FC Porto wygrało Ligę Mistrzów

Na stadionie Arena auf Schalke w Gelsenkirchen w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów Porto pokonało Monaco 3:0.
Portugalczycy sięgnęli po Puchar Europy po raz drugi w historii - poprzednio w 1987 roku z Józefem Młynarczykiem w bramce. Stali się też drugim klubem po Liverpoolu, który zdobył Puchar Europy w następnym sezonie po wywalczeniu Pucharu UEFA. Do historii przeszedł też Vitor Baia. Nieuwzględniony przez trenera reprezentacji w kadrze na Euro 2004 bramkarz FC Porto stał się 10. zawodnikiem, któremu dane było sięgnąć po wszystkie europejskie trofea: Puchar Europy, Puchar Zdobywców Pucharu (z Barceloną) i Puchar UEFA.

- Zapowiedziałem chłopakom, że mało który z nich dostanie drugą szansę na wygranie Ligi Mistrzów. Muszą więc tę chwycić obiema rękami - mówił przed meczem Jose Mourinho. Jego piłkarze nie tylko zastosowali się do tej prośby, ale w przeciwieństwie do swych rywali z Monaco zagrali cynicznie, z zimnymi głowami, maksymalnie skoncentrowani. Zupełnie nie jak gorący południowcy, ale drużyna niemiecka - twardo w obronie i bezwzględnie prąc do ataku.

Tymczasem Monaco daleko było do tego zespołu, który zachwycał w półfinale z Chelsea czy strzelał osiem goli Deportivo la Coruna, a w drodze do finału strzeliło 27 bramek. Piłkarze 35-letniego Didiera Deschampesa - mógł się stać najmłodszym zwycięskim trenerem w historii Pucharu Europy - pozostali wierni fatalnej formie z końcówki ligi francuskiej, kiedy roztrwonili 10-punktową przewagę i przegrali walkę o tytuł. Zupełnie niewidoczny był Jerome Rothen, który tak świetnie napędzał grę w meczu z londyńczykami. Kilka razy szarpnął Ludovic Giuly, ale zszedł już w 23. minucie z naciągniętym mięśniem. Zastępujący go Dado Prśo był cieniem napastnika, który wbił cztery gole Deportivo.

Do końca nie wiadomo było, czy w finale zagra największy bohater tej edycji Ligi Mistrzów, niechciany w Realu Madryt Fernando Morientes. Najskuteczniejszy strzelec rozgrywek z 11 golami nie zrobił jednak przykrości kibicom w całej Europie i wyleczył na czas obolałą kostkę. Dzięki temu stanął przed szansą zostania drugim w historii futbolu piłkarzem, który zdobywał gole w finale Pucharu Europy dla dwóch różnych zespołów. Taka sztuka udała się dotąd tylko Veliborowi Vasovicowi, który zdobywał gole dla Partizana Belgrad w meczu z Realem i w 1966 roku i dla Ajaksu Amsterdam w meczu z AC Milan w 1969. W obu spotkaniach schodził jednak z boiska pokonany. Po Morientesie widać było, że lekarze postawili go na nogi w ostatniej chwili.

Pierwszego gola zdobył nastolatek z Brazylii - Carlos Alberto (a właściwie Carlos Alberto Gomes de Jesus). To było zaskoczenie, że 19-letni pomocnik olimpijskiej reprezentacji Brazylii znalazł się w wyjściowej jedenastce FC Porto, zresztą jako jeden z dwóch zawodników, który nie wystąpił w ubiegłorocznym zwycięskim finale Pucharu UEFA (trafił bowiem do Europy z Fluminense dopiero w styczniu 2004 roku). A jednak taktyk Mourinho postanowił, że w ataku nie zagra Bennie McCarthy, ale samotnego Derleia Silvę będzie wspomagał z lewej flanki właśnie młodziutki Carlos Alberto.

Bramka, którą strzelił w 39. minucie, była typowym "golem z niczego". Paulo Ferreira dośrodkował na pole karne przypadkowo wybitą piłkę. Ta odbiła się od nóg greckiego obrońcy Monaco Andreasa Zikosa i Carlos Alberto, nie namyślając się, uderzył ją z całej siły. Wpadła do siatki obok prawego słupka i bezradnego Flavio Romy, który był zasłonięty.

Siedzący na trybunach książę Monaco Rainier z córką i synem ukryli twarze w dłoniach. Triumfował premier Portugalii, który z okazji meczu odwołał oficjalną wizytę w Meksyku.

W 64. minucie Deschamps postawił wszystko na jedną kartę. Zdjął z boiska defensywnego pomocnika Eduarda Cisse i wprowadził trzeciego napastnika Shabani Nondę. Ten ustawił się w ataku z Prso, a Morientes się wycofał. Zapomniał, że podobny manewr Claudio Ranieriego zgubił nie tak dawno Chelsea właśnie w spotkaniu z Monaco. I tak się właśnie stało.

Francuzi nacisnęli, atakowali, ale szybko zostali skarceni. Najpierw w 71. minucie na 2:0 podwyższył Brazylijczyk z portugalskim paszportem, Deco z podania Dmitrija Aleniczewa. Zaś chwilę później sam Rosjanin ustalił wynik meczu.

FC PORTO - AS MONACO 3:0. Bramki: Carlos Alberto (39.), Deco (71.), Aleniczew (75.)

Składy

Monaco: Roma - Ibarra, Rodriguez, Givet (72. Squillaci), Patrice Evra - Bernardi, Zikos, E. Cisse (64. Nonda), Rothen, Giuly (22. Prso) - Fernando Morientes.



Porto: Vitor Baia; Ferreira, Jorge Costa, Carvalho, Valente - Costinha, Maniche, Mendes, Deco - Derlei (78. McCarthy), Carlos Alberto (60. Aleniczew).