Kontrakty piłkarzy Lecha Poznań

Ośmiu piłkarzom Lecha Poznań kończą się tej wiosny kontrakty. "Kolejorz" na razie nie podejmuje jednak decyzji co do ich przedłużenia. To przemyślana taktyka.
Na razie Lech nie prowadzi rozmów z zawodnikami, których umowy wygasają. To celowe działanie. - Mamy jeszcze przed sobą tej wiosny wiele ważnych spotkań i chcemy, aby piłkarze zagrali w nich z maksymalnym zaangażowaniem - tłumaczy menedżer Lecha Przemysław Erdman. - Dlatego sprawę pozostawiamy otwartą i przed nikim nie zamykamy drzwi. Z każdym będziemy negocjować warunki przedłużenia kontraktu.



Kończą im się kontrakty z Lechem

Waldemar Kryger(36 lat)
Piotr Świerczewski(32 lata)
Krzysztof Piskuła(31 lat)
Zbigniew Wójcik(33 lata)
Mariusz Mowlik(23 lata)


Jasna sytuacja jest tylko z Krygerem, który zadeklarował, że po zakończeniu sezonu zawiesza buty piłkarskie na kołku. W przypadku Świerczewskiego piłka jest po stronie Lecha, bowiem umowa uczestnika ostatniego mundialu zawiera opcję przedłużenia kontraktu, o ile poznański klub będzie tym zainteresowany. A zatem jeśli "Kolejorz" zechce z niej skorzystać, Świerczewski będzie przez kolejny rok grał przy Bułgarskiej. Póki co jednak, Lech nie określił się, czy to zrobi.

- Przedłużanie kontraktów czy też rozmowy o tym teraz byłyby bez sensu. Nie tylko ze względów taktycznych, ale także finansowych. Z wieloma piłkarzami nie rozliczyliśmy się jeszcze za ten sezon, więc jak tu rozmawiać o kolejnym - zaznacza Przemysław Erdman. - Nasza sytuacja finansowa poprawiła się w porównaniu z tym, co było zimą, ale nadal nie jest różowo.

Osobna sprawa to przypadek Rafała Lasockiego. Lewy obrońca Lecha także może w czerwcu odejść z Poznania, mimo iż jego kontrakt wygasa za rok. Stałoby się tak, gdyby Lech nie uregulował do 30 czerwca tego roku zaległości, które ma wobec zawodnika. Poznański klub deklaruje jednak, że "stanie na głowie", ale środki te znajdzie, bo Lasocki jest uważany za piłkarza bardzo wartościowego.

Dwóch kolejnych piłkarzy Lecha będzie mogło odejść latem z klubu, bo kończą się ich wypożyczenia do "Kolejorza"



Kończą się ich wypożyczenia

Maciej Scherfchen(25 lat)
Rafał Grzelak(22 lata)


W przypadku obu pomocników trzeba się liczyć raczej z ich odejściem. Sumy odstępnego, jakie trzeba za nich zapłacić, zdecydowanie bowiem przekraczają możliwości "Kolejorza". Kiedy zimą Wisła Kraków chciała wykupić Grzelaka z rąk Antoniego Ptaka, ten zażądał za piłkarza 1 mln euro. - Nawet gdyby teraz był to 1 mln zł, to i tak nas nie stać - kręci głową Erdman. A to oznacza, że jeśli nic się nie zmieni, Grzelak znajdzie się latem w Pogoni Szczecin. Odstępne za Macieja Scherfchena to ok. 1 mln zł. Oznacza to prawdopodobnie powrót tego zawodnika do Widzewa Łódź, z którego "Szeryf" przyszedł do Poznania.

Czy jest jakaś możliwość zatrzymania obu graczy w Lechu? - Sytuację mogłyby zmienić pieniądze - mówi Erdman. - Gdyby znalazł się jakiś sponsor, który np. wykupiłby tych zawodników, albo gdybyśmy to my sprzedali jakichś graczy, wtedy Grzelak i Scherfchen może mogliby zostać w Poznaniu.

Takie przypadki już się zdarzały i są możliwe. Jeżeli jednak sponsor się nie znajdzie, pozostanie wyprzedaż. Kogo mógłby sprzedać Lech Poznań? Teoretycznie każdego gracza, na którego znalazłby się kupiec.

Na razie dotyczy to głównie trzech zawodników: Michała Golińskiego, Łukasza Madeja i... Krzysztofa Gajtkowskiego. "Gajtek", który gra obecnie w GKS Katowice (jest tam wypożyczony), wróci bowiem do Poznania i może stać się napastnikiem, którego tak na Bułgarskiej brakuje. Różnie to jednak z Gajtkowskim bywało. Przed powrotem do Katowic nie radził on sobie w Poznaniu zbyt dobrze. Chciał wracać na Śląsk. Teraz jednak jego podejście może się znacznie zmienić. - Gajtkowski miał kłopoty z zaakceptowaniem naszych problemów finansowych - twierdzi Erdman. - Pojechał jednak do Katowic i tam przekonał się dopiero, co to znaczy brak pieniędzy. Teraz więc chce wracać do Poznania. - Z Lechem mam ważny kontrakt, i jeśli nic się nie zmieni, latem znów będę piłkarzem poznańskiego klubu - mówi Gajtkowski.

Menedżer piłkarza Jarosław Kołakowski szuka jednak dla napastnika nowego klubu za granicą. Lech bardzo potrzebuje dziś napastników, ale nie miałby nic przeciwko temu, żeby "Gajtek" został sprzedany. - Oczywiście za sumę, którą my za niego zapłaciliśmy lub wyższą - deklaruje Erdman. Przypomnijmy, że ponad rok temu było to 1,2 mln zł.

Jest także zainteresowanie Łukaszem Madejem, ale tylko ze strony menedżerów. - To oni robią szum i tłok - nie kryje menedżer Erdman. - Dzwonią, pytają o kwotę odstępnego, twierdzą, że mają na oku jakieś kluby. Tak naprawdę żaden klub z nami nie rozmawiał na temat Łukasza. Ani Legia Warszawa, ani żaden inny.

Według niepotwierdzonych doniesień Legia, w której pracuje teraz menedżer Edward Socha, byłaby gotowa zapłacić za Madeja 300 tys. euro. Taka suma zadowoliłaby Lecha, gdyby z plotki stała się realną propozycją.

Z kolei 300 tys. euro za Michała Golińskiego to - z punktu widzenia Lecha - za mało. Goliński jest obecnie najbardziej "chodliwym" piłkarzem "Kolejorza". Zainteresowanie nim jest bez porównania większe niż np. Madejem czy jakimkolwiek innym graczem poznańskiego zespołu. Menedżer Erdman jednak zaznacza: - W tym wypadku także dzwonią wyłącznie menedżerowie. A oni zawsze są zainteresowani robieniem tzw. ruchu w interesie. Nie ma ofert z klubów.

Menedżerowie próbują też dotrzeć do samego piłkarza. Namawiają Golińskiego do podpisania umowy o współpracy, zapewniają jednocześnie, że mają dla niego klub gotów podpisać kontrakt. - Rzeczywiście menedżerowie kręcą się wokół mnie i obiecują różne rzeczy. Mnie to jednak nie interesuje, skupiam się na treningach i jak najlepszych występach w barwach Lecha - mówi Goliński.

Nie jest też tajemnicą, że Golińskim interesuje się chociażby sąsiad Lecha zza miedzy - Dyskobolia Grodzisk Wlkp. To jeden z nielicznych polskich klubów, który jest w stanie kupować obecnie piłkarzy, a nie wypożyczać ich czy szukać zawodników bez przynależności klubowej.

Goliński ma kontrakt z Lechem do czerwca 2005 r. Jednakże Lech będzie z nim negocjował przedłużenie umowy. I od tego właśnie uzależnione jest podejście klubu do kwestii sprzedaży tego doskonale ostatnio grającego piłkarza. Gdyby bowiem Goliński nie przedłużył umowy, wtedy "Kolejorz" będzie starał się go sprzedać w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Klub bowiem nie może pozwolić sobie na sytuację, by taki zawodnik za rok opuścił go bez rekompensaty finansowej.

Trudno dziś powiedzieć, jak będzie wyglądać kadra Lecha w przyszłym sezonie. Wiele w tej sprawie zależy od tego, czy poznaniacy zdobędą Puchar Polski i uzyskają prawo gry w Pucharze UEFA. Wielu piłkarzy podkreśla, że chciałoby grać w zespole, na mecze którego przychodzi przynajmniej kilkanaście tysięcy ludzi. Perspektywa gry w europejskich rozgrywkach mogłaby być dodatkowym bodźcem. Tym bardziej że wielu zawodnikom z polskiej ekstraklasy wygasają w czerwcu kontrakty. Kilku z nich mogłoby trafić na Bułgarską za darmo...