Mława - Radomiak 3:0

Marzenia Radomiaka o awansie na zaplecze ekstraklasy pryskają jak bańka mydlana. Drugą ligę wybił "zielonym" z głowy MKS Mława, gromiąc radomian przed własną publicznością i powiększając przewagę w tabeli
Przegraliśmy walkę w środku pola, czego konsekwencją były stracone bramki i słaba gra naszego zespołu - tak powody porażki tłumaczył trener Radomiaka Jerzy Engel jr. Ale to tylko część prawdy. "Zieloni" przegrali ten pojedynek jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Nie wytrzymali psychicznego obciążenia, jakie pojedynkowi towarzyszyło, czego odzwierciedleniem była późniejsza postawa na boisku.

Trudno w Radomiaku wskazać zawodników, którzy byli głównymi winowajcami kompromitacji w Mławie. Na całej linii zawiodła drużyna, która przypominała zlepek przypadkowych osób. Koncepcja gry istniała chyba tylko w głowie trenera, bo na pewno nie była realizowana przez piłkarzy. Błędów, jakie przytrafiały się naszym graczom, powinni wstydzić się nawet trampkarze, a o zaangażowaniu i determinacji "zielonych" nie można napisać nic. Te cechy na boisku w Mławie były im po prostu obce. Była za to nonszalancja, niby przypadkowe kiksy, "granie do tyłu" i najzwyklejszy brak chęci zwycięstwa. Trudno kogoś o cokolwiek podejrzewać, ale wyglądało na to, że kilku zawodników z Radomia tego meczu nie chciało wygrać.

Na tle beznadziejności Radomiaka drużyna Mławy, która wcale nie zagrała rewelacyjnie, wyglądała jak walec, chcący jak najszybciej zmiażdżyć przeciwnika. - Widząc ustawienie rywala 3-5-2, nakazałem moim piłkarzom szybkie ataki i akcje oskrzydlające. Motywować ich specjalnie nie musiałem, bo widziałem, jak są "naładowani" - zdradza szkoleniowiec Mławy Jerzy Masztaler. Jego taktyka była prosta, ale nad wyraz skuteczna. Dodatkowo gospodarze atakowali radomian już na ich połowie, a przed własną bramką byli w stanie nawet "podwajać" graczy Radomiaka. Szybkością, zwrotnością, umiejętnością gry z pierwszej piłki, zespołowością, chęcią zwycięstwa i ambicją bili "zielonych" na głowę.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 13. min katastrofalny błąd popełnił Jakub Cieciura, który zamiast wybić albo podać do partnera piłkę, skierował ją w stronę własnego przedpola, a co gorsza, pod nogi Mariusza Walczaka. Ten nie namyślał się długo, tylko ruszył do przodu, ściągnął uwagę pozostałych defensowców Radomiaka i oddał piłkę na wolne pole do Macieja Rogalskiego. Napastnik Mławy ograł bez trudu Edwarda Mindę i mimo próby interwencji Zbigniewa Wachowicza (na zdjęciu), umieścił piłkę w siatce. - 13 kolejek czekałem na gola. Jestem szczęśliwy, że właśnie teraz przyszedł ten moment, kiedy zdobyłem bardzo ważną bramkę - cieszył się Rogalski.

Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Radomiak nadał grał "mizerię", a gospodarze zwietrzywszy szansę postanowili dobić rywala. Najpierw uczynił to Piotr Klepczarek. Mając całkowitą swobodę przed polem karnym gości, kropnął jak z armaty, a ponieważ futbolówka odbiła się jeszcze od nogi Wachowicza, zmyliła Mindę i wpadła do siatki. Chwilę później bliski szczęścia był Walczak, a strzał Jarosława Szmyta z daleka był minimalnie niecelny. - To może być pogrom - kiwali głową z nie dowierzaniem sympatycy zespołu z Radomia. Skończyło się "tylko" na utracie trzeciego gola. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Walczak, a Marcin Rogoziński ubiegł wszystkich defensorów rywala i kapitalnym uderzeniem głową ustalił wynik meczu.

Oprócz piłkarzy "zielonych" wyglądało, że pogubił się ich trener. Bo doprawdy trudno zrozumieć przeprowadzone przez niego zmiany. O ile zastąpienie Marcina Rosłańca Bogumiłem Sobieską można jeszcze wytłumaczyć (Rosłaniec grał pierwszy mecz po kontuzji), to już wprowadzenie za dwóch kreatywnych pomocników: Dariusza Rysiewskiego i Konrada Gołosia dwójki - Przemysława Michalskiego, Macieja Lesisza, jest co najmniej dziwne. I nie chodzi o to, że zmiennicy poczynali sobie słabo, bo tak wcale nie było. Problem w tym, że w pewnym momencie na środku pomocy zaczął pojawiać się Zbigniew Wachowicz (!), co oznacza, że gracze gości chyba nie za bardzo wiedzieli, o co w tym wszystkim chodzi.

Po meczu odmawiali zresztą komentarzy. - Nie wiem, co jest grane - mówił ze łzami w oczach Gołoś. - To już nie jest ta drużyna co kiedyś - spuścił głowę Michalski. Bardzo zdenerwowany był wiceprezes Radomiaka Paweł Kobyłecki. - Kompromitacja, wstyd i hańba! - grzmiał. - Trudno mi na gorąco mówić. Będziemy wobec niektórych zawodników wyciągać jakieś konsekwencje, ale wobec takiej ich postawy nie można przejść obojętnie. Pewni ludzie nie są godni, aby reprezentować barwy Radomiaka!

Jerzy Masztaler i jego podopieczni triumfowali. - Zakładałem zwycięstwo, ale nie przypuszczałem, że przyjdzie ono tak łatwo - radował się, przyjmując zewsząd gratulacje.



MKS MŁAWA3 (3)
RADOMIAK RADOM0


STRZELCY BRAMEK

n Mława: Rogalski (13. po podaniu Walczaka), Klepczarek (18. strzałem z dystansu), Rogoziński (39. głową, po dośrodkowaniu z kornera Walczaka).

SKŁADY

n Mława: Romanowski - Król (89. Rogowski), Rogoziński Ż, Klepczarek, Butryn (63. Lubasiński Ż), Brzozowski (71. Perka), Leszczyński Ż, Szmyt (77. Grabowski), Wysocki, Rogalski, Walczak.

n Radomiak: Minda - Cieciura Ż, Wachowicz, Szary, Bonin, Rosłaniec Ż (40. Sobieska Ż), Rysiewski (46. Michalski), Gołoś (71. Lesisz), Wojtaś Ż, Barzyński, Kucenko Ż (66. Gołębiewski).

n Sędziował: Adam Lyczmański (Bydgoszcz).



DLA GAZETY

Mieczysław Broniszewski

trener Polonii Warszawa

Choć nie było widać tego na boisku, spotkały się dwie równorzędne drużyny. W zespole Radomiaka drzemie spory potencjał, który nie wiedzieć czemu nie jest uzewnętrzniany. W czym tkwi problem, trudno mi wyrokować, bo nie jestem z zespołem na co dzień. Powiem tak: umiejętności indywidualne piłkarzy z Radomia są spore. Widać jednak gołym okiem, że to nie jest kolektyw. Nie widać zupełnie cech mentalnych: zadziorności, woli walki, zaangażowania. A szkoda, bo jest niepowtarzalna szansa, aby odbudować futbol w Radomiu. Łza w oku się kręci, kiedy przypomnę sobie, jak przyjeżdżałem do tego miasta z juniorami a na stadionie witało nas 15 tys. widzów. Radom miał świetnych działaczy, a organizacja zawsze była na najwyższym poziomie. Kiedy wrócą te czasy?



POZOSTAŁE WYNIKI 27. KOLEJKI:

n ZNICZ PRUSZKÓW - LEGIONOVIA LEGIONOWO 1:2 (0:1): Szczytniewski (47.) - Musuła (3. samobójcza), Zjawiński (89.).

n POLONIA OLIMPIA ELBLĄG - OKĘCIE WARSZAWA 1:2 (0:1): Nadolny (59.) - Tataj (29.), Figaszewski (88.).

n GWARDIA WARSZAWA - PELIKAN ŁOWICZ 4:1 (2:0): Tomczyk (31., 52.), Dolewski (41.), Jaczewski (75.) - Skowroński (54.).

n STAL GŁOWNO - DRWĘCA NOWE MIASTO LUBAWSKIE 3:2 (3:1): Pluta (32.), Wyciszkiewicz (36.), Kazimierowicz (38.) - Domżalski (23.), M.Rybkiewicz (80.).

n MLEKOVITA RUCH WYSOKIE MAZOWIECKIE - POGOŃ ZDUŃSKA WOLA 7:0 (3:0): Lewicki (30., 66., 68.), Wojnowski (39., 63.), Krasucki (45.), Jakuszewski (69.).

n WARMIA GRAJEWO - MAZOWSZE GRÓJEC 1:1 (0:1): Jackiewicz (90.) - Siciak (16.).



TABELA III LIGI

1. Mława275445:20
2. RADOMIAK274847:32
3. KOZIENICE274744:30
4. Gwardia274434:27
5. Warmia274222:21
6. Okęcie274033:24
7. Legionovia274037:31
8. Drwęca273940:29
9. Unia273931:25
10. Znicz273935:30
11. Mazowsze273535:29
12. Stal273234:37
13. Pelikan273031:43
14. Mlekovita272632:38
15. Polonia272519:38
16. Pogoń27720:83