Lechosław Olsza zastąpił Jana Żurka na stanowisku trenera Dospelu Katowice

Prezes Dospelu Katowice Piotr Dziurowicz przyjął dymisję Żurka. Olsza poprowadzi ?Gieksę? do końca sezonu
Żurek zdecydował o rezygnacji z pracy już w sobotę, po kolejnym fatalnym występie "Gieksy", czyli przegranym meczu z Polonią Warszawa. Wczoraj spotkał się z Dziurowiczem, żeby oficjalnie potwierdzić decyzję. - Długo rozmawialiśmy. Trener podtrzymał swoją rezygnację, a ja go rozumiem i przyjąłem jego dymisję. Do końca sezonu będzie przebywał na urlopie. Co będzie dalej? Na razie nie chcę o tym rozmawiać. Skupiamy się na walce o utrzymanie - powiedział nam Dziurowicz.

Żurek na wczorajszym treningu już się nie pojawił i nie pożegnał z piłkarzami. W Katowicach krążą plotki, że piłkarze w meczu z Polonią nie zagrali "czysto". - Nie chcę niczego komentować, ani oceniać, a bez dowodów nie można niczego wyrokować. Pewne jest jedno: według klubowego regulaminu nagród i kar mogę wyciągnąć konsekwencje wobec piłkarzy, którzy nie angażują się w wykonywanie swojej pracy - podkreślił Dziurowicz.

Sprawy nie chciał wczoraj komentować Żurek. - Nie wypowiadam się na temat drużyny, której nie prowadzę. Zrezygnowałem z pracy w "Gieksie". Przepraszam, ale nic więcej nie powiem... - powiedział tylko. Mało rozmowni byli również piłkarze. - Nie mam nic do powiedzenia - szybko uciął kapitan Mirosław Widuch. - Nie chcę rozmawiać, przepraszam - dodał Krzysztof Gajtkowski. Na rozmowę zdecydował się dopiero bramkarz Dariusz Klytta. - Nie ma mowy o żadnej sprzedaży meczu. Nasza sytuacja jest trudna i bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz. Przecież w drugiej połowie byliśmy stroną przeważającą, zabrakło nam jedynie szczęścia - tłumaczył Klytta. - W klubie jest podła atmosfera. Powody wszyscy znają: finanse, oskarżenia... Sytuacja nie jest jednak beznadziejna. Musimy zdobyć jeszcze cztery punkty i wtedy na pewno się utrzymamy. Świt jest w o wiele gorszej sytuacji, a jednak potrafi się zmobilizować - dodał katowicki bramkarz.

Tymczasowo katowiczan do końca tego sezonu będzie trenował dotychczasowy kierownik drużyny, a ostatnio również drugi trener Lechosław Olsza. Wczoraj poprowadził pierwsze zajęcia drużyny. Olsza w przeszłości już dwukrotnie był krótko pierwszym trenerem katowickiej drużyny [ostatni raz we wrześniu zeszłego roku, po odejściu Edwarda Lorensa - przyp. red.]. - Źle się stało, bo w Katowicach nie będzie już takiego fachowca, jakim jest Jasiu Żurek. Szkoda jednak, że trener opuszcza drużynę akurat w momencie, gdy ta tonie. Nie znam jednak powodów jego rezygnacji, więc nie chcę go oceniać. Jeśli o mnie chodzi, to prowadziłem zespół przez kilka spotkań, kiedy z "Gieksą" rozstał się trener Bogusław Kaczmarek, potem Edward Lorens, to i mogę trenować po Żurku - mówi Olsza. - Jedno jest pewne: to najsłabsza drużyna "Gieksy", jaką przyjdzie mi poprowadzić. Teraz jednak trzeba skoncentrować się już na meczu z Lechem Poznań. Musimy wygrać i zapewnić sobie utrzymanie w lidze, bo w kolejnych meczach będzie coraz trudniej o punkty - dodał Olsza.



Trener pilnie poszukiwany

Na razie trudno przewidywać, kto poprowadzi katowicką drużynę w następnym sezonie. Być może do Katowic wróci Żurek, który podpisał przecież umowę z klubem aż do czerwca 2005 roku. Być może po dwumiesięcznym urlopie znajdzie pomysł na budowę nowej drużyny. A może na dłużej pierwszym trenerem zostanie Olsza? - Musiałbym zrobić "papiery" trenerskie, biorę takie rozwiązanie pod uwagę - przyznał Olsza. Nie bez szans na pracę w "Gieksie" jest także Jan Furtok, który obecnie w klubie jest trenerem jednej z drużyn młodzieżowych. - Za kilka miesięcy zakończę naukę na katowickim AWF i wtedy kto wie? Być może zostanę szkoleniowcem "Gieksy". Zawsze trzeba brać pod uwagę każdą ewentualność - stwierdził Furtok.



To nie tak

Prezes Dziurowicz odniósł się do wywiadu z Żurkiem, który ukazał się w poniedziałkowej "Gazecie". - Muszę podkreślić, że stan klubu nie jest tak zły, jak przedstawił to trener. Spłaciliśmy zadłużenie wobec Urzędu Skarbowego, praktycznie jesteśmy bez długów wobec ZUS i innych klubów. Oczywiście najbardziej mogli odczuć te oszczędności piłkarze i trener, ale kiedyś było tak, że płaciliśmy tylko piłkarzom, a teraz proporcje się odwróciły i musieliśmy zadbać też o wierzycieli. Jednak nasze wszystkie działania spowodowały, że w roku 2003 po raz pierwszy nasza spółka odnotowała zysk - zakończył Dziurowicz.