Sport.pl

Opowieść o Piotrze Gabrychu, siatkarzu niepokornym

Kiedy wszyscy biegną w prawo, on na pewno pomknie w lewo - taka opinia panuje w siatkarskim światku o Piotrze Gabrychu - najlepszym zawodniku zakończonego właśnie ligowego sezonu
Niezbyt często zdarza się, że w kadrze debiutuje zawodnik, który ma 32 lata. Ale w przypadku Gabrycha nie może być inaczej. Wcześniej grał dobrze, ale nie wystrzałowo. Teraz w znakomitym stylu poprowadził Ivett Jastrzębie do mistrzostwa Polski.

Junak zamiast harleya

Pochodzi z Grudziądza. Chodził tam do miejscowej podstawówki oraz do technikum samochodowego. - Kumplowaliśmy się od młodzieńczych lat - mówi Marcin Grudzień, który przez pewien czas również grywał w siatkówkę. - W szkole był indywidualistą. Na przykład kiedyś postanowił, że nie będzie prowadził zeszytu, bo i bez niego jest w stanie nauczyć się materiału. Mimo że nauczyciel raz za razem wstawiał mu dwóje, on się nie złamał. Musiał mediować dyrektor - przypomina sobie Grudzień.

W siatkówkę grywał najpierw na przyblokowym trzepaku, potem w Szkole Podstawowej nr 7 i wreszcie w miejscowej Stali Grudziądz. Jednym z jego pierwszych trenerów był Tadeusz Gnaś: - Piotrek to urodzony wojownik, facet z charakterem. Wielkich problemów z nim nie miałem, bo to był człowiek honorowy. Potrafił zająć się obcym dzieckiem, które płakało na ulicy, gotów był stanąć murem za kolegami, gdy ci mieli problemy.

W drugoligowej Stali Gabrych grał przez kilka lat. - Chyba za długo siedział w tym Grudziądzu. On tu był zawsze najlepszy i chyba wcześniej powinien trafić do lepszego klubu - dodaje Grudzień, z którym Gabrych występował także w zespole siatkówki plażowej.

Od młodych lat Piotr uwielbiał koncerty metalowe oraz motory. - Gary, bo tak go już wtedy nazywaliśmy, zawsze marzył o harleyu, a że go nie było stać na takie cacko, kupił sobie jeszcze w technikum używanego junaka i na nim bujał się po Grudziądzu - opowiada Grudzień. - Składałem tego junaka w blokowej pralni, gdzie był nasz klub. Chciałem, żeby miał długie teleskopy, szeroką oponę i kilka innych gadżetów, ale plany i możliwości to dwie różne rzeczy - uśmiecha się Gabrych.

Kto mi zawiąże buty?

Ze Stali Grudziądz utalentowany siatkarz przeszedł do Avii Świdnik. Pograł tam kilka tygodni i... uciekł do rodzinnego miasta. Ryszard Gralak, prezes Stali: - Przyjechali po niego działacze Avii, bo im zwiał. Przetłumaczyłem mu, że ma jedyną szansę i powinien wracać do Świdnika. Po pewnym czasie rzeczywiście wrócił.

Po kilku latach gry w Avii Gabrych przyjechał na Śląsk. Do Radlina sprowadził go trener Zbigniew Błaszczak: - Był zaniedbany fizycznie, miał nadwagę i początki łatwe nie były. Nie za bardzo mu się chciało biegać po górach na zgrupowaniu w Wiśle, a kiedy już biegał, to w odwrotnym kierunku niż wszyscy. Na jednym z pierwszych treningów wołam coś do niego kilka razy i nic. Wszyscy wykonują polecenia, a Piotrek sobie stoi. Co jest? - krzyczę. Dopiero po chwili zobaczyłem, że Piotr ma na uszach walkmana i słucha sobie muzyczki. To facet, który ma swoją filozofię, ale szybko zrozumiałem, że można się z nim dogadać.

Gabrych znowu stawał się liderem zespołu. Kiedy w Radlinie zespół zdziesiątkowały kontuzje, udowadniał, że jest graczem uniwersalnym. Brał ciężar gry na siebie, występował jako przyjmujący, atakujący i środkowy. - Pewnie, gdyby była taka potrzeba, Piotrek sprawdziłby się nawet jako rozgrywający - dodaje z uznaniem Błaszczak.

Po Radlinie kolejnym przystankiem był Radom. W Czarnych Gabrych miał największe kłopoty. Najpierw z trenerem Edwardem Skorkiem. Przed czterema laty podczas meczu z Gwardią Wrocław Skorek chciał dokonać zmiany, a wtedy usłyszał od swego zawodnika: "Nie wejdę, bo mam buty niezawiązane". Kilka tygodni potem nastąpił ciąg dalszy sporu. "Piotr Gabrych kwestionuje moje decyzje, mentalnie nie pasuje do mojej drużyny. Albo będzie wykonywał moje polecenia, albo ja odejdę" - mówił szkoleniowiec. Gabrych otrzymał dwa mecze dyskwalifikacji, ale to Skorek wkrótce opuścił klub. Nowym szkoleniowcem został Wojciech Drzyzga. W trakcie meczu w Olsztynie zdenerwowany niekorzystnym wynikiem Gabrych zaczął używać niecenzuralnych słów i wdał się w szarpaninę z kolegami z własnej drużyny. Kiedy już niewiele brakowało, by doszło do bójki, zareagował Jarosław Stancelewski. Kapitan zespołu z Radomia wypchnął Gabrycha z boiska. Po tym incydencie Drzyzga odsunął Gabrycha od udziału w meczu i wyrzucił go z hali. Po meczu zawodnicy i trener nie wpuścili też Gabrycha do klubowego autokaru i "bohater" meczowego zamieszania musiał wracać do Radomia pociągiem. Zawodnika zawieszono do końca sezonu, w Radomiu już nie zagrał. Trafił do Sosnowca, ale tam kariery nie zrobił.

Olimpijskie wyzwanie

Dopiero przenosiny do Jastrzębia i współpraca z trenerem Igorem Prielożnym okazały się strzałem w dziesiątkę. Szkoleniowiec potrafił dogadać się z zawodnikiem, a ten uznał autorytet trenera i skupił się na grze. - Niech pan jednak nie myśli, że było łatwo - uprzedza Prielożny. Gabrych nie do końca zgadza się z opiniami na swój temat. - Jaki jestem naprawdę? Pracowity, uparty, potrafię sobie wyznaczyć cel i do niego dążyć. A co do starych zdarzeń? Może i te buty mogłem wtedy zasznurować... A tak na serio, to kiedyś byłem troszkę bardziej krnąbrny, młodszy, mniej doświadczony, ale moje obecne sukcesy świadczą, że wybrałem chyba właściwą drogę.

Miniony sezon Gabrych miał niezwykle udany, fachowcy dość zgodnie uznają go za najlepszego zawodnika rozgrywek. Trener Stanisław Gościniak nie miał wyjścia i powołał "Gary'ego" do kadry. Za niecały miesiąc biało-czerwoni grają arcyważny turniej kwalifikacyjny w Portugalii. Stawką jest olimpijski awans. - W kadrze powinien dostać szansę. I to w pierwszej szóstce, bo to nie jest zawodnik stworzony do siedzenia na ławce - mówi trener Błaszczak.

Pojawiły się też opinie, że Gabrych w kadrze to nieporozumienie, bo zaraz rozbije zespół i wprowadzi kiepską atmosferę. - Nie mam takich planów, niech pan to poda do publicznej wiadomości - zakomunikował zaraz na wstępie. - Cały czas staram się, angażuję się na treningach, jestem w niezłej formie i chcę pomóc kadrze w olimpijskim awansie. No a potem bardzo chciałbym zagrać na igrzyskach w Atenach - planuje siatkarz.