Górnik Polkowice - Górnik Łęczna 2:0

Górnik Polkowice nie przegrał trzeciego, kolejnego z rzędu meczu i awansował na 12. pozycję w tabeli, z której bezpośrednio nie spada się z ligi. Bohaterami pojedynku z Łęczną byli: Dubicki, Nawotczyński i Pater - gracze wypożyczeni z Wisły Kraków do Polkowic
- Wreszcie się odblokowałem - cieszył się po meczu napastnik gospodarzy Daniel Dubicki. - We wcześniejszych spotkaniach miałem sytuacje bramkowe, ale nie potrafiłem ich wykorzystać. Ale najważniejsze, że w drugiej połowie zagraliśmy z charakterem jako zespół. Wreszcie pokazaliśmy, że "mamy jaja" - obrazowo tłumaczył Dubicki.

Punkty wywalczone z Górnikiem Łęczna są dla Polkowic bezcenne. Drużyna nie tylko "pozostała w grze", jak trafnie skomentował wynik szkoleniowiec gospodarzy Wiesław Wojno, ale przede wszystkim wyprzedziła w tabeli Widzew oraz Świt i awansowała na miejsce barażowe. Niby mała rzecz, ale bardzo cieszy, gdyż całkiem niedawno Górnik Polkowice zamykał tabelę i praktycznie nikt nie dawał tej drużynie jakichkolwiek szans na uniknięcie degradacji.

W sporcie, tak jak i w życiu, potrzebne jest szczęście. Górnikowi Polkowice bardzo długo szczęście nie sprzyjało. Choćby w pierwszym pojedynku tych zespołów w Łęcznej, kiedy Polkowice grały z przewagą dwóch zawodników, Bosanac wykonywał rzut karny, ale go przestrzelił, a później zwycięskiego gola zdobyli gospodarze. Tym razem to Polkowice miały fart. Szczególnie do przerwy. Przełomowym momentem pojedynku mogła okazać się sytuacja, gdy w I połowie, po zupełnie niegroźnym dośrodkowaniu Wolańskiego - Banaszyński łapał piłkę tak niefortunnie, że przepuścił ją między rękami. Cały stadion zamarł w milczeniu, gdy piłka toczyła się do pustej bramki, ale na szczęście dla miejscowych bramkarz rzucił się w pogoń za piłką i rozpaczliwym rzutem zdołał złapać ją tuż przed linią bramkową.

Kto wie, jak potoczyłyby się losy tego pojedynku, gdyby Banaszyński zaliczył w tym momencie "samobója", tym bardziej że w pierwszej połowie miejscowi grali źle i słabo. Gracze Górnika Polkowice sprawiali na boisku wrażenie spiętych presją pojedynku i w zasadzie nie zagrażali rywalom. Gospodarze wyjątkowo nieporadnie prezentowali się w ofensywie, a winę za taki stan rzeczy ponosili głównie zawodnicy drugiej linii. Niestety, fatalne zawody rozgrywał Bosanac, który wstrzymywał większość akcji, prezentując archaiczny futbol polegający głównie na graniu w poprzek lub do tyłu, do najbliższego partnera. Takie granie "na alibi" oraz dość głębokie ustawienie innych pomocników i defensorów powodowało, że miejscowi mieli problemy z przedostaniem się pod bramkę rywali. Tym razem trener Wojno nie czekał zbyt długo ze zmianami (tak jak we wcześniejszym arcyważnym meczu z Katowicami) i szybko zdjął z boiska Bosanaca oraz zupełnie bezproduktywnego Pilcha. Dokonał też drobnych korekt w ustawieniu zespołu i na efekty nie trzeba było zbyt długo czekać.

Łęczna nie grała lepiej. Co prawda Bugała z Soczewką opanowali środek boiska, gdzie bez większych problemów dominowali, ale niewiele z tego wynikało, gdyż napastnicy gości nie dochodzili do żadnych sytuacji strzeleckich. Poza jednym, wspomnianym już dośrodkowaniem Wolańskiego. Najlepszym komentarzem do gry Łęcznej w tym pojedynku jest taki fakt, że w całym spotkaniu goście tylko raz celnie strzelili na bramkę Banaszyńskiego. Jednak po uderzeniu Bugały bramkarz miejscowych pewnie interweniował.

Losy pojedynku odmienił jeden z najbardziej krytykowanych wcześniej graczy Polkowic - Narwojsz. Od momentu przyjścia do klubu Wiesława Wojny zawodnik ten został "odkurzony" i opuścił ławkę rezerwowych i trybuny, z których oglądał większość meczów w rundzie rewanżowej. W 53. min - po mądrym i szybkim wznowieniu rzutu wolnego przez Adamskiego - Narwojsz po krótkim rajdzie mocno dośrodkował na pole karne, a Dubicki efektownym szczupakiem posłał piłkę do siatki.

- W tym meczu wreszcie niektórzy piłkarze zaczęli spłacać dług wobec klubu, a inni w stosunku do mnie. Mówię o długu wdzięczności zawodników wypożyczonych z Wisły Kraków w stosunku do klubu i długu Marcina Narwojsza wobec mnie. Postawiłem na niego i zaczął mi się odpłacać dobrą grą - tłumaczył na konferencji prasowej trener Wojno.

Zwycięstwo miejscowych, które zwiększyło szanse Polkowic na utrzymanie się w lidze, przypieczętował Nawotczyński, gracz wypożyczony z Wisły Kraków. Po dośrodkowaniu innego "wiślaka" Patera - Nawotczyński wyżej wyskoczył od Bożyka i mocnym uderzeniem głową nie dał żadnych szans obrony Mioduszewskiemu.

Podrażniona utratą bramek drużyna z Łęcznej starała się zdobyć kontaktowego gola, jednak w ataku nie miała żadnych atutów, aby poważniej zagrozić bramce gospodarzy. Pomimo niekorzystnego wyniku goście i tak powinni być zadowoleni. Przecież utrzymali się już w ekstraklasie, a z dyspozycją, jaką reprezentują w rundzie rewanżowej, niespecjalnie na to zasługują.



Górnik P. - Górnik Ł. 2:0 (0:0)

Bramki: Dubicki (53, po zagraniu Narwojsza), Nawotczyński (74, po zagraniu Patera).

Górnik P.: Banaszyński - Nawotczyński, Jeziorny, Szymański - Wojtarowicz, Adamski Ż, Bosanac (46. Gorząd, 61. Szostak), Pater, Narwojsz - Pilch Ż (55. Krzyżanowski Ż), Dubicki.

Górnik Ł.: Mioduszewski - Bożyk, Budka, Pawelec - Wolański, P. Bronowicki Ż, Soczewka, Bugała (83. Szymanek), G. Bronowicki Ż - Skwara Ż, Szałachowski (58. Czereszewski).

Sędziował: Mirosław Ryszka (Warszawa). Widzów: 2500.

GÓRNIK P. - GÓRNIK Ł.

10 strzały4
4celne1
22faule23
2spalone2
7rzuty rożne2