CCC Aquapark gra z Lotosem Gdynia

KOSZYKÓWKA. Wicemistrzynie Euroligi, koszykarki Lotosu Gdynia, przyjeżdżają dziś do Polkowic, aby przypieczętować awans do finału ekstraklasy i odnieść setne zwycięstwo, od kiedy trenerem zespołu jest Krzysztof Koziorowicz. Czy polkowiczanki są w stanie im w tym przeszkodzić?
- Chcielibyśmy postarać się o niespodziankę, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że różnica poziomu dzieląca oba zespoły jest przeogromna. Właściwie rezultat tego meczu jest w 80 procentach uzależniony od postawy Lotosu - mówi trener CCC Aquaparku Polkowice Wojciech Spisacki.

Dla trenera polkowiczanek niewielkim pocieszeniem jest to, że prawdopodobnie gdynianki wystąpią bez kontuzjowanej Agnieszki Bibrzyckiej - najlepszej koszykarki Europy 2003 roku według "La Gazetta dello Sport".

- Lotos ma tak długą ławkę, że brak nawet największej gwiazdy nie jest zbyt dużym osłabieniem - twierdzi Spisacki.

W ostatni weekend gdyński zespół odniósł ogromny sukces, awansując do finału rozgrywek Euroligi. Mistrzostwa jednak nie zdobył, a w decydującym meczu wysoko uległ francuskiemu Olympic Valenciennes.

- Gdynianki mogą odczuwać zmęczenie po tych meczach. Problem w tym, czy nasz zespół jest w stanie to wykorzystać. Dużo będzie zależeć od podejścia psychicznego moich zawodniczek, czy uwierzą w to, że są w stanie walczyć jak równy z równym z Lotosem - mówi Spisacki.

Polkowicki szkoleniowiec mówi, że nie będzie robił tragedii z ewentualnej porażki jego zespołu.

- Mecz z Lotosem nie jest dla nas spotkaniem o śmierć i życie. Oczywiście, chcemy go wygrać, ale nie mamy zamiaru się wykrwawić na parkiecie. Wiemy, że raczej będziemy walczyć o brązowy medal i to jest teraz nasz cel - mówi Spisacki.

Na zwycięzcę pojedynku CCC Aquaparku z Lotosem Gdynia czekają już koszykarki Starego Browaru Poznań. Przegrany tej rywalizacji zagra o brązowy medal z Polfą Pabianice.

Mecz CCC Aquaparku z Lotosem Gdynia zostanie rozegrany w czwartek o godz. 18 w hali przy ul. Dąbrowskiego



Prezes, co robi fikołki

To, że możemy dziś w Polkowicach gościć jedną z najlepszych drużyn Europy, że w ogóle mamy w kraju tak znakomity zespół, jest w olbrzymim stopniu zasługą Mieczysława Krawczyka. To jedna najbarwniejszych postaci żeńskiego basketu ostatnich lat

Zaczynał od funkcji kierownika koszykarek Spójni Gdańsk, dziś jest prezesem koszykarek Lotosu Gdynia - mistrzyń Polski i jedną z najbardziej wpływowych postaci żeńskiej koszykówki. Mieczysław Krawczyk, bo o nim mowa, to człowiek, który jest jednym z głównych twórców potęgi koszykarskiej Lotosu Gdynia - zespołu, który dwukrotnie w ciągu trzech ostatnich lat zdobył tytuł wicemistrza Euroligi. To obecnie zdecydowanie najlepsza polska drużyna klubowa. Dzięki Krawczykowi w Gdyni zbudowano taki budżet, który umożliwił powrót do Polski najlepszej polskiej koszykarki ostatnich lat Małgorzaty Dydek, a także sprowadzenie do Lotosu gwiazd europejskiej koszykówki oraz zawodniczek z amerykańskiej zawodowej ligi WNBA.

Krawczyk w światku koszykarskim to postać zarówno kontrowersyjna, jak i nieco komiczna. Przeciwnicy prezesa Lotosu zarzucają mu, że "trzęsie" całą żeńską koszykówką i jako prezes rady nadzorczej Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet często podporządkowuje interesy ekstraklasy interesowi klubowemu.

Prezes Lotosu obecny jest na niemal na każdym meczu swojej drużyny. Podczas spotkań siedzi obok zawodniczek na ławce rezerwowych i w charakterystyczny sposób przeżywa to, co się dzieje na boisku. Dzięki temu publiczność ma spory ubaw, obserwując jego zachowanie. Podczas spotkań ćwierćfinałowych Lotosu z Aix en Provence ubrany w garnitur Krawczyk demonstrował swoją radość ze zwycięstwa drużyny, robiąc parkiecie fikołki... Jego zachowanie wzbudziło nie mniejszy aplauz niż świetna gra gdyńskich koszykarek.

W Polkowicach na taki "pokaz fikołków" raczej nie ma co liczyć. Po pierwsze nie wiadomo, czy Krawczyk przyjedzie na mecz, a po drugie zwycięstwa w ekstraklasie Lotosu są czymś normalnym i już od wielu lat nie podniecają zbytnio ani gdyńskich kibiców, ani tym bardziej prezesa klubu.