników w biegu na 3 km z przeszkodami o memoriał Bronisława Malinowskiego. Jakub Czaja, Jan Zakrzewski i Rafał Wójcik wykorzystali szybkość zwycięzcy i "podczepili się" do Kenijczyków Juliusa Nyamu i Johna Langata oraz Khamisa Abdullaha z Kataru. Choć zajęli dopiero czwarte, piąte i szóste miejsce, wypełnili minimum na olimpiadę.

Szczęście miał zwycięzca biegu na 110 m przez płotki Tomasz Ścigaczewski. Wygrał z wynikiem 13,55, identycznym co do setnej sekundy jak minimum PZLA.

Sztuka ta nie udała się męskim sztafetom 4 razy 400 i 4 razy 100 m. Sprinterzy zawalili sprawę na ostatniej zmianie, kiedy Marcin Urbaś odbierał pałeczkę od Marcina Jędrusińskiego - To był mój błąd, wybiegłem za szybko - tłumaczył się Urbaś.

Polacy będą mieli szansę poprawienia się za dwa tygodnie w Bydgoszczy, kiedy wystartują na stadionie Zawiszy w Superlidze Pucharu Europy.

Sposób: Liczę na olimpijski medal

Wojciech Borakiewicz: Trzecia próba, w której pokonał Pan wysokość 2,34 m, wyglądała na idealną.

Grzegorz Sposób: Nie, ten skok na 2,34 nie był wcale udany, szczególnie pod względem technicznym rozbiegu było w nim sporo uchybień. Sam to czułem, a trener na pewno mi powie, co powinienem w nim jeszcze zmienić. Wiem, że dużo pracy czeka mnie jeszcze nad techniką rozbiegu.

Narzeka Pan na różne niedociągnięcia w swoich skokach, a przecież 2,32 i 2,34 to obecnie dwa najlepsze rezultaty na świecie. Widać po wynikach, że jest Pan już w znakomitej formie.

- Ależ nie. Do optymalnej dyspozycji wiele mi jeszcze brakuje i mam przed sobą jeszcze dużo pracy. Zresztą to byłby wielki błąd, gdybym już teraz osiągnął maksimum formy. Do olimpiady w sierpniu pozostało jeszcze mnóstwo czasu

Po prostu udało mi się skoczyć w ciągu tygodnia dwa razy bardzo wysoko - najpierw 2,32, a teraz w Bydgoszczy 2,34. I sam nie wiem, skąd to się bierze. Bydgoski wynik to może efekt jakiejś magii tkwiącej w tym stadionie, przecież rok temu Alek Waleriańczyk skoczył tutaj 2,36 m.

Magia jednak nie pomogła, kiedy próbował Pan bez powodzenia poprawić rekord Polski Artura Partyki?

- Przyznam, że to była tylko próba oswojenia się z taką wysokością. Nawet nie dopuszczałem myśli, że jestem w stanie akurat tego dnia pokonać poprzeczkę na wysokości 2,39 m.

Ale już w pełni formy jest Pan w stanie pobić rekord Partyki i stać się jego następcą?

- Ja następcą Artura? Nigdy w życiu. Musiałbym chyba jeszcze z dziesięć lat startować, żeby powtórzyć jego sukcesy. Wszystko przez to, że zacząłem skakać bardzo późno, sześć lat temu. Miałem wtedy już 22 lata.

Mówi Pan, że forma jeszcze nie jest najwyższa. Tym bardziej jednak, jako autor dwóch najlepszych wyników na świecie, jest Pan, chcąc nie chcąc, jednym z faworytów do olimpijskiego medalu w Atenach.

- Nie mam wyjścia. Wiem, że na igrzyska pojadę jako faworyt, i liczę na olimpijski medal, ale też zdaję sobie sprawę, jak bardzo nieprzewidywalna jest moja konkurencja. W Atenach może się wszystko skończyć na 2,25 i szybkim upadkiem z nieba do piekła. Doświadczyłem tego w Paryżu, gdzie bodajże w trzeciej próbie pokonałem 2,20. Skok wzwyż jest nieprzewidywalny.



Dla Gazety

Cezary Trybański

koszykarz New York Knicks, obecny na trybunach

Kibicowałem siostrze Małgosi. Jestem pierwszy raz w takiej roli, bo wcześniej, kiedy jeszcze grałem w Polsce, zwykle trenowałem lub grałem, gdy ona startowała. A od czasu jak jestem w Stanach, to już w ogóle nie miałem szans, żeby ją dopingować.

Kibicowanie się udało, bo Małgosia była druga w skoku w dal. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie znowu tutaj wystartuje, już w reprezentacji Polski podczas Pucharu Europy. Mnie już nie będzie, bo wracam do Stanów i zaczynam ciężko trenować. Moi szefowie w Knicks zapewniają, że chcą mnie zostawić.