Odra Wodzisław - Wisła Płock 1:2 (0:1)

Do tej pory tylko raz udało się nafciarzom wygrać w Wodzisławiu. W 1999 r. dokonał tego zespół Adama Topolskiego, który zwyciężył 2:1. Teraz po golach Ireneusza Jelenia Wisła dokonała tej sztuki po raz drugi, na dodatek przerwała fatalną passę trzech porażek z rzędu
Obie drużyny miały coś do udowodnienia swoim fanom. Obie nie miały ostatnio najlepszej passy. Odra przegrała cztery razy z rzędu, Wisła trzy. Po ostatnim przegranym meczu z Górnikiem w Zabrzu, wodzisławianie obiecali kibicom, że na mecz z nafciarzami wejdą za symboliczną złotówkę, a różnicę w cenie biletu pokryją z własnej kieszeni. Za to w Płocku po porażce z Widzewem miało miejsce małe trzęsienie ziemi. Do rezerw przesunięty został Marcin Wasilewski, Andrzej Kobylański albo rozstał się z klubem, albo gra w rezerwach, albo pauzował za żółtą kartkę - do tej pory nie wiadomo, która wersja jest prawdziwa. Z kolei Paweł Kapsa odchudził swój portfel. Skuteczna okazała się metoda płocka.

Odra właściwie tylko w pierwszych pięciu minutach zrobiła dobre wrażenie. Swoje dwa rajdy Marcin Radzewicz kończył mocnymi dośrodkowaniami, ale piłki wybijali z pola karnego płoccy obrońcy. Później, właściwie już do końca pierwszej połowy, przeważali goście. Widać było, że podopieczni Mirosława Jabłońskiego wiedzą, po co do Wodzisławia przyjechali. Grali spokojnie, pewnie rozgrywali piłkę i rozbijali ataki gospodarzy. Takie wybijanie z rytmu wprowadziło chaos w poczynania futbolistów Odry. W obronie świetnie grał Marcin Janus, który skutecznie powstrzymywał najgroźniejszego Radzewicza. W środku pola rej wodzili Dariusz Romuzga z Dariuszem Gęsiorem. To właśnie Gęsior w 16 min wymienił piłkę z Ireneuszem Jeleniem. Nasz supersnajper, którego w Wodzisławiu oglądał przedstawiciel Anderlechtu Bruksela, znalazł się dzięki temu w sytuacji sam na sam z Marcinem Bębnem. Jelonek, nic sobie nie robił z asysty próbującego powstrzymać go Romana Madeja, huknął pod poprzeczkę nie do obrony.

Jeszcze przed przerwą Wisła mogła prowadzić co najmniej 3:0. W 30 min po centrze Klaudiusza Ząbeckiego piłka trafiła w Madeja i minimalnie przeszła obok prawego słupka bramki gospodarzy. Dziewięć minut później znów świetnie zagrał Gęsior, który wypuścił Adama Majewskiego. Właściwie tylko odwadze Bębna wodzisławianie zawdzięczają, że nie było gola. Bramkarz Odry rzucił się pod nogi szarżującego płocczanina i wyłuskał futbolówkę. Także po przerwie wiele się nie zmieniło. A między 60 i 65 min nafciarze mogli dobić wodzisławian. Najpierw Mikołaj Branfiłow uderzył z 13 m tuż przy słupku. Kolejne dwie piłki cudem wyłapał Bęben, broniąc kolejno główkę Gęsiora i jego strzał z dystansu.

Odra w końcu odpowiedziała. Pierwszy naprawdę groźny strzał w 74 min Kapsa jeszcze zdołał obronić. A gdy kilkadziesiąt sekund później dośrodkowywał Marek Sokołowski, bramkarz Wisły nie miał szans przy precyzyjnej główce Madeja.

Ale Wisła grała nieustępliwie, cały czas była lepsza. I w 84. znów objęła prowadzenie. Gęsior lekko wrzucił piłkę w pole karne i Jeleń wślizgiem wepchnął ją do bramki. Rozpaczliwie interweniujący Bęben już prawie miał ją złapał, ale futbolówka przełamała mu ręce i spokojnie wturlała się za linię bramkową.

Dzięki tej bramce Wisła po raz drugi w historii wygrała w Wodzisławiu. Poprzednio w 1999 r. także 2:1 zwyciężył zespół prowadzony przez Adama Topolskiego.