Po gimnastycznych mistrzostwach Polski

Na zawodach gimnastycznych niezbędny jest miód w słoikach i śnieg w aerozolu ale niekoniecznie krzycząca do mikrofonu blondynka. A to wszystko było można zobaczyć i usłyszeć przez trzy dni w olsztyńskiej Uranii


Wielce pouczające było oglądanie przez trzy dni z trybun, a zwłaszcza od kulis Mistrzostw Polski w Gimnastyce Sportowej i Artystycznej, zawodów zorganizowanych w hali Urania w Olsztynie przez Alicję Rutecką. Dyrektorka Zespołu Szkół Mistrzostwa Sportowego wraz zespołem, przez wiele miesięcy starała się, by na imprezę można było kupić to co niezbędne - magnezję, kwiaty, medale czy bankiet z muzyką i tańcami dla gości. Słowem, miała być i była w pełni profesjonalnie.

- I chwała Pani Ruteckiej za to, że się napracowała i przygotowała zawody za nieduże w sumie pieniądze, a jeszcze pozyskała sposorów - mówi Jerzy Czesław Małkowski, Prezydent Olsztyna, który niezawodnie stawiał się na uroczyste otwieranie czy zamykanie imprezy, a także dekoracje medalami i wręczanie pucharów. Na tych właśnie fragmentach mistrzostw bywały i inne osoby odpowiednio ważne i uświetniające uroczystość krawatem, garniturem, a przede wszystkim swoją obecnością .

I ta część gimnastycznych mistrzostw w Olsztynie (czy lubi się "oficjałki" czy nie) zasłużyła na najwyższa notę.



Przy poręczach

Przy poręczach stał zawsze pojemnik z magnezją oraz malutkie słoiczki z miodem. Był też aerozol ze śniegiem mrożonym, a także i papier ścierny. Wszystko to było niezbędne gimnastyczkom, by przygotować przyrząd do ćwiczeń. Tuż przed rozpoczęcie konkurencji zawodniczki szlifowały każdą z dwóch żerdzi poręczy, a następnie sięgając palcem do słoiczka, wybierały odrobinę miodu i nakładały go na żerdź. Tym sposobem zwiększały przyczepność dłoni do drewnianych drążków. Taki patent wymyślili niegdyś Rosjanie i tak zostało do dziś. Aerozolu używa się na stłuczenia, by uśmierzyć ból. A stłuczenia w gimnastyce są na porządku dziennym.



Bez błyskania

Stałym elementem imprez gimnastycznych są pokrzykiwania zawodniczek, zagrzewających koleżanki do jak najlepszego wykonania ćwiczenia: "Dajesz...! Łap...! Zjeżdżaj...! Do końca...! Stoisz...!" słyszało się co rusz w Uranii. Ćwiczące dziewczęta i okrzyki kibicujących stanowiły spójną całość i były zrozumiałe mimo, że owe "Dajesz" na przykład to klasyczny gimnastyczny slang.

Podczas zawodów w Uranii jeden z fotoreporterów używał flesza, bo chciał uzyskać dodatkowy efekt artystyczny zdjęcia. Oburzał się na zwracaną mu uwagę, żeby nie błyskał, bo to szkodzi ćwiczącym.

- Nie chodzi o to, by nie robić zdjęć - wyjaśniała Małgorzata Plichta, trenerka Towarzystwa Gimnastyczno-Sportowego z Olsztyna. - Zawsze uprzedzamy na zawodach fotoreporterów, by nie błyskali lampami, bo zawodniczka oślepiona fleszem, może stracić orientację w trakcie ćwiczenia i wówczas krótka droga do nieszczęścia. A tak się już zdarzyło na zawodach. Jedna z gimnastyczek spadła z przyrządu i złamała kręgosłup.



Sędzina i zawodniczka

Miłości wymuszon i na pokaz, to współistnienie w Polskim Związku Gimnastycznym trójkąta: gimastyki sportowej kobiet i mężczyzn z artystyczną. Ta ostatnia jest okazuje się bardzo specyficzna. I nie tylko dlatego, że niskie zwykle i dobrze umięśnione gimnastyczki sportowe różnią się od smukłych "artystek" budową ciała. Nie o to chodzi. Jedne i drugie (działaczek, trenerek i sedzin z tego nie wyłączając) niewiele wiedzę o sobie, a i zachowaniem czy manierami stanowią dwa osobne światy. Z osłupienie patrzyłem na obyczaj lansowany przez Alicję Urbaniak, sędzinę z Gdyni. "Główna" mistrzostw w gimnastyce artystyczej, wciąż wpomagała uwagami Joannę Mitrosz z Jantaru Gdynia. I choć z racji pełnionej funkcji było oczywiście naganne, pani sędzina wcale nie kryła iż faworyzuje i trzyma stronę zdolnej skadinąd Joanny Mitrosz .

Sędzina poproszona o wypowiedz przez jednego z reporterów na temat występu gimnastyczek oznajmiła, że odmawia wypowiedzi, gdyż jest emocjonalnie związana z zawodniczka Jantaru Gdynia więc nie będzie w ocenie obiektywna.



Co chłopcy ćwiczą?

Przyjezdna sędzina była nieobiektywna, a miejscowa spikerka zawodów niekompetentna z kolei. Pani o blond włosach mówiła dużo i nie zawsze na temat. I w ten sposób niekoniecznie wyposażała widzów w wiedzę przydatną podczas oglądania, bądź co bądź specyficznej dyscypliny sportu, jaką jest gimnastyka. Na szczeście tych widzów z wyboru wielu nie było, bo salę zapełniała głownie młodzież z nakazu szkolnego wysłana na zawody. Niewiele więc osób wysłuchało popisów pani spiker typu "Chłopaki ćwiczą konia", kiedy próbowała zainteresować widzów występami gimastyków na koniu łękami. Niewielu też zostało skrzyczanych, bo pani spiker uparła się, by intonować pełnym głosem nazwiska zawodniczek. No coż Pani Alicja Tomaszewska niekoniecznie potrafi to robic, bo na codzień pracuje w ratuszowym wydziale obsługującym urząd. I nie jest sekretarką prezydenta Olsztyna, co sam Jerzy Czesław zdementował słysząc o "popisach" pani Alicji.

I praca spikerki (bez względu na kolor jej włosów i przynależność do SLD) zasłużyła podczas mistrzostw na najniższą notę