Sport.pl

Legia - Wisła Płock 2:0

Czy Legia potrzebuje Ireneusza Jelenia? Mecz z Wisłą Płock pokazuje, że niekoniecznie. Drużyna Dariusza Kubickiego wygrała 2:0, a wicelider tabeli strzelców przez 90 min miał tylko jedną okazję. - To jednak bardzo dobry zawodnik. Słaby nie strzeliłby 16 goli w sezonie - mówią zatrudnieni przy Łazienkowskiej napastnicy.
Gdy przed rozpoczęciem rundy wiosennej Legię opuścił Stanko Svitlica, wydawało się, że nie będzie miał kto trafiać do siatki. Marek Saganowski miał wiele zalet, ale pod bramką rywali tracił pewność siebie. Trzy gole w kilkunastu spotkaniach to nie był dorobek godny zawodnika aspirującego do kadry. Piotr Włodarczyk w swoich poprzednich klubach miał godne osiągnięcia, ale według powszechnej opinii nie miał prawa w pełni zastąpić Serba. A Jeleń? Ciągle się spekuluje o jego przyjściu do Legii w przyszłym sezonie. - Jestem pełen podziwu dla tego napastnika. Ciągle robi postępy. Za jakiś czas to może być świetny zawodnik - powiedział trener legionistów Dariusz Kubicki. I Jeleń wiosną faktycznie rozwijał się z każdą kolejką. Trafiał w sześciu kolejnych spotkaniach. Jako jedyny ma szansę w klasyfikacji strzelców doścignąć Macieja Żurawskiego. I to mimo że nie wykonuje karnych.

No właśnie, z całej wymienionej trójki tylko Włodarczyk wykonywał "jedenastki" w lidze i skutecznie, i regularnie. Robił to w Widzewie Łódź i Śląsku Wrocław. Saganowski ma jednak w Legii pewniejszą pozycję, a po tym, co zaczął pokazywać na wiosnę (tak jak w ubiegłym roku w rewanżowej rundzie rozgrywek zaczął trafiać jak na zawołanie), jego pierwszeństwo w wykonywaniu "jedenastek" wydawało się absolutne. W sparingach pod tym względem miał skuteczność 50 proc. (jeden strzelony i jeden nie). Teraz jest gorzej, bo w lidze jednego strzelił, a w dwóch przypadkach nawet nie wcelował w bramkę. Ale to ważne tak naprawdę dopiero po sobotnim meczu. Przed meczem wszyscy nastawiali się na rywalizację "Sagana" z Jeleniem. A wygrał na tym wszystkim ten trzeci, czyli Włodarczyk. O tym świadczą bramka i asysta.

Początkowo w sobotnim meczu na tego trzeciego mało kto zwracał uwagę, bo trochę się ślizgał i nie dochodził do piłek. Na Jelenia czekała cała skoncentrowana warszawska obrona. Tymczasem Saganowski jak zwykle był wszędzie i tak jak jesienią jakby go nigdzie nie było. To znaczy biorąc pod uwagę, ile szumu robił, był nadspodziewanie mało efektywny. Najbardziej było to widoczne na początku spotkania, kiedy pięknie wyszedł na pozycję, a z woleja fatalnie nie trafił. Nie tylko w bramkę, nawet w piłkę. Było jednak ślisko i kto kiedykolwiek grał w piłkę, łatwo to zagranie by mu wybaczył.

Tymczasem Jeleń był nadspodziewanie mało aktywny. W 20. min mógł dobiec do piłki, ale przestraszył się Jacka Zielińskiego. - Mamy najlepszą obronę w Polsce - stwierdził Saganowski. Biorąc ten mecz pod uwagę, wypada mu wierzyć, że dobrze wie, o czym mówi. Tym większy więc podziw dla napastnika, że chwilę potem to on tę obronę tak bardzo przestraszył. Do prostopadłego podania minutę później ruszył idealnie. A mając przed sobą reprezentacyjnego od niedawna bramkarza Artura Boruca, oszukał go z niebywałą wprawą. Tylko że nie wziął pod uwagę niedbałej, acz niebywałej prędkości Dicksona Choto, który dogonił piłkę tuż przed linią bramkową. - Uderzyłem za słabo - tłumaczył później supersnajper gości, który strzelał gole w sześciu kolejnych meczach. - I serię miałby jeszcze lepszą, gdyby akurat nie trafił na Legię - mówił trener płocczan Mirosław Jabłoński (kiedyś doprowadził Legię do wicemistrzostwa i Pucharu Polski - czy to osiągnięcie wyrówna w tym roku Dariusz Kubicki?).

Po przerwie obrona Legii już czekała na snajpera Jelenia i nie pomyliła się nawet w najmniejszym aspekcie. A zawodnik przymierzany zarówno do Legii, jak i Wisły Kraków nic nie mógł zrobić, bo był osamotniony. Wisła Płock grała tylko nim jednym w ataku.

Saganowski z Włodarczykiem grali natomiast we dwójkę wspomagani jeszcze przez coraz bardziej rozkręcającą się drużynę. Legia miała nie tylko bardzo pewnego bramkarza Artura Boruca (na wszelki wypadek, bo nie miał okazji, by pokazać, jak bardzo mu nie brakuje pewności), ale też wszystko na poziomie. Dickson Choto, Jacek Zieliński i Marek Jóźwiak w obronie nie tylko czekali na Jelenia, ale też bez wysiłku trzymali pozostałych piłkarzy rywala w szachu (jesienią w Płocku nie zagrał Zieliński, wtedy obroną kierował Choto, kiepski jako kierownik, ale teraz świetny jako wspomagacz). A druga linia miała swój dzień (zawsze, gdy fachowcy oceniają spotkanie, mówią, że co było kluczowe? - gra drugiej linii). Jedyne, czego pomocnicy Legii mogą żałować, to to, że na ich tle nie mógł się sprawdzić dawny kolega z zespołu Adam Majewski, w ostatniej chwili kontuzjowany. Tomasz Sokołowski II jeszcze nigdy nie grał tak dobrze, odkąd przyszedł do Legii. Łukasz Surma i Aleksandar Vuković trzymali środek, a Jacek Magiera nie tylko podtrzymywał, ale też był groźny pod bramką jak rzadko kiedy. I tylko Tomasz Sokołowski I wyglądał jakby był nieco zmęczony.

Dlatego Włodarczyk z Saganowskim mogli parę razy się rozpędzić, co raz skończyło się golem uznanym (chociaż Włodarczyk po kilku meczach bez gola miał sporo szczęścia, bo gdyby bramkarz Paweł Kapsa trzymał nogi zwarte, to strzał prosto w niego wcale nie musiałby trafić do siatki), a raz pomyłką sędziego, który uznał spalonego, którego tak naprawdę nie było.

Szkoda tylko strzału z karnego zatrzymanego przez słupek. Co jeszcze można odnotować, jeżeli chodzi o atak? To, że trener Kubicki pod koniec meczu zmienił Włodarczyka na Manuela Garcię, dając mu jedną z ostatnich szans (w polskiej lidze jeszcze nie strzelił gola). W sumie więc w Legii było trzech napastników na jednego płockiego Jelenia. Ale biorąc pod uwagę, że Argentyńczyk w czerwcu z Warszawy odejdzie i pamiętając, w jaki sposób w sobotę została raz (ale dobrze) oszukana najlepsza i najbardziej doświadczona w Polsce obrona, to latem przy okazji transferów warto pamiętać o Jeleniu, póki jak kilku wcześniej zawodników (kilka lat temu choćby Żurawski) Legii nie ubiegnie Wisła z Krakowa. Gdyby bowiem Legia miała Saganowskiego, Włodarczyka i Jelenia, mielibyśmy nie tylko najlepszą obronę, ale i niespotykaną konkurencję trzech porządnych facetów o dwa miejsca w ataku.



Marek SaganowskiIreneusz Jeleń
0gole0
1asysty0
4strzały1
0strzały celne1
5spalone2
5faule0
2faulowany0
8pojedynki wygrane2
5straty7
11podania celne4
7podania niecelne2
3główki wygrane0
3główki przegrane0