Menedżer Górnika Łęczna: Zaczyna się klarować

Z Waldemarem Kwiatkowskim, menedżerem Górnika Łęczna, rozmawia Wiesław Pawłat
Rewelacyjnie grający jesienią Górnik Łęczna wiosną w niczym nie przypomina drużyny, która po ośmiu kolejkach była liderem ekstraklasy.

W tabeli rundy rewanżowej łęcznianie zajmują ostatnią pozycję. Menedżer Górnika Waldemar Kwiatkowski twierdzi z przekonaniem, że będzie lepiej.

Wiesław Pawłat: Wiosną Górnik wygrał zaledwie raz i dwukrotnie zremisował. Dlaczego gracie tak słabo?

- Waldemar Kwiatkowski: Trudno na to jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością duży wpływ na nasze wyniki miała duża liczba kontuzji. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy z tego powodu nie pauzowali. Myślę, że "zaszkodziła" też spora ilość punktów zdobytych jesienią. To spowodowało pewne rozluźnienie w zespole, choć z drugiej strony powinno dać duży komfort psychiczny. Natomiast zupełnie niewytłumaczalna jest słaba gra wyróżniających się jesienią Pawła Bugały i Grzegorza Skwary. Ich postawa wymaga szczegółowej analizy po sezonie.

A może jedną z przyczyn były nietrafione transfery dokonane w zimowej przerwie?

- Rzeczywiście można mieć zastrzeżenia do Łukasza Tupalskiego i Piotra Matysa. Jeśli chodzi o tego pierwszego, to załatwiliśmy go w ostatniej chwili, bo jak kontuzji doznał Grzegorz Bronowicki, nie mieliśmy nikogo na lewą stronę. Być może przeskok z II ligi do ekstraklasy był dla tego gracza za duży, ale myślę, że przyszłość przed nim. Chcieliśmy na tę pozycję wypożyczyć Krzysztofa Majdę ze Stasiaka/KSZO, ale ostrowiecki klub się nie zgodził. Natomiast Matys w polu radził sobie nieźle, lecz od napastnika wymaga się strzelania bramek, a on ani razu nie trafił do siatki rywali. Muszę przypomnieć, że wcześniej rozmawialiśmy z Piotrem Gierczakiem i Marcinem Bojarskim, ale obaj się wycofali.

Czy już prowadzi Pan rozmowy z piłkarzami, którzy mieliby grać w przyszłym sezonie?

- Rozmawiam z pewną grupą zawodników, ale na szczegóły jeszcze za wcześnie. Chcemy do końca maja uzgodnić warunki umów z piłkarzami mającymi zostać w drużynie, jak i z tymi, którzy mają przyjść. Do końca sezonu jest jeszcze kilka kolejek i każdy zawodnik może przekonać trenera Jacka Zielińskiego, że jest potrzebny w zespole. Także Andrij Griszczenko i Tomasz Copik, o których się mówi, że opuszczą zespół. Nikt nie jest jeszcze skreślony.

Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że będzie lepiej?

- Od dłuższego czasu nie graliśmy w optymalnym zestawieniu. Ostatnio wznowili treningi Artur Kościuk i Marcin Boguś. Do pełnej sprawności powrócili już Sylwester Czereszewski, Tomasz Prasnal i Grzegorz Bronowicki. Wszystko powoli zaczyna się klarować. Jest więc nadzieja, że przynajmniej dwie ostatnie kolejki zagramy w najsilniejszym składzie.

Po sezonie wybieracie się za ocean...

- Tak. Jedziemy tam 14 czerwca na zaproszenie polonijnego klubu Vistula Garfield. W Nowym Jorku będziemy 10 dni i rozegramy tam trzy spotkania. Właśnie odebrałem wizy amerykańskie. Wszyscy je dostali, ale najdłuższą, bo 10-letnią ma Sylwester Czereszewski.