Sport.pl

Gołota czeka na operację

Gdyby nie ta kontuzja, Chris Byrd leżałby na deskach w siódmej rundzie - uważa trener polskiego pięściarza Sam Colona. W szóstej rundzie walki Andrzej Gołota naderwał ścięgno łączące biceps z kością przedramienia. Rewanżu chyba nie będzie. - Byrd musi walczyć z Jameelem McCline


W poniedziałek Gołota z Coloną wracali do Chicago samolotem. Ramię już wtedy było opuchnięte i obolałe. - Mam biceps jak Schwarzenegger. I jak dla mnie może tak zostać - żartował Gołota w samolocie. Jednak Colona stwierdził, że trzeba iść do lekarza.

- Przed lotniskiem O'Hare rozstaliśmy się. Gołota pojechał do lekarza - mówi "Gazecie" Colona. - Godzinę później lekarz zadzwonił do mnie i powiedział, że kontuzja wygląda na poważną i że trzeba zrobić badania rezonansem magnetycznym.

We wtorek były wyniki - kontuzja rzeczywiście okazała się poważna. - Andrzej podczas walki nie narzekał zbyt wiele - powiedział Colona. - Właściwie w ogóle nic nie mówił, oprócz jednego zadania po szóstej rundzie. Że traci "siłę w lewej ręce". Już w szatni stwierdził, że prawdopodobnie uszkodził mięsień, uderzając w liny. Była tak sytuacja, kiedy z rozmachem wpadł na liny, starając się dopaść Byrda.

W szatni Gołota robił sobie okłady z lodu. - Nie przywiązywaliśmy wagi do tego, bo, po pierwsze, po walce wszystko boli, po drugie, Andrzej robił sobie okłady w kilku miejscach - powiedział "Gazecie" Ziggi Rozalski, menedżer i przyjaciel pięściarza.

Konieczny jest zabieg polegający na ponownym pełnym połączeniu mięśnia z kością. Operację przeprowadzi dr Steven M. Stoller z Paramus Surgical Center w New Jersey dopiero w poniedziałek, gdyż do soboty jest na konferencji medycznej. Gołota będzie miał usztywnioną rękę przez blisko dwa tygodnie. Potem będzie mógł zacząć ruszać ręką. - Rehabilitacja musi trwać minimum trzy-cztery tygodnie. Z tym nie można się spieszyć - powiedział "Gazecie" lekarz piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Grzywocz. Polak byłby więc gotowy do treningów dopiero pod koniec maja.

- Jedno jest pewne. Gdyby nie ta kontuzja, ta walka nie trwałaby tak długo. Byrd leżałby na deskach w siódmej rundzie - twierdzi Colona.

W środę do Rozalskiego dzwonił Don King, proponując oficjalnie rewanż z Chrisem Byrdem już 10 lipca w Nowym Jorku. - Powiedziałem mu, że na razie nie ma o czym mówić, bo Andrzej musi najpierw wyleczyć rękę. A potem, w połowie maja, jedziemy wreszcie na narty do Austrii i Szwajcarii. Jak wrócimy, będziemy gadać - powiedział "Gazecie" Rozalski.

Oprócz kontuzji ramienia, wyjazdu na lodowiec, ogólnej niechęci polskiego obozu do rewanżu z nieefektownym Byrdem ("Przecież go pobiliśmy, to po co rewanż" mówią) jest jeszcze jeden problem. Działacze organizacji IBF, w której mistrzem jest Byrd, żądają, aby Amerykanin walczył najpierw z Jameelem McClinem, od poniedziałku najwyżej rozstawionym na liście pretendentów do tytułu w tej organizacji. Byrd - jak powiedział nowojorski promotor McCline'a Cedric Kushner po uzgodnieniu z IBF - musi się z nim zmierzyć do 20 czerwca albo straci tytuł.

Chętnym - według PAP - do walki z Gołotą jest Lamon Brewster, mistrz WBO. Tylko że Brewster musi teraz w ciągu 120 dni od zwycięskiej walki z Władymirem Kliczką obronić tytuł - jego obowiązkowym przeciwnikiem jest James Toney.