Półfinał play-off: Prokom-Trefl Sopot - Anwil Włocławek 87:66

Już pierwszy mecz Prokomu z Anwilem pokazał, że drużyna z Sopotu potrafi grać dobrze i wygrywać nawet bez swojego superstrzelca Gorana Jagodnika.
Jagodnik to król strzelców EBL w rundzie zasadniczej, a w trzech meczach I rundy play-off z Notecią Inowrocław Słoweniec zdobywał średnio 19 pkt. Od dawna wiadomo, że to lider Prokomu, który wygrywał swojej drużynie już niejedno spotkanie. Ale w sobotę było inaczej...

W pierwszej połowie wydarzyła się rzecz bez precedensu. Jagodnik nie tylko nie zdobył żadnego punktu, ale nie oddał nawet jednego rzutu z gry! Jest to o tyle dziwne, że jest to zawodnik, który uwielbia rzucać i robi to nawet wtedy, kiedy nie trafia.

Słoweniec wyszedł w pierwszej piątce, ale od pierwszej sekundy doskoczył do niego Donatas Zavackas, później biegał jeszcze za nim Armands Skele. Efekt ich starań był taki, że skrzydłowy Prokomu nawet nie spoglądał w stronę kosza, a w pierwszej połowie, grając 11 minut, miał tylko trzy zbiórki i jedną asystę. Nic więcej - żadnych rzutów, fauli, strat czy przechwytów.

Przypomnijmy, że w rywalizacji z Anwilem Jagodnik gra pod szczególną presją, gdyż to jego faul na Tomasie Nagysie, po którym zawodnik Anwilu miał złamaną nogę, zaognił i tak gorące relacje na linii Sopot - Włocławek.

Pierwszy rzut na kosz Anwilu Słoweniec oddał dopiero w 1. min trzeciej kwarty, ale nie trafił. Potem było jeszcze gorzej, bo po drugiej próbie spod linii końcowej piłka dotknęła tylnej części tablicy. Trafił dopiero w 25. min.

W sumie w ciągu 23. min gry Jagodnik zdobył 8 pkt. (3/9 z gry), w tym trzy ostatnie na cztery sekundy przed końcową syreną.

- To nie był jego dzień - przyznał trener Prokomu Eugeniusz Kijewski. - Mimo to grał dla zespołu, zbierał piłki, zrobił sporo dobrego.

- Dobrze, że Goran rozumie takie sytuacje - mówił po meczu Tomas Pacesas, który był najlepszym graczem meczu. - Potrafi grać dla drużyny, nie forsuje na siłę tempa. To bardzo ważne, że rozumie, że teraz o wyniku decyduje gra całego zespołu.

- Pokazaliśmy, że jesteśmy silni jako drużyna, tworzymy monolit. To też mogło zaskoczyć Anwil - dodawał Andrzej Pluta.

W całym meczu Prokom trafił 13 z 27 rzutów za trzy punkty (48 proc.) i dzięki takim akcjom emocje skończyły się niespodziewanie szybko (w 29. min było już 68:48 dla gospodarzy).

- Prokom nas zniszczył i nie mam nic więcej do powiedzenia - przyznał trener Anwilu Andriej Urlep.



PROKOM-TREFL SOPOT87
ANWIL WŁOCŁAWEK66
Kwarty: 21:20, 25:12, 24:18, 17:16.

Prokom: Pacesas 16 (2), Pluta 14 (3), Masiulis 9, Jagodnik 8 (2), Jelić 4 oraz Maskoliunas 9 (1), Marković 9 (3), Miller 9 (1), Einikis 5 (1), Dylewicz 4

Anwil: Bocevski 10 (1), Kadziulis 10 (1), Wright 9, Zavackas 6, Blums 2 oraz Witka 9 (1), Miszczuk 8, Krstić 6 (1), Skele 4, Jahovics 2

Gracz meczu

Tomas Pacesas

absolutny lider Prokomu - 16 punktów i 8 asyst