Studentki z Katowic pasjonują się włoską piłka nożną

Aleksandra Zioło i Katarzyna Włodarczyk z Katowic, studentki IV roku italianistyki, mają nietypową pasję. Obie pokochały włoską piłkę nożną
Katarzyna Włodarczyk i Aleksandra Zioło z Katowic, studentki IV roku italianistyki, pokochały włoską piłkę nożną.

- Zaczęło się w domu, przed telewizorem. Tata oglądał wszystkie możliwe mecze, a ja razem z nim. Na podwórku z kolegami też zawsze rozmawialiśmy o piłce. W tych rozmowach często powtarzało się nazwisko Maldini. Zapamiętałam je, a potem przypadkiem obejrzałam mecz Milanu z Parmą i już wiedziałam, której drużynie będę kibicować - uśmiecha się Kasia.

Nogi się ugięły

- Moje pierwsze wspomnienia związane z futbolem to zielona murawa na ekranie telewizora i mama, która pokrzykuje na tatę, że w tym domu poza piłką nic się nie ogląda - mówi Aleksandra, która pasjonuje się włoską piłką od 1994 r. - W USA odbywały się wtedy mistrzostwa świata, a ja byłam na wakacjach w Rimini. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem, co to znaczy być kibicem calcio. W hotelowej świetlicy oglądałam razem z Włochami mecz Włochy - Nigeria. Urzekła mnie atmosfera, pasja, jaką mieli w sobie ci ludzie. Wszystko było takie szczere, prawdziwe. Potem, gdy Włosi przegrali w finale w rzutach karnych z Brazylią, zobaczyłam na ich twarzach łzy, byłam świadkiem wielkiej żałoby. Nie zrozumiesz Włocha, nie rozumiejąc, czym jest dla niego piłka nożna - opowiada.

Dziewczyny nigdy nie widziały spotkania swojego ukochanego Milanu na żywo. Kasia była za to na słynnym stadionie San Siro.

- Pojechałam do Mediolanu na targi meblowe, byłam tłumaczką. Zwiedzania San Siro nie było oczywiście w planie. Powiedziałam jednak, że mogą mi za ten dzień nie płacić, a ja na stadion i tak pójdę. Boże, jaki to był widok! Nogi się pode mną ugięły. Czułam się, jakbym przeszła przez bramy świątyni - wspomina.

Kasia widziała co prawda mecz Milanu, ale było to spotkanie drużyny rezerwowej z zespołem Ancony. - Dla mnie nie było ważne, że na boisku nie biegają największe gwiazdy Milanu. Liczyło się, że mam na wyciągnięcie ręki czerwono-czarne koszulki - podkreśla.

Aleksandra oglądała za to na żywo mecz Lazio - Reggina. - Zabrała mnie rodzina, u której mieszkałam we Włoszech. Na stadionie czułam się bezpieczna, otaczali mnie szczęśliwi ludzie - mówi.

Wielkie świętowanie

W niedzielne popołudnia, gdy swoje spotkania rozgrywa Serie A, wyniki Milanu są informacją dnia.

- Wykupiłam abonament na oficjalnej stronie Milanu i oglądam mecze w internecie. To wydatek około 20 euro miesięcznie. Tyle mogę poświęcić. Gdy mecz Milanu transmituje Canal+, to wpycham się do kolegi. Oglądam też skróty spotkań na RAI Uno - wylicza Kasia.

- Poniedziałek rozpoczynam od lektury sportowej wkładki w "Gazecie Wyborczej". Na początku koleżanki i koledzy się dziwili. Teraz tylko się uśmiechają - dodaje Aleksandra.

Gdy w ubiegłym roku Milan wygrał Ligę Mistrzów, dziewczyny przeżyły najszczęśliwsze chwile w swoim życiu kibica. - Jakie to były emocje! Świetny mecz, a na koniec zwycięskie karne. Potem było wielkie świętowanie. Co się działo w domu, wolę przemilczeć - uśmiecha się Kasia.

Dziewczyny kibicują także reprezentacji Włoch. - Gdy ostatnio Polska grała z Italią, w domu była mała burza. Tata nie mógł zrozumieć, że kibicuję Włochom - śmieje się Kasia.

W marcu dziewczyny miały okazję poznać włoskich piłkarzy. Podczas turnieju eliminacyjnego do mistrzostw Europy do lat 17 były tłumaczkami włoskiej ekipy. - Gdy powiedziałyśmy, że jesteśmy fankami Milanu i reprezentacji Włoch, dostałyśmy owację na stojąco - podkreślają.

Liga polska dziewczyn jakoś nie pasjonuje. Aleksandra była raz na meczu GKS Katowice, Kasia kilka razy oglądała z tatą mecze Górnika Zabrze. - To nie to samo co liga włoska. Stadiony szare i smutne, doping też nie ten. Włoscy tifosi pięknie śpiewają, nasi głównie krzyczą - mówią.