Afera korupcyjna w drugiej lidze piłkarskiej: Co kogo intryguje?

Po ujawnieniu przez nas w ubiegłym tygodniu prób korupcji w Polarze przyjęto rzecz sceptycznie. Lokalni dziennikarze bardziej zachowali się jak adwokaci piłkarzy niż tropiciele korupcji. Nie dziwią mnie te reakcje, tym bardziej że klub z Zakrzowa ma swoje grzechy (np. dziwne postępowanie z kontraktem Radosława Jasińskiego), no i jest w tabeli II ligi na zagrożonym spadkiem miejscu. Skojarzenie z Świtem Nowy Dwór, który dzięki aferze korupcyjnej awansował do ekstraklasy, jest oczywiste. Sprawę odebrano jako próbę powtórzenia scenariusza sprzed roku. Tak na nią patrzą też działacze Zagłębia Lubin, co dają do zrozumienia w publicznych wypowiedziach. Ich prawo.

Dla mnie jednak najważniejsze, że przy okazji afery w Polarze wyszły na jaw sprawy "drugiego życia" zawodników, które mnie intrygują. Bo spójrzmy sami:

Tomasz Romaniuk oficjalnie przyznał się, że do niego dzwoniono z propozycjami korupcyjnymi, m.in. przed meczem z Zagłębiem Lubin. Nie chciał działaczom powiedzieć, kto dzwonił, ale przyznał, że telefony były. Później zmienia wersję: dzwoniono, ale anonimowo.

Romaniuk utrzymuje też, że informował o wszystkim trenera Mariana Putyrę, ale zanim to zrobił, obgadał sprawę ze starszymi zawodnikami z drużyny. Po co? Skoro propozycja była anonimowa, nie było przecież o czym rozmawiać.

Już sam fakt złożenia propozycji sprzedania meczu nie jest zgodny z prawem. To po prostu próba korupcji i Romaniuk powinien donieść o tym nie tylko trenerowi, ale przede wszystkim organom ścigania. No chyba że nie wiedział, kto dzwonił, ale przecież nad propozycją debatował z kumplami, więc jej autor musiał być znany. A zatajanie go to też działanie niezgodne z prawem.

Kolejna sprawa. Okazuje się, że by wiedzieć, czy mecze Polaru są sprzedane, czy nie, wystarczy zadzwonić do bramkarza Marcina Foltyna. Marek Grabowski, by obstawić u bukmacherów, wali więc jak w dym do byłego kolegi z drużyny. Pytanie, czy mecz jest sprzedany, czy też z "podpórką", jest oczywiście w polskim sporcie pytaniem jak najbardziej normalnym.

Podobnie piłkarz Świtu Nowy Dwór Mazowiecki Radosław Jasiński, żeby obstawić, wysyła SMS do Foltyna. W każdej drużynie jest bowiem ktoś, kto wie, czy mecz jest sprzedany. W Polarze tym kimś, okazuje się, jest bramkarz Foltyn. Dzwoni do niego w końcu nie byle kto, tylko prawdziwy wyjadacz w dolnośląskim futbolu, a SMS-uje nie mniej znany zawodnik. Nie jacyś nowicjusze czy kibice, tylko fachowcy. Po uzyskaniu informacji idą do bukmachera i obstawiąją, a po meczu kasują wygraną.

Mnie ta skłonność do dzwonienia do Foltyna intryguje. Intryguje mnie też pytanie: czy to były jedyne telefony wiosną w tej sprawie do bramkarza Polaru. Zakładam, że skoro Jasiński i Grabowski grają u bukmacherów, to pewnie dzwonili do Foltyna wiele razy. Jakby wcześniej uzyskiwali odpowiedzi przeczące, nie dzwoniliby przecież przed meczem z Cracovią czy Zagłębiem Lubin.

A może jest w drużynie jeszcze inne źródło informacji kompetentne w sprawie "podpórek" i handlu meczami. Może należy prześledzić billingi rozmów telefonicznych i treść wysłanych SMS-ów, a wyjdzie na jaw więcej, np. kogo jeszcze i w jakich innych drużynach Grabowski i Jasiński pytają o ustawianie i podpieranie meczów.

A poza wszystkim już wiem na pewno, że gra u bukmacherów to nie jest gra równych szans, ale to już nie jest mój problem, bo nie gram.

Zaintrygowany jestem też postawą samego Foltyna już po ujawnieniu afery. Oburzył się na "Gazetę" - jego prawo - ale fakt jest faktem, o telefonie Grabowskiego - co sam przyznaje - mówił. Dlaczego w chwili szczerości, gdy zawodnicy wyjawiali podchody pod mecze innych zespołów, Foltyn wystrzelił z czymś, co przecież było niewinne. Dzwonił kumpel z niewinnym pytaniem: czy mecz jest sprzedany?

Intryguje mnie też postawa działaczy Zagłębia Lubin. Sportowa spółka należąca do giełdowego holdingu KGHM właściwie nie zareagowała na oskarżenia. Oficjalnego oświadczenia nie było, a jedynie odpowiedzi na pytania dziennikarzy udzielane przez jednego z działaczy. Nie było oficjalnie wyrażonej identyfikacji klubu ze swoimi niesłusznie oskarżonymi zawodnikami. Nikt instytucjonalnie nie wziął ich w obronę, a jedynie Jerzy Fiutowski, członek zarządu klubu, wziął ich oświadczenia w kieszeń i pojechał do PZPN-u, gdzie dziś będzie bronił honoru klubu.

Intryguje mnie to wszystko. Intryguje mnie też, dlaczego oprócz mnie nie intryguje to nikogo innego. Dlaczego ciekawsze jest ustalenie, czy Polar przypadkiem nie "wyszył" afery na własne potrzeby, a nie próbuje się ustalić, kto proponował handel meczami Romaniukowi.

Ale dość na tym. Przecież nie powinienem być zaintrygowany, takie telefony to dla wszystkich normalka.