Valencia zdobyła Puchar UEFA

Piłkarze Valencii zdobyli Puchar UEFA. Wreszcie. Po serii finałowych porażek w europejskich pucharach wreszcie sprzyjało im szczęście. Całą drugą połowę grali z przewagą i pokonali Olympique Marsylia 2:0.
Fabien Barthez to bramkarz przeklęty. Stanie w bramce nigdy mu nie wystarczało, w Manchesterze United jego ekstrawaganckie, ryzykowne zachowania kosztowały go miejsce w bramce. Wczoraj mistrz świata i Europy znów został antybohaterem.

Mijała 45. minuta, gdy powalił mijającego go i wpadającego w pole bramkowe Mistę. Sędzia musiał wyjąć czerwoną kartkę. Musiał, bo był to faul taktyczny, zapobiegający stracie gola. Musiał, bo Francuz nie przebierał w środkach - zaatakował bardzo niebezpiecznie, wyprostowanymi nogami, trafiając w wewnętrzną część Misty.

Wyrzuconego z boiska Bartheza zastąpił Jeremy Gavanon. 20-latek, urodzony w Marsylii, debiutant niemal absolutny. W tym sezonie zasłynął występem w meczu z Ligi Mistrzów przeciw Partizanowi Belgrad, który przytrafił mu się, zanim... posmakował pierwszej ligi. Później z seniorami zagrał jeszcze tylko raz. Teraz miał bronić rzut karny wykonywany przez Vicente, jednego z najlepszych lewoskrzydłowych na kontynencie. Kandydat na gwiazdę Euro 2004 strzelił mocno, celnie. Nie dał Gavanonowi szans.

Wcześniej Vicente, mający za sobą fenomenalny sezon w Primera Division, rozczarowywał. Zamiast uciekać Demetriusowi Ferreirze, dośrodkowywać na głowę Misty i samemu od czasu do czasu wpadać w pole karne, sam ledwie radził sobie z prawym obrońcą Olympique. Notorycznie faulował, zarobił żółtą kartkę. Jego flanką Valencia do przerwy nie nacierała, cały ofensywny trud spoczywał na przemierzających maratońskie dystanse po przeciwległej stronie boiska Curro Torresie i Francisco Rufete. Ich wysiłek też długo szedł jednak na marne, bo do Misty, w lidze hiszpańskiej mniej skutecznego tylko od wielkiego Ronaldo, piłka docierała rzadko.

Marsylczycy natomiast przybyłych do Goeteborga fanów przyjemnie zaskakiwali, potrafili całymi minutami oblegać pole karne rywala, a nawet wymieniać błyskawiczne podania w jego wnętrzu. Wywierali na piłkarzach Rafaela Beniteza taką presję, że to nie Barthez, ale uchodzący za gwiazdę Valencii Santiago Canizares pierwszy nie wytrzymał i wybrał się na skraj pola karnego. I miał szczęście, że Camel Meriem uderzył - gdy bramkarz ledwie zdążył wrócić między słupki - bardzo niedokładnie.

Trener Jose Anigo nie mógł mu tego długo pamiętać, bo młody francuski rozgrywający grał nieźle, lecz to właśnie jego zdjął, gdy wprowadzał zastępcę Bartheza. Zdjął Meriema, pomocnika inspirującego drużynę, przez co bardzo skłonnych do pochlebstw porównywanego nawet do Zinedine'a Zidane'a, choć tak niedawno jego rodak - trener AS Monaco Didier Deschamps - pokazał w półfinale Champions League, że w osłabieniu można nie tylko się bronić, ale i odrabiać straty, wygrywać.

Kiedy na marsylczyków spadły te wszystkie nieszczęścia, nie zaimponowali takim hartem ducha i nieustępliwością, jaką podbili kibiców z całej Europy piłkarze z książęcego finalisty Ligi Mistrzów. Niespełna kwadrans po przerwie Valencia zadała decydujący cios. Vicente wreszcie uciekł lewym skrzydłem, dośrodkował, a Mista (kolejny z całego tłumu bohaterów sezonu, którym wzgardził niegdyś Real Madryt) miał aż nadto czasu, by przymierzyć w prawy róg bramki. Było 2:0.

Didier Drogba, jeden z najzdolniejszych snajperów nie tylko w lidze francuskiej, jeszcze szarpał, jeszcze próbował dać sygnał do odrabiania strat. Takiej przewagi mistrzowie Hiszpanii zaprzepaścić już jednak nie mogli. Zbyt dobrze znają niemiły smak finałowych porażek - w LM decydujące batalie przegrywali i w 2000, i 2001 roku. Teraz po raz pierwszy w historii wywalczyli podwójną koronę, a 39-letni Amedeo Carboni stał się najstarszym zawodnikiem, który wzniósł klubowe europejskie trofeum.

Jesienią będą jednymi z faworytów Champions League. Drogę wskazali im piłkarze Porto. W minionym sezonie również triumfowali i w rodzimej lidze, i Pucharze UEFA. W bieżącym pierwszy tytuł obronili, a drugi mają szansę zamienić na nieporównanie cenniejszy Puchar Europy.

Takie też będą cele Valencii na sezon następny.

Valencia - Olympique Marsylia 2:0 (1:0): Vicente (45.), Mista (58.).

Czerwona kartka: Barthez (45.).

VALENCIA: Canizares - Curro Torres, Ayala, Marchena (86., Pellegrino), Carboni - Rufete (64., Aimar), Albelda, Baraja, Vicente - Angulo (82., Sissoko), Mista.

OLYMPIQUE: Barthez - Ferreira, Beye, Hemdani, Meite, Dos Santos - Marlet, Flamini (71., Battles), N'Diaye (84., Celestini), Meriem (45., Gavanon) - Drogba.