Sport.pl

Piotr Nowak, trener DC United: W drodze na księżyc

Ostatni mundial pokazał, że Amerykanie już wiele znaczą i to znaczenie będzie się zwiększać. Pracują fantastycznie. Przed ich ligą i reprezentacją wielka przyszłość - mówi Piotr Nowak, były kapitan reprezentacji polski w piłce nożnej. Obecnie trener DC United w amerykańskiej MLS.


Po przegranym 2:3 meczu z NY MetroStars na stadionie futbolowym Giants w East Rutherford trener DC United Piotr Nowak przemawiał, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeniósł się do polskiej ligi: - Nie będę mówił źle o sędziach, bo nie mogę, ale sędziowie katastrofalnie sędziowali, przez co wypaczyli wynik spotkania.

Dziennikarze - chyba w USA nie do końca przyzwyczajeni do tak bezpośrednich ataków na arbitrów - chcieli konkretnie dowiedzieć się, o co chodzi. - Nie mogę powiedzieć, nie do mnie należy ocena - usłyszeli od wzburzonego Nowaka.

Trener następnie udał się na świeże powietrze na papierosa. To wyraźnie go uspokoiło, bo po półgodzinie wrócił i rozmawialiśmy już spokojnie w szatni gości, podczas gdy na zewnątrz piszczały dzieci i nastolatki, którym Freddy Adu, nowa gwiazda amerykańskiej piłki nożnej, podpisywał bilety, plakaty i koszulki.



Radosław Leniarski: Jest Pan trenerem bardzo dobrej drużyny w kraju, o którym wszyscy mówią, że jest przyszłością futbolu. Czy łatwo przeistoczyć się z piłkarza w trenera?

Piotr, czyli Peter Nowak: To dla mnie nowa rzecz, ale po karierze piłkarskiej przejście do roli trenera jest naturalne. Szybko dostałem pracę, bo zaledwie rok po skończeniu gry, ale myślę, że jestem do niej gotowy.

Niestety, jest Pan wyjątkiem wśród polskich trenerów. Dlaczego dostał Pan taką prominentną posadę?

- Dostałem ją ze względu na moje podejście do pracy, do zawodu trenera. Kiedy rok temu kończyłem karierę piłkarza i trenowałem młodzież w Chicago i na Florydzie [tam znajduje się wielki ośrodek sportowy, w tym piłkarski w Bradenton - R.L.], utrzymywałem stałe kontakty z menedżerami Major League Soccer. Już wtedy wiedziałem, że będę jednym z kandydatów na trenera klubu MLS. - Wiemy, że jesteś gotowy do prowadzenia drużyny, podejmujesz decyzje, które nam się podobają. Chicago Fire zyskał dzięki twoim pomysłom. Jak przyjdzie czas, zgłoś swoją kandydaturę - usłyszałem od szefów DC United. Zmotywowali mnie.

Amerykanie znali Pana dobrze?

- Znali mnie tu wszyscy. Wiedzieli, jak dużo zrobiłem dla Chicago Fire, dla polskiej reprezentacji. W DC United przez dobrych kilka lat nie było człowieka, który by poukładał skomplikowane puzzle, z jakich składa się drużyna. Przez ostatnie trzy miesiące kilka klocków udało nam się poukładać, nasza gra zaczęła przypominać piłkę nożną, ale muszę przyznać, że nadal nie widać całego obrazka. Wiemy, jak powinien wyglądać, mamy go przed oczami, ale nie możemy znaleźć właściwych kawałków. Czeka nas jeszcze wiele pracy, miesiące.

Jak porówna Pan trenerów w Polsce, Niemczech i USA?

- Na całym świecie trener nie zna dnia ani godziny zwolnienia. Wszędzie rozliczają cię z wyników, więc trzeba ciężko pracować. I wszędzie sprawy szkoleniowe są na twojej głowie. Tutaj też tak jest, ale ja mam wielkie poparcie ze strony prezydenta klubu i generalnego menedżera. Na razie.

Przed sezonem powiedziałem zawodnikom: mamy do zdobycie trzy trofea, więc będziemy walczyć o Puchar Ameryki, mistrzostwo Ameryki i puchar dla najlepszej drużyny regularnego sezonu. Przez cztery lata DC United zdobyli trzy tytuły mistrzowskie. Nie patrzymy w przeszłość, ale mamy wygrywać.

To chyba trochę inaczej niż w Polsce, gdzie cele są stawiane asekuracyjnie, żeby nie było później mowy o ewentualnej klęsce.

- Dlaczego inaczej? Grałem w Polsce, grałem w Niemczech i zawsze chciałem osiągnąć jak najlepsze wyniki. Nic się nie zmieniło. Teraz staram się przekazać to, co zdobyłem, zawodnikom i organizacji DC United. Na przekład takie zdanie: "Jeżeli będziesz się starał dotrzeć do księżyca, znajdziesz się między gwiazdami". Trzeba stawiać sobie najwyższe cele.

Ciąży na Panu wielki obowiązek, aby z wielkiego talentu, jakim jest Freddy Adu, zrobić wielką gwiazdę. Czy to Pan decyduje o tym, kiedy 14-latek ma wejść na boisko i walczyć z dorosłymi, czy generalny menedżer lub prezydent klubu?

- Gdyby miał o tym decydować prezydent albo menedżer, to w tej samej chwili złożyłbym dymisję. Gazety piszą a to, że Freddy wchodzi za wcześnie, a to, że za późno, a to, że jeszcze się nie nadaje, a najczęściej, że jest genialny. Ja nigdy nie poddawałem się presji. Muszę dbać o rozwój drużyny. Freddy do niej należy, dlatego muszę dbać również o jego rozwój. Ma czas, aby grać coraz lepiej, ma za sobą debiut, strzelił już pierwszą bramkę, więc obciążenie psychiczne zelżało. I spokojnie znajdzie swoje miejsce w zespole. Ale musi je sobie wywalczyć. Mam 22 zawodników i biorę na boisko 11 najlepszych. Nie będzie dobry, będzie siedział na ławce [Adu zagrał w czterech meczach w sumie 170 minut, zdobył jednego gola w spotkaniu z NY MetroStars, przegranym przez DC United. W sumie klub Nowaka w sześciu spotkaniach tylko jedno - pierwsze w sezonie - wygrał, trzy zremisował i dwa przegrał - R.L.].

Jak MLS wygląda w porównaniu na przykład z ligą polską?

- Praca, jaką Amerykanie zaczęli osiem, dziewięć lat temu, zakładając MLS i ośrodki szkolenia talentów, daje efekty. Poziom ligi zwykle przekłada się na reprezentację. Jeśli więc reprezentacja jest silna, to można powiedzieć, że liga nie może być słaba. Ostatni mundial pokazał, że Amerykanie już wiele znaczą i to znaczenie będzie się zwiększać. Co roku pojawiają się talenty, które zwiększają zainteresowanie ligą i wzmacniają reprezentację. W zeszłym roku był Landon Donovan, teraz są Adu, Bobby Convey. Piłkarze znajdują miejsce w dobrych klubach europejskich, w Anglii, Niemczech. To dobrze świadczy o systemie. Przed ligą i reprezentacją jest wielka przyszłość.

To pośrednia odpowiedź.

- Nie, jeśli porówna się osiągnięcia i miejsca pracy piłkarzy z Polski i USA.

Czyżby więc zgadzał się Pan z opinią, że Amerykanie są w stanie zdobyć tytuł mistrza świata na najbliższym mundialu? Podobno taki cel postawili sobie kilka lat temu?

- Niepoważne byłoby, gdyby powiedzieli, że chcą zdobyć tytuł, i czekali na niego bezczynnie. Bo zakładać można sobie wszystko, ale ważne jest to, czy dąży się do osiągnięcia celu, nawet jeśli dla innych wydaje się nieosiągalny. Oni pracują nad tym bardzo konsekwentnie i przynajmniej z tego powodu nie można ich dążeń lekceważyć.

Młodzi ludzie, jak junacy, są zgrupowani w jednym miejscu, dobrze karmieni, dobrze utrzymywani, boiska w dobrym stanie. Niczego im nie brakuje - to jak hodowla drobiu.

- Czy to źle? To są reprezentacje młodzieżowe, 30-40 zawodników grających razem.

Europejczycy być może chcieliby mieć takie wylęgarnie, ale nie mają na nie czasu. Już, natychmiast trzeba grać o wynik. Setki klubów nie mają głowy do takich pomysłów w gonitwie za zyskiem, narodowe federacje nie mają wizji. Efekt jest taki, że kilka krajów w Europie ma reprezentacje młodzieżowe na jako takim poziomie, przegrywające w najważniejszych turniejach, kilka innych ma na niskim poziomie, w dodatku później piłkarze gdzieś znikają w tłumie. W Niemczech huczą, że nie ma młodych niemieckich piłkarzy. Kibice pytają, gdzie są nowe talenty, gdzie są nowe twarze. Nie ma, bo dla niemieckich, bogatych klubów łatwiej sprowadzić piłkarzy z zagranicy, niż promować młode twarze, co wymaga czasu, konsekwencji, no i tych nowych twarzy.

Federacja amerykańska ma taki program, Amerykanie idą w bardzo dobrym kierunku, pracują fantastycznie. Inaczej jest w moim klubie. Tu nie mogę sobie pozwolić na hodowlę, zrobić sobie 40-50-osobową drużynę, bo nie mógłbym pracować. Ale po play-off jest na to czas, aby zrobić obóz i obejrzeć wszystkich chętnych.

Nie myślał Pan o tym, aby zajrzeć w tym celu do Polski?

- Teraz o tym nie myślę. Mamy sezon.

Nie pytam o nazwiska. Ogólnie pytam, czy Polacy nadawaliby się do MLS?

- No, mamy w kraju taką sytuację, że kluby nie są silne finansowo i piłkarze wyjeżdżają na Zachód, gdzie niewielu jak dotąd zrobiło karierę. Trzeba poczekać, aż Polska stanie na nogi pod względem finansowym. Wtedy nie będą ginąć 18-20-letnie talenty. Teraz jest tak, że są niejako zmuszani przez sytuację, menedżerów, którzy też przecież funkcjonują w tym niebogatym kraju, do szybkiego, przedwczesnego wyjazdu. Nie ma tak zwanego zaplecza - nie możemy sobie powiedzieć: OK, sprzedajemy pięciu młodych znakomitych piłkarzy, ale trzech-czterech jeszcze zostaje. Po prostu sprzedajemy tego jednego rodzynka, którego mamy, aby mieć pieniądze na przetrwanie. Na dłuższą metę to katastrofa dla polskiej piłki, bo z reprezentacji młodzieżowych, które grały dobrze w turniejach mistrzowskich, nie ma teraz nikogo. Tak nie można się rozwijać. Ale według mnie to problem sytuacji finansowej kraju.

Wyobraźmy sobie, że przychodzi do Pana faks z Polskiego Związku Piłki Nożnej z propozycją objęcia funkcji selekcjonera reprezentacji. Co by Pan odpowiedział?

- No, trochę na to za wcześnie, ja jednak pracuję jako trener dopiero pół roku. Zobaczymy za rok.

Rozmawiał w Nowym Jorku



Piotr Nowak

39-letni trener DC United urodził się w Pabianicach, gdzie w 1979 roku zaczął grać w piłkę. Występował w Zawiszy Bydgoszcz, tureckim Bakirkoyspor (1990-92), szwajcarskim Young Boys Berno (1992-93), Dynamie Drezno (1993-94), Kaiserslautern (1994), TSV Monachium (1994-97). W 116 meczach Bundesligi zdobył 17 bramek. Dla reprezentacji Polski Nowak zdobył trzy gole w 24 spotkaniach. Przez trzy lata był kapitanem kadry, przez pięć lat kapitanem Chicago Fire, w którym strzelił 26 goli i miał 48 asyst. W styczniu tego roku został trenerem najbardziej utytułowanego amerykańskiego klubu.