Juniorzy Górnika Zabrze wzięli udział w wielkim miedzynarodowym turnieju w Austrii

Słońce Alp nie zaświeciło dla juniorów Górnika Zabrze. Ślązacy wrócili do Polski z tytułem króla strzelców, dyplomem za piąte miejsce i... złamanym barkiem


Zabrzanie wzięli udział w prestiżowej imprezie drugi raz z rzędu. Jechali w Alpy bronić drugiego miejsca, które wywalczyli przed rokiem. Do Kiztbuehel, czyli serca austriackiego Tyrolu, zespół dotarł po 14-godzinnej podróży autokarem. Dłużej jechali na turniej tylko piłkarze Dynama Kijów, którzy spędzili w drodze prawie trzy dni.

Z powodu zimna organizatorzy skrócili ceremonię otwarcia turnieju do niecałej godziny (w ubiegłym roku trwała trzy godziny!). Turniej na dobre się jeszcze nie rozpoczął, a Austriacy już mieli z Górnikiem problem, miejscowi nijak nie potrafi bowiem wymówić poprawnie nazwy naszej drużyny. Mimo wielkich starań najczęściej udawało im się wykrztusić z siebie coś, co przypominało Gornik Szabsze.

Turniej rozpoczął się dla zabrzańskich drużyn znakomicie. Oba zespoły wygrały swoje pierwsze spotkania aż 5:0! Piłkarze trenera Jerzego Urbana (rocznik 1991) wygrali wszystkie mecze w swojej grupie eliminacyjnej. Najważniejsze było spotkanie z Austrią Wiedeń, która uchodziła za faworyta imprezy. Organizatorzy zakwaterowali obie drużyny w tym samym hotelu. - Jeżeli będzie remis, to na dogrywkę umówimy się w hotelu - żartował trener Austriaków. Polacy jednak nie chcieli rywalizować na hotelowych korytarzach, wygrali po bramce Adama Osoby i droga do ćwierćfinałów stanęła otworem.

Niestety, gorzej radził sobie starszy zespół (rocznik 1989). Po zwycięstwie na inaugurację Górnik potem tylko zremisował z VfL Leverkusen i by myśleć o awansie do dalszej fazy turnieju, w ostatnim grupowym spotkaniu nie mógł przegrać z Waldhofem Mannheim.

Mimo że Niemcy byli o rok młodsi od zawodników z Zabrza, to oni uczyli naszych grać w piłkę.

Zdeterminowani, waleczni, zepchnęli nasz zespół do obrony. Jakby tego było mało, mylić zaczął się Łukasz Gawlik, bramkarz Górnika, który zawinił przy obu bramkach dla zespołu z Mannheim. Najpierw nie złapał ni to strzału, ni to dośrodkowania spod linii bocznej boiska, a potem dał się przeskoczyć niższemu o kilkanaście centymetrów rywalowi, który głową wybił mu piłkę z rąk

Trener Sławomir Kapciński był wściekły. - Gdy przed meczem kazałem ci odpoczywać, ty koniecznie chciałeś się popisywać i bronić. To teraz taki jest tego efekt! - podnosił głos.

- Nie wiem, jak to się stało. Przy pierwszej bramce piłka mnie zaskoczyła, dostała dziwnej rotacji. Druga bramka to już tylko moja wina - smucił się bramkarz.

Drugim pechowcem był Dawid Krieger. Rozgrywający Górnika, gdyby jego zespół awansował do ćwierćfinałów, pewnie walczyłby o tytuł najlepszego piłkarza turnieju. Rozpędzony Krieger potrafił przedryblować pół zespołu rywala. W meczu z Leverkusen dwa razy ośmieszył pięciu zawodników, jednego po drugim. - Naprawdę masz talent. Cóż jednak z tego, skoro nie potrafisz celnie podać. Lepiej ograj jednego, a dograj piłkę celnie. Wtedy też będą bić się o ciebie największe kluby - przekonywał trener.

W meczu z Mannheim, gdy zabrzanie mieli jeszcze szansę na remis, Kriegerowi przytrafiło się kolejne nieszczęście - przestrzelił karnego.

- Pierwszy raz w karierze nie trafiłem w bramkę z 11 metrów. Wcześniej zdarzało się, że moje strzały bronili bramkarze, ale nad poprzeczką uderzyłem pierwszy raz w życiu - wzdychał piłkarz.

Po przegranym meczu stało się jasne, że honoru zabrzańskiej piłki będą bronić zawodnicy z młodszego rocznika. Na ćwierćfinałowe spotkanie z FC St. Gallen zabrzanie przenieśli się do położonego nieopodal Golling. Mimo że rozegrali najlepszy mecz pod alpejskim niebem, i tak przegrali 0:2. O porażce zadecydowała nieskuteczność. Szczególnie Adama Osoby, który nie wykorzystał dwóch stuprocentowych okazji. - Bramkarz bardzo dobrze się ustawiał. Kombinowałem, ale nie mogłem znaleźć kawałka wolnego miejsca - smucił się wychowanek Górnika Miechowice, który z sześcioma golami i tak został królem strzelców w swoim roczniku.

Po spotkaniu młodzi piłkarze najbardziej żałowali, że nie zagrają z wymarzonym Bayernem Monachium, który jeż czekał na zwycięzcę tego pojedynku.

- Druga taka okazja już się nie powtórzy, za rok do Austrii przyjedzie kolejny rocznik. Mam pecha do tego St. Gallen, rok temu, gdy byłem jeszcze zawodnikiem Stadionu Śląskiego Chorzów, też z nimi przegrałem i to na tym samym stadionie - żałował Adam Krakowski, pomocnik drużyny.

Ostatniego dnia imprezy Polacy już tylko kibicowali najlepszym. Młodsi piłkarze ostatecznie zajęli piąte miejsce, a starsi dziesiąte.

- Veni, vidi... nici - podsumował występ Górnika trener Kapciński.



Wyniki Górnika

Rocznik 1991

Górnik - Unterland Tirol 5 :0, bramki: Kucza, Krakowski 2, Wnęk, Dankowski, Górnik - Austria Wiedeń 1:0, Osoba, Górnik - Horgen Zurichsee 4:1, Osoba, Kiełtka, Szpara, Kowalczyk, Górnik -Waldhof Mannheim 4:1, Osoba 2, Kucza, Czapski.

Ćwierćfinał: Górnik - St. Gallen 0:2. Mecz o piąte miejsce: Górnik - TSV 1860 Monachium 4:0 Osoba 2, Krakowski, Kucza. Zwyciężył Bayern Monachium.

Rocznik 1989

Górnik - Holzheim 5:0 Krieger 3, Ozimina, Rolnik, Górnik - VfL Leverkusen 0:0, Górnik - Mannheim 0:2. Mecz o 9. miejsce: Górnik - Quelle Fuerth 0:1. Zwyciężyło Dynamo Kijów.