Sport.pl

Czy polscy sportowcy będą bezpieczni w Atenach?

Nad bezpieczeństwem olimpijczyków USA mają czuwać w Atenach komandosi, każdy z 300 Brytyjczyków ma mieć osobistego ochroniarza 24 godziny na dobę, o sportowców z Australii troszczy się ich premier. A Polacy? Wiceprezes PKOl radzi naszym reprezentantom, żeby wtopili się w tłum


- Przede wszystkim Polacy nie powinni rzucać się w oczy. Nie będą więc mogli chodzić po mieście w narodowych dresach, budynki w wiosce olimpijskiej, w których będą mieszkali, nie zostaną oznakowane narodowymi emblematami - mówi "Gazecie" Ryszard Stadniuk, wiceszef Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Igrzyska niemile widziane

W środę 2 maja rano, dokładnie sto dni przed rozpoczęciem igrzysk, trzy bomby domowej roboty wybuchły w Atenach. Rząd obarczył odpowiedzialnością za eksplozje lewicowych ekstremistów. - Ten odosobniony incydent nie ma żadnego wpływu na przygotowania do igrzysk ani na bezpieczeństwo ich uczestników - uspokajał premier Kostas Karamanlis. Na próżno.

Kilka dni temu do zamachu przyznała się Grupa Walka Rewolucyjna."Zmiana Grecji w fortecę, zaangażowanie NATO, obecność zagranicznych wywiadów, pokazują jasno, że olimpiada to nie święto, jak mówią organizatorzy, lecz wojna. Wszyscy reprezentujący międzynarodowy kapitał, globalni mordercy za pieniądze, przedstawiciele rządów, a także bogaci turyści nie będą tu mile widziani" - napisali terroryści w oświadczeniu.

Co na to uczestnicy igrzysk? Szczególnie członkowie koalicji antysaddamowskiej dmuchają na zimne.

Amerykanie, Brytyjczycy i Australijczycy chcą mieć dodatkową własną ochronę w ramach ustanowionego przez MKOl limitu osób towarzyszących sportowcom do 55 proc. ekipy. Minister porządku publicznego Grecji spotyka się z szefami CIA, FBI, z Doradcą do Spraw Bezpieczeństwa Narodowego Condoleezzą Rice. Szefem ochrony olimpijczyków USA jest Larry Buendorf, który w 1975 roku w Sacramento udaremnił zamach na prezydenta Forda. Buendorf właśnie wrócił z Aten ze swojej 15. wizyty w ostatnich trzech latach!

Rząd australijski wydaje oficjalne ostrzeżenie dla podróżujących do Grecji turystów. Australijskie linie lotnicze Qantas - sponsor reprezentacji (tak jak LOT w Polsce) - mają plany ewakuacji narodowej drużyny dwoma jumbo jetami w razie niebezpieczeństwa. Nawet Niemcy, choć nie są zaangażowani w misję w Iraku, wynegocjowali wyjazd 90 policjantów do ochrony Domu Niemieckiego w Atenach.

To nie są paniczne ruchy histeryków. Australia ma najlepsze rozeznanie o stanie bezpieczeństwa w Atenach - jest w grupie siedmiu państw doradzających Grecji w sprawie zagrożeń terroryzmem, obok USA, Wlk. Brytanii, Francji, Niemiec, Hiszpanii i Izraela.

Ryzyko nieznane?

Nieoficjalnie wiadomo, że Grecy podzielili 202 reprezentacje na trzy kategorie: wysokiego, średniego i niskiego ryzyka. W której grupie jest Polska? Nie wiemy.

Bo oficjalne stanowisko greckiego rządu brzmi: wszyscy sportowcy będą traktowani tak samo.

- Ochrona ekipy USA, Izraela, Australii i Polski będzie identyczna jak reprezentacji Kiribati? - powątpiewaliśmy w rozmowie Reginą Desfiniotou, wyższą funkcjonariuszką (police major) ministerstwa porządku publicznego.

- Oczywiście bierzemy pod uwagę sygnały zagrożenia skierowane przeciwko konkretnym misjom. I reagujemy - odpowiedziała Desfiniotou.

- Czy z powodu naszej obecności w Iraku Polska jest wśród misji, które traktujecie poważniej niż inne - zapytaliśmy.

- Nie mogę na to pytanie odpowiedzieć. Czynimy wszystko, co jest w ludzkiej mocy, aby wypełnić obowiązek ochrony wszystkich olimpijczyków - powiedziała Desfiniotou.

Jednak 13 maja w nocy na stadionie olimpijskim przebywała dziennikarka i fotoreporter londyńskiego "Timesa". Dopiero po 150 minutach zatrzymała ich ochrona. Wcześniej strażnik poczęstował gości piwem. Dziennikarka twierdzi, że mogła na stadionie zrobić wszystko, włącznie z zamontowaniem bomby z opóźnionym zapłonem. Po krótkim pobycie za kratkami dziennikarzy zwolniono, podobnie jak trzyosobową ekipę niemiecką, która zrobiła to samo co Anglicy, tylko na obiektach sportów wodnych.

A Polska? Polska zrobi szkolenie

Polskich żołnierzy jest w Iraku trzy razy więcej niż Australijczyków. W Atenach wystartuje 160-170 naszych sportowców. Co się robi, by zapewnić im bezpieczeństwo podczas igrzysk? PKOl skontaktował się z Biurem Ochrony Rządu, które oddelegowało do spraw olimpijskich oficera łącznikowego.

Dariusz Aleksandrowicz z BOR zastrzega, że "metody działania biura są niejawne", ale ujawnia: - Na tym etapie nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, czy jakikolwiek funkcjonariusz BOR będzie w Grecji chronił sportowców. Te sprawy właśnie się decydują.

Wiadomo natomiast, że podczas otwarcia igrzysk gościem w Atenach będzie prezydent Aleksander Kwaśniewski i prawdopodobnie tym zajmuje się BOR, a nie bezpieczeństwem sportowców, choć według ustawy o BOR należy do niego nie tylko ochrona dostojników, ale też "innych osób ze względu na dobro państwa".

Według Aleksandrowicza BOR jest także w kontakcie ze swoim odpowiednikiem w Grecji, ale podał, że tym odpowiednikiem jest "Ministry of Public Order, Headquarters of the Hellenic Police" (czyli Ministerstwo Porządku Publicznego, Komenda Główna Policji), więc nie wiadomo, czy oficer wie, co mówi.

Kolejne spotkanie działaczy Polskiego Komitetu Olimpijskiego z udziałem oficera łącznikowego BOR odbędzie się pod koniec maja.

Wiceprezes PKOl Ryszard Stadniuk był na spotkaniu departamentu bezpieczeństwa komitetu organizacyjnego igrzysk z delegacjami Wlk. Brytanii, Hiszpanii, Niemiec, Francji i Włoch. Polska została dołączona do spotkania na wniosek Hiszpanii i Francji.

- Zrobimy szkolenie zawodnikom, jak należy się zachować podczas olimpiady. My nie chcemy być na świeczniku. W tej sytuacji lepiej być w cieniu - twierdzi Stadniuk.

W niedzielę poleci na kolejne spotkanie do Aten.