Jak Werder został mistrzem Niemiec

Całe Niemcy oklaskują dzielnych piłkarzy Werderu Brema, którzy dwie kolejki przed końcem sezonu wywalczyli mistrzostwo Bundesligi, czwarte w 105-letniej historii swego klubu. Całe Niemcy nie mogą wyjść z podziwu: jak oni to zrobili?
Zdarzało się, że mistrzem Niemiec został beniaminek (Kaiserslautern) albo drużyna, która sezon wcześniej ledwo wybroniła się przed spadkiem (Borussia Dortmund). Dziś nad Renem głowią się, jak rozgrywki mogła zdominować drużyna tak przeciętna jak Werder. Cieszą się równocześnie, że zdetronizowała arogancki Bayern, "bezczelnie" sięgając po tytuł na boisku bogatszego i zatrudniającego najlepiej opłacane gwiazdy rywala.

Odpowiedź jest banalnie prosta: na taką ligę jak niemiecka wystarczy zgrana drużyna z trzema wybijającymi się ponad przeciętność piłkarzami (Ailton, Johan Micoud i Valérien Ismaël) i fajna atmosfera, stworzona przez trenera równiachę (Thomas Schaaf to kolejny szkoleniowiec, który zdobył tytuł po niedawnych przenosinach z boiska na ławkę trenerską).

Bo zagrają fryzury

Z plebiscytów wynikało, że Werder - szósta drużyna ubiegłego sezonu - co najwyżej włączy się do walki o Puchar UEFA, czyli miejsca 4-5. Sądzona tak, bo do zespołu doszedł jedynie nieznany francuski obrońca Ismaël z Crystal Palace, a plebiscyty przeprowadzono tuż po kompromitującej porażce 0:4 z austriackim słabeuszem SV Pasching w półfinale Pucharu Intertoto.

Śmiech całych Niemiec podziałał jak zimny prysznic. Trener Schaaf zagroził, że ponieważ wszyscy zagrali beznadziejnie, układając skład na pierwszy mecz sezonu będzie się kierował... atrakcyjnością fryzury piłkarza.

Drużyna wyjechała na krótki zamknięty obóz, by odciąć się od złośliwej prasy. - Ten wyjazd pomógł nam z Scheißmannschaft (gównianej drużyny - red) znów stać się zespołem głodnym sukcesów. Odzyskaliśmy mentalność zwycięzców - powiedział po powrocie Węgier Kristian Lisztes.

W pierwszym meczu sezonu Werder rozbił na wyjeździe szykowaną do walki o Ligę Mistrzów Herthę Berlin 3:0. Dwa gole zdobył wówczas Ailton, który zapewne zostanie "królem strzelców" (ma 27 goli, Roy Makaay z Bayernu 23). Grubawy Brazylijczyk, który wyznaje publicznie, że przed meczami lubi seks ze swoją Rosaritą, i o mało co nie został obywatelem Kataru, właśnie swoim wyglądem "usypia" obrońców rywali.

Kolejny gol padł po strzale Johana Micouda, którego nie chciano w Parmie, za to w Bremie szybko okrzyknięto "Zidanem znad Wezery". Dziś Francuzi debatują, czy to nie on powinien poprowadzić trójkolorowych na Euro 2004, gdy Zizou gra najgorzej od pięciu lat. Wspomagali ich Ismaël (Allofs wypatrzył go w drugoligowym Crystal Palace, dziś nad powołaniem go na Euro 2004 zastanawia się Jacques Santini), bramkarz Andreas Reinke, Ümit Davala (kapitan reprezentacji Turcji, który wydał ostatnio raperską płytę CD), Mladen Krstajic (Serb nie do przejścia), Krisztian Lisztes (kreatywny pomocnik) i bramkostrzelny Chorwat Ivan Klasnic (13 goli w sezonie).

Francuski łącznik

W trzeciej kolejce Werder rozbił 4:1 kolejnego kandydata do Ligi Mistrzów Schalke 04 i po raz pierwszy zajął pozycję lidera. Ale i wtedy nikt nie wymienił go jako faworyta do tytułu, zwłaszcza że działacze ogłosili rozstanie po sezonie z Ailtonem oraz Krstajicem. Wydawało się, że to strzał we własną stopę: co może osiągnąć drużyna, która wie, że po sezonie zostanie rozbita? W dodatku, kiedy ogłoszono, że Ailtona zastąpi Mirosław Klose, Brazylijczyk wpadł we wściekłość, mówiąc, że nigdzie by się nie ruszał, gdyby zaproponowano mu te same pieniądze, co reprezentantowi Niemiec.

Dlaczego nie przełożyło się to na kryzys drużyny? Piłkarze odpowiadają: postarali się o to Allofs i Schaaf - architekci świetnej atmosfery w drużynie i supermotywatorzy. Pierwszy to były słynny reprezentant Niemiec oraz Olympique Marsylia i Bordeaux. To poprzez swe francuskie związki ściągnął do klubu Micouda i Ismaëla (wcześniej zaś odkrył Ailtona i Claudia Pizzaro).

Drugi, choć jako trener ma tylko pięcioletni staż, spędził na Weserstadion jako zawodnik ponad 20 lat (zdobywając dwa tytuły i Puchar Zdobywców Pucharu), a na szkoleniowca namaścił do słynny Otto Rehhagel, z którym pracował przez 14 lat. - Najważniejsza rzecz, jakiej mnie nauczył, to angażować się w to, co robisz w stu procentach. Tego samego wymagam od moich piłkarzy i niczego więcej - mówi dziś Schaaf.